AUDREY CAFE

Żyj bez toksyn – ale jak?

Lubię czuć się dobrze ze sobą i z moimi działaniami, a Ty? Pewnie też. Wydaje Ci się, że robisz dla Ziemi i dla siebie tyle, ile się da i ile trzeba bez wychodzenia ze swojej strefy komfortu. A co, jeżeli Ci powiem, że kupując dzieciom plastikowe klocki lub otaczając się tanimi plastikowymi bibelotami szkodzisz sobie, swojej rodzinie i środowisku? Nie jest to miła świadomość, ale taką właśnie rzeczywistość odkrywa przed nami książka, o której dzisiaj mowa – “Żyj bez toksyn”.

“Żyj bez toksyn”

Książka „Żyj bez toksyn” autorstwa dr n. med. Aleksandry Rutkowskiej i dr n. o zdr. Aleksandry Olsson wpadła w moje ręce dzięki profilowi na Fb „Bądź Detoxed. Bądź zdrowy”. Jej autorki to naukowczynie badające od dawna wpływ szkodliwych substancji, szczególnie tych zawartych w plastiku, na nasze zdrowie. Wyniki ich badań są zatrważające, a szkodliwość plastiku ogólnie znana. Przynajmniej w teorii, bo w praktyce plastik nas zalewa i końca tego zjawiska nie widać. Jak pokazuje dokument „Tonąc w plastiku” (Drowning in Plastic, 2018), plastikowe odpady to pięta achillesowa całej ludzkości. Na wielu wyspach w Azji system gospodarowania odpadami praktycznie nie istnieje, więc śmieci lądują tam, gdzie pozornie ich nie widać – w morzu. Wskutek tego co roku do oceanów trafiają miliony ton plastiku, przynosząc śmierć i cierpienie ich mieszkańcom – zwierzętom morskim. Rykoszetem trafia to w ludzi konsumujących tzw. owoce morza i ryby, czyli w większość mieszkańców Błękitnej Planety. W skali globalnej problem przeraża, a zatem czy w skali lokalnej możemy z nim coś zrobić?

Dlaczego plastik nam szkodzi?

Wiemy już dlaczego plastik jest zagrożeniem dla zwierząt, a co z ludźmi? Otóż większość tworzyw sztucznych zawiera związki endoktrynnie czynne, które zaburzają działania hormonów. Mogą do nas trafiać drogą wziewną (wdychanie razem z drobinkami kurzu), przez skórę lub doustnie, czyli w postaci żywności. Ponieważ związki te przypominają hormony, organizm człowieka nie potrafi ich zidentyfikować i traktuje je właśnie jako takie, przez co jego funkcje się rozregulowują. Stąd biorą się m.in. zaburzenia płodności czy metabolizmu, a nawet niektóre nowotwory. Gra jest więc warta świeczki, tym bardziej, że rośnie nam nowe pokolenie, nierzadko w naszych własnych domach, i ich zdrowie wydaje się być mega ważnym aspektem.

Jak pozbyć się szkodliwych substancji ze swojej codzienności?

Książka odpowiada na to pytanie bardzo szczegółowo, dzieląc się na części związane praktycznie z każdym aspektem codzienności: dom, kuchnia, żywienie, kosmetyki, pranie, sprzątanie, ciąża i dzieci, praca, zakupy. Jak widać, w każdej dziedzinie mamy coś do zrobienia i to jest bardzo pozytywny wniosek – gorzej by było, gdyby zostało nam tylko rozdzieranie szat w niemym geście rozpaczy. Poniżej przedstawię kilka najważniejszych zasad, które w moim domu powodują niemałą rewolucję – na dobre.

  • Jeżeli masz w domu dywan, wykładzinę, dzieci, psa/kota (niepotrzebne skreślić), odkurzaj codziennie. Tak wiem, że to uciążliwe i wydaje się, że brak na to czasu, ale jest to szczególnie istotne w sezonie grzewczym i podczas upałów. Im cieplej w mieszkaniu, tym łatwiej uwalniają się substancje endokrynnie czynne z plastikowych elementów wyposażenia czy sprzętów elektronicznych, których przecież nam nie brakuje. My z kolei je wdychamy i kłopot gotowy.
  • Zamiast plastiku, wybieraj materiały naturalne lub mniej przetworzone – drewno, szkło, metal, ceramika. Zasada ta dotyczy zarówno kupna mebli czy elementów wyposażenia, jak i artykułów codziennego użytku i zabawek. Przedmioty z takich materiałów wolniej się niszczą, zbierają mniej kurzu, a często również dużo lepiej wyglądają. Należy także pozbyć się plastikowych pojemników na żywność, które znaleźć można niestety wszędzie. Warto zainwestować w szkło i silikon – są trwalsze, zdrowsze i trudniej je zarysować. Jeżeli do wyboru mamy żywność zapakowaną w plastik a żywność luzem czy w papierze – zawsze wybierajmy to drugie.
  • Zrezygnuj ze świeczek zapachowych i odświeżaczy powietrza. Najlepiej w ogóle, a jeżeli bardzo bardzo nie chcesz z nich zrezygnować, wybierz świece sojowe, z wosku pszczelego lub z oleju kokosowego. Popularne świece zapachowe mogą zawierać szkodliwe substancje, dlatego przed ich zakupem przeczytaj skład. Z kolei odświeżacze powietrza zawierają takie „cudowne” dodatki jak formaldehyd czy destylaty ropy naftowej. Lepiej darować sobie taką przyjemność na rzecz naturalnych olejków eterycznych czy zapachu bukietu świeżych kwiatów w wazonie na stole.
  • Nie przegrzewaj mieszkania i wietrz je często. Optymalna temperatura w pomieszczeniu to 21⁰C, szczególnie gdy mamy meble ze sklejki (witaj, Ikeo ;p) i sporo elektroniki. W wyższej temperaturze uwalniają się z nich szkodliwe substancje, a do tego mieszkanie wietrzone jest przyjemniejsze w obsłudze, więc wszystko się zgadza.
  • Zrezygnuj z kupna wody butelkowanej, a jak już bardzo musisz, nie wystawiaj butelki na działanie promieni słonecznych. Każda kupiona woda w butelce to mały płaczący płetwal błękitny. Jeżeli to Cię nie zniechęca lub po prostu nie da się uniknąć zakupu takiej wody czy innego napoju, nigdy nie wystawiaj butelki plastikowej na działanie promieni słonecznych. Pod ich wpływem z plastiku znów uwalniają się substancje szkodliwe, a tego przecież nie chcemy, prawda?
  • Dbaj o to, co wcierasz w skórę. Skóra to nasz największy narząd, a więc wszystko, co w nią wcieramy trafia do naszego wnętrza. Zatem najlepiej by było nie kupować kosmetyków w plastikowych pojemnikach, ale że jest to trudne do wykonania, pozostaje jako niedościgniony ideał (przynajmniej na razie u mnie w domu). Autorki zalecają kupno kosmetyków w tekturze (ale nie jako opakowanie dla plastiku) lub w szkle. Są one trudno dostępne, ale może warto się pomęczyć? Dodatkowo sam skład kosmetyków jest bardzo ważny, jeżeli nie najważniejszy. Czego więc trzeba unikać? Lista jest długaśna, ale za autorkami postaram się ją przytoczyć:
  • Mikroplastik – zawarty szczególnie w brokacie, pastach wybielających oraz w peelingach innych niż naturalne (np. z pestkami moreli czy malin).
  • Pochodne formaldehydu – dodawane jako konserwanty do kosmetyków, po szczegółową listę odsyłam do książki.
  • Parabeny – podobno dyskusje nad nimi trwają, ale żeby nie przekonać się na własnej skórze o tym, kto ma rację, lepiej po prostu ich unikać. Chodzi o wszystko z końcówką „paraben” w nazwie.
  • Phenoxyethanol – substancja konserwująca, o której istnieniu nie miałam pojęcia. Wywołuje alergie i podrażnienia skóry, warto unikać szczególnie w ciąży i podczas karmienia.
  • SLS i SLES – im coś bardziej się pieni, tym więcej zawiera tychże substancji i może prowadzić do podrażnień skóry.
  • Substancje zapachowe – jeżeli kosmetyk nie jest naturalny, użyte w nim substancje zapachowe pod postacią „fragrance”, „parfume” czy „aroma” zawierają ftalany, czyli związki endoktrynnie czynne. Nie chcemy tego wcierać w skórę, o nie.

Trudne dobrego początki

Ilość wiedzy, jaką współcześnie ma do przyswojenia świadomy człowiek może być przytłaczająca, ale naszą odpowiedzialnością jest wzięcie się do roboty. Nikt za nas tego nie zrobi, a zamykanie oczu na fakty to mało rozwijająca rozrywka. Nie jest łatwo zacząć domową rewolucję. Badania dotyczące substancji szkodliwych zawartych w plastiku cały czas trwają, ale żadne z nich nie jest uspokajające. W końcu plastik to tworzywo sztuczne, a więc jego skład z definicji nie jest dla nas przyswajalny. Warto zacząć już dziś od prostej zmiany nawyków, choćby na zakupach czy podczas sprzątania. Używać więcej środków naturalnych, rezygnując z ostrej chemii do czyszczenia, ograniczać liczbę plastikowych opakowań, nosić swoje torby na zakupy i sprawdzać na każdym kroku, czy możemy dokonywać jeszcze lepszych wyborów. Działanie, choćby w skali mikro, jest zawsze lepsze od niemego przerażenia i poczucia bezsilności. A zatem do dzieła 🙂

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *