To może dopaść każdą z nas. Niezależnie od tego, czy dzieci po prostu nam się “przydarzyły”, czy też są wyczekane, wywalczone, wytęsknione. Najpierw jest hurra optymizm i wąchanie stópek, aż tu nagle wybuchamy płaczem podczas wieszania prania czy zbierania zabawek po raz enty tego dnia. Wypalenie macierzyńskie – znasz?

Wypalona mama

Sheryl Ziegler, amerykańska psychoterapeutka, bazując na swoich doświadczeniach zawodowych i świadectwie ogromnej liczby kobiet, jaka przewinęła się przez jej gabinet, stwierdziła, że istnieje zjawisko, o którym nikt nie mówi, a którego matki bardzo się wstydzą – wypalenie macierzyńskie. Skąd wstyd? Jak pisze autorka, krzywdzący i niedościgniony mit “supermamy” wlecze się za nami przez pokolenia. Mimo, że macierzyństwa doświadczamy w XXI wieku, w czasach misji na Marsa i superleków, nadal niczym kulę u nogi ciągniemy za sobą przekonanie, iż mamy być wielofunkcyjnymi robotami kuchenno-domowymi, które przytulą, gdy trzeba, ugotują trzydaniowy obiad i pomogą odrobić wszystkie lekcje, nie zapominając przy tym o zachowaniu szczupłej figury, pracy zawodowej, ognia w małżeństwie i pięknie urządzonego domu. Uff, czy o czymś zapomniałam? A tak, trzeba to danie jeszcze odpowiednio podać, obfotografować i zamieścić zdjęcia na Instagramie, z wypiekami na twarzy licząc przybywające serduszka. To nie są czasy dla matek, ale czy kiedykolwiek były?

Czy ktoś tego chce, czy nie, pokolenia feministek-sufrażystek walczyły o to, byśmy miały prawo wyboru. Chcesz pracować – rób to. Nie chcesz – nie pracuj, ale licz się z konsekwencjami. Chcesz mieć dziecko – miej, ale pamiętaj, że jak przyjdzie co do czego społeczeństwo już czeka w blokach startowych, żeby cię ocenić. Nie chcesz mieć dziecka – będziesz cierpieć na starość. Z niedawno opublikowanych badań wynika, że najszczęśliwsza grupa społeczna to młode, bezdzietne singielki. Wcale mnie to nie dziwi, pewnie dlatego w moje ręce wpadła książka Sheryl Ziegler “Wypalona mama”. Czego można się z niej dowiedzieć?

Wypalona mama tańczy sama

Bycie mamą w dzisiejszych czasach to prawdziwa “mission impossible”. Wymagania, jakie musimy spełnić są niebotyczne, a doba ma tylko 24 godziny. Opieka nad dziećmi, zapewnienie im odpowiedniego wychowania i zasobów edukacyjnych, kontaktu ze światem, dbanie o ich zdrowie, oporządzanie ich garderoby i czynności pielęgnacyjne – to już kupa roboty, a do tego dochodzi jeszcze dbanie o dom, praca zawodowa, kontakty ze światem (!), samorealizacja, aprowizacja i gdzieś tam na końcu czas dla partnera i dla samej siebie. Jasne, że w związkach partnerskich sytuacja może wyglądać inaczej, ale jednak zazwyczaj wygląda właśnie tak. W pewnym momencie stajemy więc przed lustrem ze łzami w oczach i zadajemy sobie dramatyczne pytania: gdzie ja jestem? kim ja jestem? czemu tak wyglądam? co się stało z moim życiem? z moją talią? czy gdybym uciekła z domu, to ktoś by zauważył? po co mi to było? I to, moje drogie, jest właśnie wypalenie macierzyńskie. Wypalona mama czuje się osamotniona, przytłoczona, na zmianę wściekła i smutna. Jak pisze Sheryl Ziegler:

“matczyne wypalenie wynika z chronicznego stresu, który oddziałuje zarówno na ciało, jak i psychikę i bardzo osłabia. Nie masz chwili wytchnienia, cały czas czujesz się źle, a to naprawdę wyczerpuje”.

W zależności od tego, jak radzimy sobie ze stresem (walka/ucieczka/znieruchomienie), taki wzorzec stosuje się do sposobu doświadczania przez nas wypalenia – wypalona mama walczy z dziećmi, partnerem i całym światem, ucieka w przygnębienie, media społecznościowe, telewizję lub siedzi ze wzrokiem nieruchomo utkwionym w ścianie, a dzieci biegają z wrzaskiem dookoła. Znając swój wzorzec reakcji na stres, możemy wdrożyć odpowiedni sposób radzenia sobie z nim, o czym szczegółowo pisze autorka w książce. U mnie na przykład będzie to joga, kontakty z dorosłymi (!) i szukanie okien czasowych dla siebie.

Wypalenie macierzyńskie bierze się ze stresu i z samotności. Jako matki mamy często tendencję do urywania kontaktu z bliskimi nam kobietami, a to pod pozorem braku czasu, kłopotów z komunikacją czy zwykłego zmęczenia. Izolujemy się, a nasz świat powoli zaczyna ograniczać się do dzieci i domu. Pozwalamy naszym sprawom odejść na drugi, a nawet trzeci plan. Zapominamy o tym, ile znaczył dla nas czas dla siebie, randki z mężem, kino, teatr czy wyjścia ze znajomymi. Wszystko to bardzo szkodzi na dłuższą metę, bo zaczyna brakować nam dystansu, poczucia więzi, samorealizacji i satysfakcji. Zaczyna się rutyna, samotność, zabieganie i uczucie przytłoczenia. Jak z tego wyjść? Konkretne rozwiązania proponuje autorka “Wypalonej mamy”.

Wypalenie macierzyńskie – jak sobie pomóc?

Przede wszystkim nie można zapominać, że “dni są długie, ale lata krótkie”. Czas szybko mija, choćby nam się wydawało, że utknęłyśmy w istnym dniu świstaka. Dzieci to nasz skarb, ale nie jedyny, więc dla ich i naszego dobra trzeba się wziąć za zmiany. Jakie?

  1. Proaktywnie zapobiegaj stresowi, zanim przejmie nad tobą kontrolę -> sprawdź, co najlepiej pomaga ci w walce ze stresem (ruch, czytanie, pisanie, joga itp.) i rób to! Jak najczęściej, gdy tylko się da.
  2. Uporządkuj swoje życie i mądrze zarządzaj swoim czasem -> wyznacz granicę między życiem rodzinnym a zawodowym, podziel się obowiązkami z partnerem i z dziećmi, jeżeli są już na tyle duże. Rezerwuj czas tylko dla siebie.
  3. Zadbaj o regularny kontakt z naturą -> przyroda uspokaja, dodaje energii, pozwala się wyciszyć.
  4. Troszcz się o dzieci, ale nie bądź nadopiekuńcza -> dbaj o nie, ale daj im trochę swobody. Nie biegnij do pierwszego jęku, ale czekaj, aż cię zawołają lub do ciebie przyjdą. Pozwól im samodzielnie rozwiązywać problemy – dzięki temu będą sobie lepiej radzić w życiu.
  5. Pielęgnuj relacje z innymi kobietami -> odbuduj dawne znajomości lub nawiąż nowe, ale zapewnij sobie kontakt z kobietami, z którymi możesz szczerze porozmawiać, ponarzekać i pośmiać się. Zadbaj o to, by mieć przyjaciół w każdej sferze życia (to właściwie dość odkrywcza, ale świetna rada. Nasze życie dzieje się w wielu miejscach – w pracy, na osiedlu, w przedszkolu/szkole itp. Warto mieć w każdym takim miejscu kogoś zaufanego).
  6. Zapanuj nad korzystaniem z mediów społecznościowych -> nie traktuj ich jako ucieczki od rzeczywistości, nie porównuj się z “instamatkami”, a w towarzystwie – szczególnie dzieci – wyciszaj telefon. Podaruj ludziom w “realu” swoją uwagę – to najlepsze, co możesz im dać.
  7. Pozwól partnerowi być ojcem na jego sposób, pozwól, żeby ci pomagał (on też umie wiele rzeczy zrobić) -> warto pamiętać, że wzorzec związku nasze dzieci wezmą od nas i będą traktować go jako punkt odniesienia, dlatego niech uczą się od najlepszych 🙂 Traktujcie się z szacunkiem, dbajcie o czas tylko dla siebie. To niełatwe, ale jeżeli określimy to jako jeden z priorytetów, da się. Sprawdzone 🙂
  8. Bądź obecna -> jak mówi Ziegler: “zwolnienie tempa oraz skupienie się na ludziach wokół i na bieżących doświadczeniach sprawi, że będziesz miała więcej energii i czerpała z życia więcej radości. Kiedy twoje dziecko mówi coś do ciebie, przerwij to, co robisz i słuchaj. Spójrz mu w oczy i poświęć mu całą swoją uwagę.”
  9. Przestań być ciągle zajęta -> określ priorytety na liście rzeczy do zrobienia, rób jedną rzecz naraz, wysypiaj się, planuj, pozbądź się zbędnych rzeczy, które potrzebują zbędnych działań, rób zakupy przez internet, nie bierz na siebie obowiązków, których nie chcesz.
  10. Dbaj o relaks z rodziną -> twórzcie razem piękne wspomnienia, doświadczajcie nowych rzeczy, róbcie to, co lubicie.

#macierzyństwo dzisiaj

Wypalona mama to nie jest nowe zjawisko – teraz się po prostu nasiliło, bo liczba bodźców dookoła przekracza już ludzkie pojęcie i bańka macierzyńska zaczyna głośno pękać. Dobra wiadomość, jak pisze Ziegler, jest taka, że możemy coś z tym zrobić. Możemy sobie pomóc. Kobiet, które doświadczają wypalenia jest bardzo dużo – czas skończyć z wstydem z tego powodu i nawiązać kontakt ze sobą. Czas skończyć z najeżdżaniem na siebie na forach internetowych i w komentarzach na Facebooku – czas przypomnieć sobie, że wszystkie jedziemy na tym samym wózku, chcemy dla naszych dzieci jak najlepiej, a pomoże nam tylko wzajemne wsparcie, a nie udowadnianie sobie nawzajem naszej “gorszości”. Co Wy na to?

 

 

Please follow and like us:
Audrey Cafe