Są takie książki, które trafiają do nas zwyczajnym przypadkiem i ot tak, po prostu sprawiają, że nasze życie się zmienia. Albo że w końcu mamy odwagę zmienić swoje życie. Kiedyś zdarzało mi się to za sprawą powieści, w których zazwyczaj główna bohaterka przełamywała liczne konwenanse, by móc żyć w zgodzie ze sobą. Jednak książki to książki, a życie to nie je bajka. Od czasu do czasu coś udawało mi się zmienić, ale bez szału. W końcu dzięki warsztatom w ramach cyklu Wzrastam ze Skalską, o których pisałam tutaj, przestałam udawać przed sobą, że klepanie w klawiaturę osiem godzin dziennie to mój przepis na szczęście, nawet jeżeli lubię tę robotę i udaje mi się ją godzić z byciem mamą i kilkoma innymi rolami życiowymi. Brak mi było jednak jeszcze odwagi, aby przyznać, że tak naprawdę chciałabym zająć się inną sferą biznesową, do czego będę potrzebować nowej wiedzy, dużych pieniędzy i wysoko zakasanych rękawów. No i wtedy wchodzi ona – cała na kolorowo – i mówi, że wszystko da się ogarnąć.

Wszystko da się ogarnąć?

W moim życiu nie brakowało trudności i wygląda na to, że tak pozostanie przez jakiś czas. Wydaje mi się jednak, że każdy z nas tak ma – niezależnie od tego, jak bardzo zielona trawa wydaje się po drugiej stronie ogrodzenia, i tak trzeba ją czasem kosić, pojawiają się ślimaki czy inne szkodniki. Trudności są wpisane w los człowieka, bo nikt nie obiecywał nam przecież, że będzie łatwo. Co więcej, życie nie jest też sprawiedliwe – jest po prostu życiem i tyle. Tym, co nas różni jest sposób, w jaki reagujemy na to, co nam się przydarza. Większość naszych reakcji, jak się okazuje, bierze się z przekonań, które pielęgnujemy w sobie od dawna. Przykład? Jest choćby sporo osób, dla których prawdziwą mantrą jest powiedzenie, że zawsze mają pod górkę, zawsze “coś” im się przydarza i mają pecha. Gdy tak myślą, tak widzą i trzeba by chyba trzęsienia ziemi (oczywiście wyłącznie metaforycznego, bo prawdziwe pasowałoby znów do ich przekonania :p), aby to zmienić. Niestety, te same osoby często też nie chcą wcale tego zmieniać, rozgaszczając się we własnym nieszczęściu i regularnie urządzając tzw. “pity party”, czyli wieczory poświęcone na narzekanie, jak bardzo im źle. Taka postawa – mimo tego, co sama przeszłam – wywołuje we mnie bunt i niezgodę, bo nie chcę zgodzić się na to, by determinowały mnie wydarzenia, na które nie miałam wpływu. Taka np. choroba czy wypadek potrafi zmienić w życiu wszystko, ale czy przez to mamy je marnować na poddanie się okolicznościom? Jak mówi Marie Forleo w książce “Wszystko da się ogarnąć”:

Nastawienie jest ważniejsze niż fakty. Ważniejsze niż przeszłość, wykształcenie, pieniądze, okoliczności, sukcesy i porażki. (…) Nie możesz zmienić faktów. Da się natomiast zmienić swoje nastawienie. Życie w 10% składa się z tego, co nam się przytrafia, a w 90% z tego, jak na to zareagujemy.

Pachnie coachingiem? Może trochę, ale Marie Forleo wie, co mówi. Jest coachem, to prawda, ale jest też biznesmenką, nauczycielką tańca, autorką, barmanką (!) i…osobowością po prostu. Swoją postawą pokazuje, że rzeczywiście wszystko da się ogarnąć, a w książce opisuje krok po kroku, jak to zrobić. Jest to poradnik, owszem, ale bardzo konkretny, merytoryczny i dający mocnego kopa do działania. Marie rozprawia się z naszymi wymówkami, lękiem przed zmianą, przestrzega przed zbytnim użalaniem się nad sobą, ale też daje prawo do powiedzenia “nie”, do porażki, do rezygnacji. Ostrzega przed pułapkami umysłu, w którym – jak twierdzi – wszystko się zaczyna. Konkretnie trzeba zacząć od uwierzenia, że jesteśmy w stanie dokonać zmiany. Trzeba się nastawić na rozwój, przekształcić sposób myślenia z “nie dam rady” na “wszystko da się ogarnąć”. W książce autorka pokazuje wiele przykładów “z życia wziętych” osób, które mimo kiepskiej sytuacji życiowej postanowiły tak właśnie zrobić i wyszły z trudnych sytuacji silniejsze, zwycięskie, niewzruszone. Czemu by nie spróbować?

Otwórz się!

Narzekanie jest łatwe, choć nieprzyjemne. Zmiana jest trudna, ale satysfakcjonująca. Zaczyna się od myśli, od przekonania, że coś jest możliwe, nawet jeżeli nikt inny nie uważa tak samo. Naszym życiem rządzą przekonania, to dzięki temu efekt placebo czy nocebo ma prawo bytu. Jeżeli w coś uwierzymy, najczęściej wcielamy to w życie, nawet nieświadomie. Przekonania biorą się z naszego środowiska (np. mieszkam w biednej dzielnicy, tu nie można być szczęśliwym), doświadczenia (np. kiedyś na statku było mi niedobrze, więc na pewno nigdy nie popłynę w rejs), faktów, wzorów do naśladowania, wizji, a więc elementów, które w większości można zmienić. Jak mówi Forleo:

Wszystkie przekonania to wybory, a wyborów się dokonuje i można je zmieniać.

Jakie zatem przekonanie pozwala wyjść z zaklętego kręgu nieszczęścia i frustracji? Ano oczywiście WSZYSTKO DA SIĘ OGARNĄĆ!

No dobrze, ale…

…Jak wszystko ogarnąć?

Oczywiście wszystkiego na raz się nie da – powoli, do przodu, każdą sferę życia można przekształcać, jednocześnie wsłuchując się w siebie i pracując nad swoimi przekonaniami. Jak to zrobić zdaniem Marie?

  1. Koniec z wymówkami – no cóż, tego można się było spodziewać. Wymówkami rzucamy innym w twarz, ale co gorsza również sobie. Nie mogę się więcej ruszać, bo nie mam czasu. Nie mam czasu, bo jestem zbyt zapracowany. Muszę w godzinach pracy wejść na media społecznościowe, żeby być na bieżąco…i tak to idzie. Problem jest jednak taki, że sami ponosimy odpowiedzialność za swoje życie. Nic nie musimy – wybieramy. Zazwyczaj jesteśmy ludźmi wolnymi i nikt nie może nam niczego kazać w sferze zawodowo-osobistej, więc może jednak warto spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie prawdę, zamiast używać wymówek? Czego naprawdę chcesz? Jakiego wyboru dokonasz? Co jest dla Ciebie ważne? Bez wykrętów!
  2. Nie pozwól się pokonać strachowi – jako osoba, która pokonała wieloletnie ataki paniki i nerwicę mogę stwierdzić, że to…cholernie trudne! O tak, czasem sam strach jest gorszy niż jego przedmiot. Jednak zmiana sama w sobie jest przerażająca – tu już nam było wygodnie, może nie za dobrze, ale i tak ok. Wszystko było znane, bezpieczne, aż tu nagle bum! Zmiana jednak jest jak strach – ma wielkie oczy i zazwyczaj wnosi do naszego życia o wiele więcej dobrego niż złego. Niech więc strach nie powstrzymuje nas przed działaniem – przecież i tak nigdy nie wiadomo, co się wydarzy, więc może jednak będzie dobrze? A my przecież damy sobie radę. Wszystko da się ogarnąć 🙂
  3. Zdefiniuj swoje marzenia – nie da się płynąć w rejs, nie znając kursu, skąd więc możemy wiedzieć, co robić, jeżeli nie mamy pewności, co chcemy osiągnąć? Kiedy byliśmy mali, wszyscy nas pytali “o czym marzysz? kim chcesz być w przyszłości?”. Nasze odpowiedzi rzadko kiedy były zwyczajne, przyziemne, a gdy odkrywamy, że takie właśnie stało się nasze życie, nadchodzi czas, żeby spytać siebie: o czym marzysz? I odpowiedzieć szczerze i konkretnie – to ważne.
  4. Działaj nawet, jeżeli nie czujesz się gotowy – jak mówi Marie: postęp zaczyna się od odważnej decyzji. Gdy już wiemy, o czym marzymy, musimy zacząć działać, nawet jeżeli nie do końca wiemy jak. Odkładanie jednak działania na czas, gdy będziemy mieli absolutną pewność i wiedzę to plan, który spali na panewce, bo może się okazać, że nasz czas dobiegnie końca, a my dopiero będzie dochodzić do linii startu. Jeżeli naprawdę o czymś marzymy, trzeba zacząć to robić od małego kroku, powoli, ale działać! Chcesz schudnąć? Nie pij dzisiaj tej coli i wejdź po schodach. Chcesz mieć więcej pieniędzy? Przejrzyj swoje zestawienie wydatków i może nie kupuj już tych gazet, które potem wynosisz na makulaturę? Chcesz mieć więcej czasu? Nie marnuj go na głupoty. Tylko tyle i aż tyle. Krok po kroku.
  5. Skup się na postępie, a nie na perfekcji – podsumuję to słowami Marie Forleo z książki: Lepiej zacząć kijowo niż tkwić w miejscu. Nie rób dramatu, za to rób małe kroki i rób swoje. Pogódź się z tym, że będziesz mieć wątpliwości, ale przypomnij sobie o swoim marzeniu i idź dalej. Bądź cierpliwy!
  6. Nie poddawaj się!
  7. Nie pozbawiaj świata swojego talentu – to mój ulubiony punkt i rozdział w książce. Urzekło mnie to podejście, które zmienia punkt ciężkości z “ja” na “inni”. Posłużę się tu cytatem:

Bóg, energia kosmiczna, natura, wyższa inteligencja (bez względu na to, jak ją nazwiesz i w co wierzysz) nie tworzy nowych przedstawicieli gatunku ludzkiego ot tak, z przyzwyczajenia. Żadna inna osoba nie ma i nigdy mieć nie będzie tego niepowtarzalnego zestawu talentów, mocnych stron, perspektyw, sposobów działania i umiejętności, co ty. Pamiętaj, jesteś we wszechświecie fenomenem unikatowym i jedynym. Do cholery, nie zmarnuj tego! (…)

Kiedy masz pomysł, możliwość czy choćby drobną namiastkę marzenia, które dotyczy ciebie samego lub innych, i nie robisz wszystkiego, co w twojej mocy, by to zrealizować, okradasz tych, którzy potrzebują cię najbardziej.

(…)  Być może okradasz przyszłych klientów i fanów, którzy czekają na dokładnie taki rodzaj produktu (…), o stworzeniu jakiego marzysz. Być może okradasz własne dzieci, najbliższych lub współpracowników, ponieważ odmawiasz im najlepszej wersji siebie – tej najpełniejszej, najbardziej żywej, emocjonalnie dostępnej, radosnej, pewnej siebie, silnej i kochającej.

Świat potrzebuje tego unikatowego talentu, który tylko ty możesz mu zaoferować.

Wydaje mi się, że to najlepsza rekomendacja do przeczytania książki Marie Forleo lub przynajmniej do podjęcia działania. Wiadomo, czasy są trudne, ale zawsze tak było, a mimo to ludzie marzyli, działali i…zmieniając siebie zmieniali świat. Polecam książkę, polecam zerwanie z wymówkami i odważenie się na poszerzenie swojej strefy komfortu. Nasz czas na tej planecie jest ograniczony – nie marnujmy go już. W końcu wszystko da się ogarnąć 🙂

 

Please follow and like us:
Audrey Cafe