Zainspirowana wpisem Kasi z Simplicite.pl, który znajdziecie tutaj, zaczęłam się zastanawiać nad pozornie bardzo prostą sprawą – uczciwością wobec samej siebie. Całkiem niedawno, czytając książkę Kamili Rowińskiej “Buduj swoje życie odpowiedzialnie i zuchwale” odkryłam, że mam w tym zakresie sporo za uszami, więc idąc po nitce do kłębka, zaczęłam rozkminiać, czym jest uczciwość wobec siebie i dlaczego tak łatwo ją zagłuszyć.

Obraz <a href="https://pixabay.com/pl/users/Tumisu-148124/?utm_source=link-attribution&utm_medium=referral&utm_campaign=image&utm_content=2991600"> Tumisu</a> z <a href="https://pixabay.com/?utm_source=link-attribution&utm_medium=referral&utm_campaign=image&utm_content=2991600"> Pixabay</a>

Czym jest uczciwość?

Na pewno nie jest to popularna wartość. Żyjemy w czasach powierzchowności, pozorów i kreowania wizerunku. Dajemy się bardzo łatwo zmanipulować, szczególnie my – kobiety. Tak łatwo nam wmówić, jakie powinnyśmy być i jak żyć, żeby spełniać wszystkie wymagania, a do tego być godnymi podziwu i zazdrości. Używać takiej szminki i takiego tuszu, mieć w pasie tyle, a uda gładkie niczym alabaster, być niezależnymi, ale w pełnym miłości związku itd. Każda z nas, która wychodzi poza schemat naraża się na krytykę, ostracyzm i niezrozumienie. Choć cenimy wojowniczki i liderki, większość z nas przez całe życie nie dopuszcza do głosu serca i swojego “ja”. Dlaczego? Ze strachu, niepewności, niskiego poczucia własnej wartości. Pewnie, że częściowo można je zrzucić na karb trudnego dzieciństwa i innych traum, ale hello, w końcu jesteśmy dorosłe i czas byłoby z tym wszystkim coś zrobić, prawda?

Według Wikipedii, uczciwość to:

 cecha ludzka, polegająca w relacjach społecznych na wywiązywaniu się z danego słowa oraz przestrzeganiu reguł społecznych (uznanych norm moralnych), nawet gdy inni tego nie widzą lub nie oczekują.

No tak, przestrzeganie reguł społecznych to nie jest to, o co nam teraz chodzi, ale wywiązywanie się z danego słowa – o tak. Zatem uczciwość już mamy, a uczciwość wobec siebie?

Uczciwość wobec siebie

Jest takie ćwiczenie, które nazywa się Koło Życia. Znalazłam je m.in. u Kamili Rowińskiej, ale na pewno nie jest to jedyna osoba, która je poleca. W Kole Życia trzeba zaznaczyć swój poziom satysfakcji z danego obszaru życia, a następnie je przeanalizować. Moje koło wygląda tak:

Masakra, prawda? Ja, osoba świadoma (a przynajmniej za taką się uważająca), a co więcej o tej świadomości pisząca, “kuleję” w najważniejszych dziedzinach swojego życia! Finanse? Tragedia. Rozwój osobisty? Dramat! Rozrywka i wypoczynek? Zapomnij! Fakt, że mam za sobą najcięższy okres w życiu nie może stanowić usprawiedliwienia, bo inaczej będę go szukać cały czas. Następnie, jak by tego było mało, Kamila każe sobie zadać pytania:

Co jest dla Ciebie najważniejsze w życiu? Jak to, co jest dla Ciebie najważniejsze, zostało odzwierciedlone w w Twoim kole? Jakie uczucia towarzyszą Ci, gdy obserwujesz swoje koło życia?

I tak dalej. Jest jak u Chodakowskiej – niby proste, a jednak boli! Czego więc zabrakło mi przede wszystkim? Uczciwości wobec siebie! Dopiero wykonując to ćwiczenie, uświadomiłam sobie, ile dałam sobie narzucić, do czego siebie sama przekonałam, choć nie jest to zgodne z tym, co naprawdę czuję. Uczciwość wobec siebie to podstawa!

To pilnowanie swoich wartości.

To odmawianie, gdy naprawdę czujemy, że czegoś chcemy, choćby kogoś innego miało poboleć.

To umiejętność zadbania o czas dla siebie, nawet gdy okoliczności są ku temu najmniej sprzyjające.

To niezapędzanie samej siebie w kozi róg.

To niekupowanie pączka, jeżeli podjęłyśmy wyzwanie dbania o zdrowie.

To umiejętność odmówienia dziecku, jeżeli naprawdę nie mamy na coś ochoty.

To uśmiechnięcie się do siebie, gdy podjęłyśmy decyzję zgodną z nami.

To wyjście z inicjatywą, sięganie po to, czego się pragnie, nawet jeżeli droga wyboista, a otoczenie przekonuje, że nie damy rady.

To zawalczenie o siebie, gdy wydaje się, że jest na to już za późno (nigdy nie jest za późno).

To niepozwolenie na to, by ktoś nam wmówił, że coś powinnyśmy, nawet gdy mówi to najbliższa nam osoba (szczególnie przodują w tym mamy, teściowe i inne życzliwe kobiety. Jesteście naszymi najsurowszymi sędziami, choć tłumaczycie to niezmiennie miłością. Kocham Was, ale zajmijcie się swoim życiem!)

To przyznanie się do błędu i wyciągnięcie wniosków, nawet jeżeli boli.

To dbanie o swój nastrój i swoje życie, realizowanie swoich pasji, pamiętanie o marzeniach, szczególnie gdy złapie nas “bieżączka”.

No i bardzo dla mnie aktualne – uczciwość wobec siebie to pilnowanie swojego czasu – niemarnowanie go na social media czy inne plotki, a spędzanie go na tym, co jest naprawdę ważne. Praca, rozwój osobisty, inspiracja zamiast kolejnej kawy i kwiatków w parku.

Chcesz być uczciwa wobec siebie? Bądź!

Tu nie ma zasady pięciu kroków ani pięknych haseł. Bycie uczciwym wobec siebie jest bardzo trudne, bo oznacza, że nie możemy dłużej utrzymywać swojego pięknego wizerunku lub musimy zrezygnować z wymówek. Nie mogę czegoś zrobić, bo coś – mogę, tylko nie chcę lub się boję, a żeby się do tego nie przyznawać, wymyślam usprawiedliwienie. Mechanizm stary jak świat, ale jeżeli już jesteśmy go świadomi, poddać mu się byłoby głupotą. Nie twierdzę, że to proste – o nie, to droga, szlak, który pokonujemy całe życie, ale tylko dzięki temu możemy być naprawdę szczęśliwi.

Teraz wiele mówi się o życiu uważnym, a właśnie uważność wymaga uczciwości – jestem uważna, czyli dostrzegam, gdzie próbuję trochę oszukać samą siebie, żeby mi było łatwiej. Uczciwość wobec siebie wymaga asertywności – umiejętności odmawiania, stawiania granic. Wymaga dbania o swoją wolność, ale też dawania jej innym. Jeżeli same czegoś nie chcemy, nie możemy obrażać się na innych, że nie chcą czegoś innego. Jesteśmy dorośli – szanowanie swoich granic i dawanie innym wolności, której sami pragniemy winno być podstawą naszych działań w społeczeństwie. Tak jest po prostu uczciwie.


A jak z Twoją uczciwością? Umiesz przyznać się do błędu? Czujesz się szczęśliwa? Mówisz sobie prawdę?

 

Please follow and like us:
Audrey Cafe