Przeżyłam traumę. Przyznaję. Najpierw myślałam, że dojście do “siebie” przyjdzie szybko. Codzienność, rutyna, praca, rodzina – to wszystko miało przynieść ulgę i równowagę, ale jedynie dolało oliwy do ognia. Blog zamarł, ja zamarłam, funkcjonując jak automat. Przyznaję też, że zaczęłam popadać w użalanie się nad sobą, aż poczułam, że doszłam do ściany i jeżeli ja czegoś nie zrobię, to nic się nie zmieni na lepsze. Zwróciłam się więc do najlepszego źródła wiedzy i inspiracji, jakie znam – do książki. Nazwisko Rachel Hollis zupełnie nic mi nie mówiło. Nie znam jej portalu internetowego ani niczego, co robi. Jej książka trafiła do mnie przypadkiem i kolejny raz okazało się, że przypadków to jednak nie ma – tak po prostu musiało być. (więcej…)