Francuzi mają “joie de vivre”, Hiszpanie – “alegrię”, Niemcy – “Freude”, a Polacy – teoretycznie radość, ale czy na pewno? Choć nigdy nie byłam w Paryżu i okolicach, mit celebrowanej tam radości życia bardzo do mnie przemawia, a nie bardzo dostrzegam podobny nurt w Polsce, co mnie martwi. Choć dawno już przestaliśmy być krajem szarości, smutku i biedy, raczej nie celebrujemy życia codziennego, zdając się czekać na wygraną w totolotka, emeryturę czy koniec innych problemów. Jakże bliższy jest mi obraz powolnego picia kawy w małej restauracji przy słonecznej miejskiej uliczce czy też smakowania małego rogalika na tarasie. Przeszliśmy fascynację “hygge”, ale niewiele po tym zostało, poza lampkami ledowymi na wyprzedaży. Zatem zainspirowana francuską (i nie tylko) literaturą, w ramach oddolnego buntu przeciw wszelkiemu marazmowi zapraszam na podróż do radości życia 🙂

(więcej…)