W całym Internecie co jakiś czas przetaczają się różne burze związane z różnymi zjawiskami społecznymi. Jako że od roku mam przywilej bycia młodą mamą, po prostu nie mogłam się nie spotkać ze zjawiskiem zwanym “mum shaming”, czyli mówiąc elegancko wskazywaniem młodym mamom elementów do poprawy, aby mogły się przybliżyć do idealnego wzorca matki z Sevres pod Paryżem. Jak ona wygląda, to do końca nie wiadomo – na pewno ma płaski brzuch, błysk w oku, na ręku karmione piersią idealnie grzeczne dziecko, w drugiej ręce odkurzacz i komputer, z którego właśnie wysyła ważne zlecenie dla nowo pozyskanego klienta. Pewna użytkowniczka Facebooka postanowiła podzielić się z innymi swoim zdaniem na ten temat i oczywiście wywołała burzę (patrz np. tu)
Są kobiety, które nienawidzą innych kobiet. Znamy je wszyscy. Znalazłam nawet naukową analizę tego zjawiska, badanego już w XIX wieku przez szacownych filozofów! Otóż kobieta powodowana własną niepewnością/poczuciem zagrożenia/brakiem świadomości siebie/brakiem poczucia własnej wartości/brakiem lepszych rzeczy do roboty upatruje sobie w drugiej kobiecie problem. Często jest to niestety kobieta jej bliska, a prawdziwy dramat dzieje się, gdy jest to córka lub synowa. Jeszcze większy dramat spotyka ją, gdy pojawia się nowe dziecko. Poprawianie sobie samopoczucia pogarszaniem go drugiej osobie – jakże częsty scenariusz, a kopanie leżącego to już prawdziwa radość. To samo dotyczy współpracowniczek w firmie, najlepszych przyjaciółek (nie oszukujmy się) czy uczestniczek zajęć pilatesu – zawsze znajdzie się pole do porównań i poprawienia sobie samopoczucia.
Nie dalej niż chwilę temu na  stronie Gazety Wyborczej znalazłam artykuł, w którym szacowna aktorka Krystyna Janda wytyka innej Krystynie – Pawłowicz, że ta zachowuje się tak, jak się zachowuje z powodu ostrego stadium klimakterium. Ratunku! Nie cierpię tej drugiej pani, ale czy to jest argument na jakimkolwiek poziomie? Tu przypomina mi się niezwykle wyświechtany cytat Madeleine Albright: “W piekle jest specjalne miejsce dla kobiet, które nie wspierają innych kobiet”. Nie chodzi o to, by kochać swoje oponentki czy wstrzymywać się od dyskusji, ale by używać argumentów merytorycznych, a nie związanych z biologią. Niby takie proste…
Tak zwany “szejming” nie dotyczy tylko zwykłych młodych mam. Przedmiotem krytyki może być np. postawa wobec ekologii, dieta, wygląd, styl, zasobność portfela, sposób wypowiadania się, ruszania, hobby lub jego braku, stan wiedzy, inteligencja itp. itd. Słowem wszystko! Smutna prawda jest taka, że w kobiecym/feministycznym dążeniu do równości, same kopiemy pod sobą dołki. Jak młoda matka może z radością wracać na rynek pracy i jednocześnie wychowywać w miarę szczęśliwe dziecko, jeżeli jej własna teściowa ciągle jej coś wytyka? Jak synowa, które ma problemy z zajściem w ciążę może sobie z tym radzić, jeżeli jej mama co miesiąc pyta, czy już się udało? Jak kobiety mogą funkcjonować w świecie i dążyć do jego zmiany, jeżeli pod ostrzałem krytycznych spojrzeń innych kobiet spędzają czas na wmasowywaniu kremu w miejsca dotknięte cellulitem? 
Mówi się, że kobiety są bardziej empatyczne, wrażliwe, uczuciowe. Być może chodzi o postawę wobec zwierząt, dzieci, mężczyzn (kolejność nieprzypadkowa), bo jeżeli chodzi o inne kobiety, to mamy jeszcze dużo do zrobienia. Zatem jeżeli jesteś kobietą – pomyśl o tym, gdy następnym razem spotkasz się z inną bliską ci kobietą. Pomoc możesz znaleźć nawet tu: Jak przestać nienawidzić kobiety 🙂 A jeżeli jesteś mężczyzną – ciesz się i wspieraj swoją kobietą w pozytywnym patrzeniu na siebie samą, bo też czasem potrafisz dolać oliwy do ognia.

Please follow and like us:
Audrey Girl