Popatrzcie uważnie na te zdjęcia. Widzicie pewne elementy wspólne? Tak, kobieta-matka jako bohaterka, specjalistka od wielozadaniowości, idealnie radząca sobie z napotkanymi wyzwaniami. Zaczęło się od zdjęcia numer 1 – pani prowadzi swój zakład fotograficzny, a jej mąż trenuje jakąś tam drużynę sportową. Pani nie chciała marnować czasu, więc wzięła oboje dzieci na siebie – dosłownie – i ruszyła z ogromnym aparatem i butelką z mlekiem na mecz, aby porobić zdjęcia. Chłopak na plecach jak widać jest już duży i z powodzeniem trzymałby się mamy na stojąco, ale wiadomo, że ilu ludzi, tyle opinii. 
Zdjęcie numer 2 – pani lekarka z trzyletnią dziewczynką na plecach i kolejnym dzieckiem w brzuchu opatruje młodego futbolistę, czyli jest w pracy. Znów – trzy latka to z pewnością umiejętność chodzenia i stania samodzielnie, a noszenie ciężarów w stanie błogosławionym – jak wiadomo od lekarzy (!) – niezalecane.
Zdjęcie numer 3 – pani zgłosiła się do maratonu, ale w międzyczasie zaszła w ciążę i urodziła dziecko. Nie chciała jednak tracić wpisowego i pobiegła w zawodach, jednocześnie ściągając mleko laktatorem. Ktokolwiek, kto kiedykolwiek miał do czynienia ze ściąganiem mleka tym ustrojstwem wie, że ni to przyjemne, ni wygodne, ale cóż, pani przynajmniej zabłysnęła w mediach.
Wszystkie te zdjęcia ukazały się na stronach portali poniekąd branżowych – Wysokie Obcasy i eDziecko, co oznacza, że ich odbiorczyniami były głównie kobiety, w tym wiele młodych matek. Komentarze pod fotkami jak wiadomo rządzą się swoimi prawami, a w tym przypadku oscylowały pomiędzy “Jak ja jej zazdroszczę, mam jednego bobasa, a i tak się nie mogę ogarnąć” a “Przecież dzieci mogły zostać z nianią w domu, pewnie chciała zrobić wrażenie”. Co jest z tymi zdjęciami nie tak? Cóż, dorzucę jeszcze jedno.
źródło: fitpregnancy.com
Znów to samo. Zdjęcie opublikowała pani sprzeciwiająca się nagonce na publiczne karmienie piersią. Czemu musiała aż tak zaakcentować fakt, że potrafi karmić nawet w najdziwniejszych pozycjach? Czy w ten sposób dobrze przysłużyła się słusznemu wspieraniu kobiet karmiących piersią, czy też zniechęciła publikę poprzez “udziwnienie” tej czynności i pokazanie innym kobietom, jaka jest super, bo karmi do góry nogami? Tego nie wiem, ale wiem na pewno, że widząc takie zdjęcie czuję wewnętrzny sprzeciw przeciw promocji takiego wizerunku. Dlaczego?
Dawno, dawno temu społeczeństwo zachodnie było wybitnie patriarchalne i hołdowało tradycyjnemu podziałowi ról – mężczyźni do pracy, kobiety do garów i pieluch. Potem, jak już wiadomo, nastąpiła II wojna światowa, a wraz z nią nowy podział – mężczyźni do broni, kobiety do fabryk i na traktory. Następnie ktoś musiał odbudowywać zachodni ład, a że kobietom praca się spodobała, powrót do tradycyjnego podziału nie był już tak oczywisty. W końcu zdarzyła się rewolucja feministyczna, dzięki której kobiety upewniły się w tym, że mogą mieć wszystko – mogą pracować i rodzić dzieci, a pracodawca musi im to zapewnić. Mogą nie pracować i rodzić, mogą pracować i nie rodzić, a dodatkowo jeszcze mogą nie pracować, nie rodzić, tylko leżeć i pachnieć. Uff, całkiem sporo zrobiło się tych opcji. Sprzeciw mężczyzn wobec takiej sytuacji był, jest i będzie, bo wiele stracili, a przede wszystkim spokój. Do tej pory wszystko było wiadome, kto co robi i za co odpowiada, a teraz? Właściwie każdy związek sam definiuje sobie swoje prawa i obowiązki.
Feminizm powiedział kobietom, że MOGĄ mieć wszystko, ale wydaje mi się, że wiele z nas usłyszało, że MUSZĄ mieć wszystko. Od jakiegoś czasu w mediach, na blogach, w gazetach tzw. kobiecych promuje się obraz kobiety wielozadaniowej, aktywnej, ambitnej i przebojowej. Najlepiej jeszcze, żeby była młodą matką, która miesiąc po porodzie wróciła do rozmiaru z czasu studniówki, świętując bezalkoholowym (no przecież karmi piersią) szampanem dopięcie “dealu” z nowo zdobytym klientem. Wymagania wobec nas wzrosły. W Polsce od czasów powojennych kobieta musiała być wielozadaniowa, bo czasy tego wymagały, a do tego musiała być sprytna i przedsiębiorcza, żeby pomóc utrzymać rodzinę. Ta wielozadaniowość ograniczała się jednak do sfery domu i pracy, bo pasji czy idealnie szczupłej sylwetki raczej nikt już nie wymagał. Teraz trzeba ogarniać wszystko – dom, pracę, a najlepiej karierę, związek, pasję, bycie fit, pracę społeczną i jeszcze najnowsze trendy w modzie itp. itd. Czy to się da? Pewnie tak, ale jakim wysiłkiem? Czy naprawdę warto tak się zarzynać, żeby udowodnić kilku redaktorom/redaktorkom pisemek kobiecych, że dajemy radę żyć tak, jak nam zagrają?
Oczekiwania są ogromne. Choć w pierwotnym wcieleniu feminizm nie miał nic wspólnego z dążeniem do doskonałości, teraz nasze realia to przywoływana przez Deborę L. Spar w książce “Supermenki” Barbie Astronautka – silna, odważna, ale jednocześnie z talią osy, wiecznie przyklejonym uśmiechem i długimi blond włosami. Ciało kobiety zostało uprzedmiotowione, a jego atrakcyjność i zgodność z aktualnymi standardami kulturowymi to jedyne interesujące media aspekty. Biologii nie oszukamy – to my będziemy rodzić dzieci i ponosić tego długotrwałe skutki, ale to nie oznacza, że do tego tylko ma się sprowadzać nasza rola społeczna. Chcemy więcej – praw, dzieci, znaczenia, uwagi, miłości, seksu, pieniędzy, miejsc pracy (niepotrzebne skreślić). Dlatego też nierealistyczne oczekiwania wobec kobiet rosną i rosną, przyprawiając je o ciągły stres. Bo to się po prostu nie da. Jak pisze Spar:
Nie jest fizycznie możliwe, aby kobieta spędzała sześćdziesiąt godzin tygodniowo w wymagającej i stresującej pracy, jednocześnie będąc tak samo dobrą matką, jaką byłaby bez tej pracy i stresu. Nie da się zbawić świata i wiecznie wyglądać jak siedemnastoletnia modelka. Nie można brać się za pieczenie pysznego sernika wieczorem przed ważną prezentacją. Żaden mężczyzna nie byłby w stanie tego zrobić. To przekracza ludzkie możliwości. Mimo to kobiety często mają do siebie pretensje, jeśli nie udaje im się pogodzić tego wszystkiego.
I dodaje:
Nie oznacza to, że kobiety powinny obniżyć standardy. Całkowita równość z mężczyznami to nasze minimum. Musimy jednak rozumieć, że ścieżki do sukcesu, jakimi podążają kobiety, mogą być inne i bardziej kręte niż drogi mężczyzn. Lepiej jest uświadomić sobie tę komplikację, niż udawać, że jej nie ma.
Znalezione obrazy dla zapytania barbie astronautka
źródło: filing.pl
Zmiany, choć ciężko to przyznać, są głównie w rękach kobiet i ich solidarności. Jak pisze Spar, trzeba nauczyć się świadomego patrzenia na swoje potrzeby i oceniać, które z nich spełniać w pierwszej kolejności. Trzeba się wspierać nawzajem i domagać się od państwa dobrze funkcjonującego systemu opieki nad małymi dziećmi. Trzeba myśleć realistycznie, planować i negocjować. Ciągle wybierać, na jakich rzeczach z listy do zrobienia zależy nam najbardziej, a z jakich możemy zrezygnować bez żalu. Odpuścić perfekcjonizm i wytyczać swoje ścieżki. Łatwo powiedzieć? Jak zawsze, ale stawka jest bardzo wysoka, więc warto przynajmniej spróbować. W końcu czym byłoby życie bez wyzwań?
Please follow and like us:
Audrey Girl