Spódnica maxi – ponuro i babciowato, spódnica mini – wyzywająco, spódnica midi – staromodna i niekorzystna. Golf – znów babciowato, mały dekolt – mało kobieco, duży dekolt – zbyt seksownie. Buty płaskie – chłopaczara, buty na słupku – zupełny brak seksapilu, szpilki – zbyt wyzywająco. Znacie to? No właśnie, a od tego się dopiero zaczyna. Patrzenie na kobietę przez pryzmat wyglądu to niestety nadal standard i, co gorsza, robią to obie płcie. Tak, tak, “jak cię widzą, tak cię piszą”, a co więcej osądzają i wyciągają pochopne wnioski, zaczynając od traktowania w dany sposób, a kończąc na próbie “dobrania się”, bo przecież “wyglądała na chętną”. Ale dziś o innym aspekcie patrzenia na kobietę przez pryzmat płci – o aspekcie tym bardziej irytującym, bo związanym z dziedziną życia realizowaną przez obie płci wspólnie, czyli o seksizmie w pracy.

Kto rządzi światem? Cóż, mimo tego, co śpiewa Beyonce tu, nadal są to mężczyźni. Hola, hola, zakrzyknie ktoś, ale przecież kobiet jest coraz więcej na widocznych stanowiskach, podejmują większość decyzji o budżetach domowych i coraz częściej (przynajmniej w Polsce) zakładają swoje firmy. No to skoro jest tak dobrze, to czemu jest tak źle?

Młoda pani doktor pracująca w dużym szpitalu, która po wzięciu jednego dnia urlopu na żądanie słyszy od przełożonego, że macica i tak zawsze będzie ją ograniczać. Wzięta menedżerka w oddziale międzynarodowej korporacji, która została wzięta pod uwagę przy ścieżce awansu dopiero gdy już wszyscy koledzy poszli w górę. Ambitna artystka współpracująca przy dużym projekcie, w którym mężczyźni zwracają się do niej nie inaczej niż przez zdrobnienia. Doświadczona urzędniczka szykanowana przez szefa i oskarżana o to, że “menopauza pada jej na mózg”. Odosobnione przypadki? Niestety, to jedynie czubek góry lodowej, która przechodzi przez niemal wszystkie placówki edukacyjne, opiekuńcze, firmy, organizacje, kończąc na sejmie i sądach.

Kiedy studiowałam filozofię, miałam wątpliwą przyjemność chodzenia na zajęcia do bardzo starego profesora, którego największą mądrością było rzucane głośno i wyraźnie “po co tu tyle kobiet, skoro i tak nie nadają się na studia”. Gdy byłam aktywna w strukturach ZHP, miewałam przełożonych (nie sensu stricte, ale wiele od nich zależało), którzy rzadko kiedy traktowali mnie i inne dziewczyny pełniące istotne funkcje poważnie, zamiast tego (dosłownie) głaszcząc po głowie, zdrabniając imiona i domagając się załatwienia formalności i innych istotnych spraw przez naszych kolegów, a nie przez nas. Kiedy prowadziłam organizację pozarządową i zdarzało mi się chodzić na szkolenia różnego typu, uwagi pod tytułem “a teraz coś dla pań, czyli przerwa kawowa” itp. były na porządku dziennym. Dlaczego?

Czym jest seksizm?

Żeby nie było niedomówień, według Wikipedii:

[W] podstawowym znaczeniu, »seksizm« oznacza nieuczciwą dyskryminację z powodu płci”[4], „w bardziej precyzyjnym i konkretnym znaczeniu (…) »seksizm« odnosi się do historycznej i globalnie powszechnej formy dyskryminacji kobiet.

W polskim prawie pracy pojęcia seksizmu nie ma, ale za to jest dyskryminacja ze względu na płeć, czyli traktowanie kogoś inaczej (czytaj: gorzej) tylko dlatego, że jest kobietą (lub mężczyzną, tak, wiem, ale ten problem akurat jest tak rzadki, że nie będę o nim tutaj pisać).

Na początku jest słowo. Język, szczególnie polski, daje wiele możliwości zdrabniania kobiecych imion przez mężczyzn. Wiele razy zdarzało mi się słyszeć w sytuacji służbowej “pani Agatko” i zawsze mnie to szokowało. Wielokrotnie reagowałam na takie zwroty informując, że mam na imię Agata, co z kolei było odbierane jako…foch. No tak, bo przecież o ile przyjemniej byłoby robić z firmy przedszkole i wołać do siebie zdrobniale… A dlaczego jest to takie irytujące? Bo każda z nas chce być traktowana profesjonalnie. Czy wyobrażamy sobie wołanie do szefa “panie Krzysiu”? Wątpię, a więc to działa w dwie strony.

Potem są żarty (zazwyczaj głupie) i komplementy nie na miejscu. Żarty zazwyczaj seksistowskie właśnie, czyli oparte na stereotypach płci. Tutaj kobiety są w pułapce – jeżeli zareagują oburzeniem, będą traktowane stereotypowo, czyli jako emocjonalnie niestabilne, bez dystansu i “sztywne”. Jeżeli będą się śmiać razem z kolegami, choć w ogóle ich to nie śmieszy, sprzeniewierzą się sobie samym. Wybór jest trudny, ale jego brak niestety nic nie zmienia. Tak samo jak brak zdecydowanej reakcji na komplementy, które są zupełnie nie na miejscu. Nie tak dawno jedna z moich koleżanek awansowała na wyższe stanowisko i przy poznawaniu nowego zespołu usłyszała, że nie spodziewali się tak młodej i ładnej dziewczyny. Miłe? Poniekąd tak, ale czy powiedzieliby to samo mężczyźnie? Raczej wątpliwe, nie mówiąc o tym, że ocenianie kogoś według płci i wieku, a nie kompetencji to dyskryminacja sama w sobie.

Potem następuje już “tylko” dyskryminacja niewerbalna. Powszechne różnice w wysokości płac dotyczące większości zawodów i stanowisk (całkiem niedawno pojawił się artykuł o buncie polskich aktorek, które mają dość zarabiania mniej niż ich koledzy-aktorzy w tych samych produkcjach), “szklany sufit”, podział na zawody tradycyjnie kobiece i męskie, przydzielanie mniej lub bardziej prestiżowych zadań, no i to, co boli chyba najbardziej: szykanowanie i molestowanie. Tak, to już skrajność, ale niestety wcale nie taka rzadka. Jeżeli chodzi o szykanowanie, to problem dotyczy obu płci, które traktują kobietę, np. nowo zatrudnioną koleżankę, jak kozła ofiarnego. Wyśmiewanie się, podkradanie jedzenia, donoszenie do szefa itp. itd. Mobbing po prostu. Trąci gimnazjum? Niestety, dorosły nie zawsze oznacza dojrzały, a w tym przypadku nadal człowiek człowiekowi wilkiem. Z kolei molestowanie seksualne to temat trudniejszy, ponieważ w świetle prawa wymaga od kobiety wyrażenia sprzeciwu. Nie musi to być sprzeciw werbalny, ale jakikolwiek, wyrażony choćby ucieczką z płaczem czy głośnym trzaśnięciem drzwi z sali, w której miał miejsce. Zgłoszony podlega karze, ale pod jednym warunkiem – że zostanie udowodniony. I tu jest właśnie pies pogrzebany…

Kto rządzi światem i dlaczego mężczyźni?

Prawda jest taka, że przemoc – jakakolwiek, również seksizm, który jest formą wykorzystania pozycji przez jedną grupę względem innej – karmi się milczeniem. Jeżeli kobieta zbierze się na odwagę i postara się sprawę zgłosić, niekoniecznie od razu do sądu, ale choćby do tzw. szefa wszystkich szefów w firmie, musi umieć udowodnić swoje zarzuty. Do tego potrzebuje dowodów lub świadków, których zazwyczaj nie znajduje. I właśnie tu jest problem. Strach, niechęć do mieszania się, brak tzw. odwagi cywilnej… Wszystko to sprawia, że zazwyczaj kobieta zostaje sama na placu boju i jeżeli nie znajdzie innych ofiar, które będą jej towarzyszyć, ma marne szanse na pozytywne rozstrzygnięcie.

Co robić?

Patrząc na doświadczenia swoje i swoich koleżanek w kwestii seksizmu, dostrzegam problem nie tylko w mężczyznach, którzy najczęściej (o zgrozo) z mlekiem matki wyssali takie podejście do kobiet, ale i w nas – kobietach. W szkole, na studiach, stażach, a potem w pracy – na każdym kroku spotykamy się ze stereotypami, a niewiele z nas ma odwagę lub chęć protestować. Najczęściej przełykamy daną sytuację niczym gorzką pigułkę, w milczeniu odchodzimy z pracy albo w inny sposób zagłuszamy problem, niczego nie zmieniając. Mężczyźni (lub kobiety) nas dyskryminują, a my się po prostu dajemy. Wolimy mieć spokój niż walczyć i dopóki to się nie zmieni, nic się nie zmieni.

My, kobiety, wpadamy też często w pułapkę bycia miłą. Tak bardzo chcemy, żeby nas akceptowano i lubiano, że nie walczymy już o szacunek do siebie. Milczeniem zbywamy głupie żarty, uśmiechamy się nieszczerze słysząc komplement o pięknych nogach od szefa albo same wysuwamy się na margines, rezygnując z pracy w ciąży mimo dobrego samopoczucia, “bo i tak do tego dojdzie”. Siła jest w nas i w naszej odwadze reakcji. Jeżeli wszystkie będziemy chować głowę w piasek, świat wcale się nie będzie zmieniał tak, jakbyśmy tego chciały, bo któż miałby to robić za nas? Najczęściej to my mamy moc sprawczą, więc chciejmy o tym pamiętać. Bez tego fraza “who run the world? Girls!” zamiast oddawać rzeczywistość, będzie tylko nośnym refrenem śpiewanym przez uprzywilejowaną, bogatą piosenkarkę pop, którą na to stać.

 

 

Please follow and like us:
Audrey Cafe