Francuzi mają “joie de vivre”, Hiszpanie – “alegrię”, Niemcy – “Freude”, a Polacy – teoretycznie radość, ale czy na pewno? Choć nigdy nie byłam w Paryżu i okolicach, mit celebrowanej tam radości życia bardzo do mnie przemawia, a nie bardzo dostrzegam podobny nurt w Polsce, co mnie martwi. Choć dawno już przestaliśmy być krajem szarości, smutku i biedy, raczej nie celebrujemy życia codziennego, zdając się czekać na wygraną w totolotka, emeryturę czy koniec innych problemów. Jakże bliższy jest mi obraz powolnego picia kawy w małej restauracji przy słonecznej miejskiej uliczce czy też smakowania małego rogalika na tarasie. Przeszliśmy fascynację “hygge”, ale niewiele po tym zostało, poza lampkami ledowymi na wyprzedaży. Zatem zainspirowana francuską (i nie tylko) literaturą, w ramach oddolnego buntu przeciw wszelkiemu marazmowi zapraszam na podróż do radości życia 🙂

Radość życia – czyli co?

Uwaga, będzie seria szokujących faktów: żyjemy (a nie każdy ma to szczęście), mamy jedno życie (według wiarygodnych źródeł), dni są długie, ale życie jest krótkie (inspirujące stwierdzenie), głupio byłoby je zmarnować (moja opinia). Kiedy już te wszystkie fakty przyswoimy, okaże się, że właściwie radość życia to jedyne sensowne podejście do życia, o ile nie chce się go zmarnować i przepuścić.

No dobrze, ale czym ta radość życia jest?

Słownik języka polskiego podpowiada, że radość to:

uczucie wielkiego zadowolenia, wesołości, wesoły nastrój; rozradowanie, uciecha.

Zaraz potem podpowiada powiedzenia, w których radość można spotkać. To m.in. “Starość nie radość” oraz “Obiecanki cacanki, a głupiemu radość” – pozytywne, prawda? Moim zdaniem to idealnie oddaje polskie podejście do sprawy – niby wiemy, że warto się cieszyć, ale radość tak po prostu? Że się żyje i doświadcza? Eee, to dobre dla idiotów. Spójrzmy więc tam, gdzie tak bardzo lubimy patrzeć jako naród – na Zachód. Mamy Francję i jej “joie de vivre”, którą słownik Cambridge określa tak (w moim tłumaczeniu):

poczucie wielkiego szczęścia i rozkoszowania się życiem.

Oni naprawdę mają w swoim słowniku takie wyrazy i nie boją się ich używać! “Rozkoszowanie się” w języku polskim? Chyba tylko w reklamie czekolady albo prześcieradeł. My, Polacy, się nie rozkoszujemy, bo życie jest ciężkie i niesie trud i znój. Pewnie, życie jest trudne, ale w każdej szerokości geograficznej. W wielu innych jest o wiele trudniejsze niż w Polsce, a ludzie i tak potrafią się nim cieszyć, ba – nawet rozkoszować! Skoro i tak jest trudno, to co innego zostało? Siedzieć i płakać? Tego chcemy nauczyć nasze dzieci? Witania dnia ze skwaszoną miną i w wiecznym niedoczasie? O nie, ja się nie zgadzam i w ramach Projektu SZCZĘŚLIWA zamierzam głosić radość życia.

Radość jest wszędzie

Oto moja teza. Pisze o tym też Ingrid Fetell Lee w swojej książce “Joyful”, gdzie stawia tezę, że radość niosą zwykłe, drobne rzeczy, których doświadczamy każdego dnia. Jej przemówienie na ten temat w ramach TED Talk (tutaj) obejrzały ponad 2 miliony osób, w większości zgadzając się z tezą, że nasze otoczenie, kolory lub ich brak, to, jak się ubieramy i co jemy, jaki mamy widok  z okna powinno być naszym źródłem radości, ale to my musimy się o to postarać. Z kolei ponad 7 milionów wyświetleń ma przemówienie Emily Esfahani Smith – autorki książki “The Power of Meaning” – w którym stwierdza, że szczęście jako cel jest przereklamowane, a prawdziwe szczęście daje nam nadawanie znaczenia naszemu życie i odnajdywanie go w najdrobniejszych momentach. Czyli – życie tu i teraz oraz świadome kierowanie naszymi działaniami, wykorzystywanie swoich mocnych stron na rzecz społeczności i angażowanie się w życie.

Tuż obok obu pań kroczą Francuzi ze swoim “joie de vivre” – ideą, która we francuskiej literaturze pojawiła się już w wieku XIX! Według nich, w życiu chodzi o to, by żyć, być i cieszyć się. Celebrować pyszne posiłki, przygotowane ze świeżych składników i smakowicie podane, dbać o swój wygląd tak, jakby co dzień była ku temu okazja, podtrzymywać relacje z ludźmi, na których nam zależy, otaczać się pięknem i dostrzegać je w najdrobniejszych rzeczach. Płytkie? powierzchowne? Wcale nie, bo – po pierwsze – nie jest to ani trochę łatwe i wymaga wysiłku, wyjścia z rutyny i utartych schematów, a po drugie polega na celebrowaniu codzienności, z której niezależnie od tego, jak bardzo jesteśmy wyrafinowani i zajęci, składa się nasze życie. Jeżeli więc nauczymy się cieszyć dniem zwykłym, bez fajerwerków i wizyt VIP-ów, również i w trudnych chwilach będziemy to dostrzegać, no i będziemy żyć pełnią. Nie wiem, jak Wy, ale ja to kupuję 🙂

Radość życia – instrukcja obsługi

No dobrze, wiemy już, że warto celebrować radość życia, ale jak to zrobić? Nie jesteśmy już dziećmi, które potrafią się cieszyć z “byle czego”. Jesteśmy poważnymi ludźmi, a więc, jak żyć?

1. Przyjmij do wiadomości radość życia

Ze wszystkich wyżej wymienionych powodów skup się na tym, co właśnie się dzieje i poszukaj w tym powodów do radości. A jak już będzie bardzo ciężko, to zacznij od tego, że żyjesz. Niektórzy nie mają tego szczęścia 😉 Mówiąc poważnie – koncentruj się na swoim życiu i w każdym jego przejawie dostrzegaj coś, z czego możesz się cieszyć. Stoisz w korku? Możesz pomyśleć lub porozmawiać ze współjadącymi, masz samochód, nie Ty stałeś się przyczyną korka. Czekasz w przychodni na wizytę? Przynajmniej nie musiałeś jechać na SOR z nagłą dolegliwością. ZAWSZE da się coś znaleźć, a wierzcie mi, że wiem, co mówię – to podejście pomogło mi przetrwać 40 dni w szpitalu z maluchem!

2. Zwolnij

Posłużę się tu pięknym cytatem Danuty Szaflarskiej – niedawno zmarłej cudownej aktorki, która w wieku 102 lat wciąż była aktywna zawodowo!

Był taki czas, gdy ciągle się spieszyłam. Na przykład jechałam tramwajem i chciałam, żeby on jechał jeszcze szybciej. Miałam ten pośpiech w sobie. I nagle pomyślałam: „Zaraz, dokąd ja się tak śpieszę? Przecież na końcu czeka na mnie trumna”.

Pozbądź się tego wewnętrznego biegu. Oglądaj świat, obserwuj, co się dookoła ciebie dzieje, bo życie mamy jedno, a przecież we wszystkim można znaleźć tyle piękna. Właściwie samo to, że się żyje, jest już czymś cudownym.

I tyle w temacie.

3. Wyjdź do ludzi

Uśmiechnij się, podaj pomocną dłoń, spójrz na innych przychylnie, a nie zawistnie. Jeżeli obserwujesz media społecznościowe, wybieraj te profile, które naprawdę Cię inspirują, a nie dołują. A kiedy już naprawdę bardzo Ci źle i czujesz, że utknąłeś w życiu – zacznij realnie pomagać innym. Udzielaj się tam, gdzie chcesz, byle robić coś sensownego. Wyjście do ludzi to również pielęgnowanie swoich pasji, które wiążą się z byciem “na zewnątrz”, poza domem. Idź na warsztaty, zapisz się na kurs, zobacz wystawę, która Cię interesuje. Zrób coś, wyjdź z własnego schematu, zainteresuj się światem i doceń to, że masz taką możliwość.

4. Dbaj o siebie

Pisałam o tym tutaj, więc teraz tylko dodam z perspektywy kolejnego roku mojego życia – czas mija bardzo szybko i choć może nam się wydawać, że kiedyś przyjdzie ten moment, gdy będziemy miały idealną figurę, fryzurę i zawartość szafy, takie “kiedysiowanie” kradnie nam czas. To teraz wyglądam tak, a nie inaczej, mam to, co mam i na tym bazuję. Pewnie, że cele i marzenia trzeba mieć, ale do czasu ich realizacji trzeba się cieszyć samą drogą, bo ta jest tu i teraz. Nadszedł więc czas, by zaakceptować swoje ciało i popatrzeć na nie przychylnie, bez punktowania, co jest nie tak. Nadszedł czas, by otworzyć szafę i uśmiechnąć się do rzeczy, które lubimy, a reszty  pozbyć się bez żalu (zapachniało Marie Kondo?). Nadszedł czas, by cieszyć się z obrazu, który widzimy w lustrze, ewentualnie odrobinę go ozdobić i nieść siebie jak najlepszy sztandar radości życia. Nadszedł czas, by co dzień być najlepszą wersją siebie i dawać światu, naszym bliskim, sobie to, co najlepsze. Najatrakcyjniejsze i tak są kobiety pełne energii, radości i sensu, a nie te z płaskim brzuchem i wystającymi kościami biodrowymi. Wiecie, o co mi chodzi? No właśnie 🙂

5. Ucz się, baw się, otaczaj się pięknem

To działa! Nie musimy się bać oskarżeń o płytkość i powierzchowność – nie jesteśmy basenem, tylko ludźmi i naszym powołaniem jest radość życia, a nie wieczna walka z wiatrakami i smutna buzia. Oczywiście, że żyjemy w trudnych czasach i grozi nam katastrofa ekologiczna, ale wiecie co? Każde pokolenie żyło w niesprzyjających okolicznościach, a jednak jakoś przetrwaliśmy. Czy nie lepiej więc jak najlepiej wykorzystać dany nam czas? Jedzmy mniej, ale lepiej, spotykajmy się z ludźmi, których lubimy, celebrujmy nawet najdrobniejsze sukcesy. Uczmy się nowych rzeczy, zamiast wymawiać się wiekiem. Wybierajmy przedmioty piękne, trwałe, estetyczne, a nie plastikowy chłam. Dużo już mieliśmy – teraz czas na mniej, ale lepiej. Dbajmy o naszą wspólną przestrzeń – z czym Polacy chyba mają szczególny problem. Śmiecimy i brudzimy na potęgę, produkujemy śmieci na wyścigi i wybieramy projekty brzydsze, ale tańsze. Powiedzmy STOP estetycznej tandecie! Postawmy w końcu na jakość, bo ona daje radość. No i cieszmy się, gdy widzimy coś – lub kogoś – ładnego. Po prostu 🙂

Please follow and like us:
Audrey Cafe