Dawno, dawno temu była sobie dziewczynka, której każdego dnia towarzyszył smutek. Czuła się niekochana, nieładna, nieciekawa. Choć kochała taniec i śmiech, zawsze czuła, że nie jest dość dobra, by czerpać z tego przyjemność. Dostosowując się do kolejnych ram, traciła siebie kawałek po kawałku. Pewnego dnia szła sobie taka szara i smutna przez miasto, aż dotarła nad brzeg morza. Na plaży nikogo nie było, bo pogoda akurat nie sprzyjała spacerom, więc dziewczynka przycupnęła na nadmorskiej ławce i ze smutkiem wpatrywała się w horyzont. Aż podskoczyła, gdy zobaczyła siadającego koło niej starszego mężczyznę. Ubrany cały na biało, krótkie siwe włosy gładko zaczesane, poważna twarz ze zmarszczkami od częstego śmiechu. Nic groźnego. Mężczyzna popatrzył na nią uważnie, uśmiechnął się delikatnie i powiedział:

  • Nic się nie zmieni, jeżeli ty się nie zmienisz.

A dziewczynka zrozumiała, o co mu chodzi, wstała i wróciła do swojego życia, które już nigdy nie było takie samo, bo w końcu zaczęło być JEJ życiem.

Cytryny, lemoniada i ja

Ja też byłam taką dziewczynką. Co ciekawe, kilka mądrości życiowych usłyszanych “na żywo”, a nie przeczytanych dotarło do mnie od mężczyzn. Być może oni bardziej nie boją się walić prosto z mostu, nie zważając na czyjeś uczucia. Czasem tak trzeba – bez niepotrzebnego babrania się i analizowania. Zatem i ja byłam taką dziewczynką, aż zrozumiałam, że jeżeli chcę nabrać wiatru w żagle, muszę poczuć to w sobie i dać sobie do tego prawo. Wiecie, jak to jest – żyjąc w nie do końca sprzyjającym środowisku, z czasem zaczyna się do niego dostosowywać i traci się wiarę w siebie. Czasem trzeba wtedy uciec na własną ścieżkę – o czym pisze Brene Brown w świetnej książce “Z odwagą w nieznane“. Gdy nie spotykamy ludzi, którzy nam sprzyjają, musimy sami sobie sprzyjać. Rozwój, praca nad sobą, wiara w siebie – to elementy niezbędne spełnionego życia.

Jest takie wyświechtane już powiedzenie – Jeżeli życie daje ci cytryny, rób z nich lemoniadę. Cóż, dookoła mnie coraz więcej osób, które tej lemoniady robić wcale nie chcą i choć powoli cytryny zaczynają gnić, siedzą z założonymi rękami i marudzą, że zaczyna im podśmierdywać. Znam to – jeszcze do niedawna byłam w takim składzie cytryn, zasypana nimi po samą szyję. Nie mogłam się wydostać, a w pewnym momencie już nawet przestałam próbować. Ostatkiem sił sięgnęłam jednak po kilka książek, stoczyłam kilka wartościowych rozmów i – uff – wróciłam do robienia lemoniady.

Świat to dziwne miejsce. Pełne piękna i cudów, ale też brzydoty, zła i cierpienia. Dookoła nas widzimy choroby, niedostatek, nienawiść, zawiść, a dalej – głód, przemoc, beznadzieję. W życiowej plątaninie dróg łatwo się zakałapućkać, uwierzyć, że już nic dobrego nas nie czeka. Czasem popadamy w takie myślenie, że kiedyś będzie dobrze – jak się wzbogacimy, wyzdrowiejemy, zmienimy pracę i tak dalej, i tak dalej. Z mojego doświadczenia wynika jednak, że NIC NIE DA SIĘ PRZEWIDZIEĆ i jeżeli cokolwiek można powiedzieć o życiu na 100% to to, że nieustannie zaskakuje. Niestety, nie zawsze pozytywnie.

Dni są długie, ale lata mijają szybko.

Gretchen Rubin

Mam na imię Agata i jestem matką niepełnosprawnego dziecka chorującego na nowotwór.

Jestem też matką zdrowego dziecka, żoną fantastycznego faceta, freelancerką, blogerką, córką, siostrą, przyjaciółką, czytelniczką, rodzinną influencerką, kobietą…człowiekiem po prostu. Pełnię wiele ról i nie chcę dać się zdefiniować tylko temu jednemu nieszczęściu, które nas spotkało. Zupełnym przypadkiem natknęłam się na książkę Gretchen Rubin “Projekt szczęście“, która zainspirowała mnie do obecnego projektu. W ramach eksperymentu Rubin na każdy miesiąc roku wybrała osobny temat w swoim życiu, którym się zajmowała. Relacjami w małżeństwie i rodzinie, byciem mamą, pisaniem, zdrowiem – tym, co dla niej ważne. Po doświadczeniu ostatnich miesięcy zrozumiałam, że nigdy nie przewidzimy, co czeka na nas za zakrętem i co sprawi, że będziemy żałować wczorajszych niewykorzystanych okazji. Jeżeli więc nie nauczę się doceniać tego, co mam teraz i dbać, by dziś było jak najcudowniejsze, nigdy nie będę szczęśliwa jutro. Stąd wziął się pomysł na…

Projekt SZCZĘŚLIWA

W ciągu następnych sześciu miesięcy postanowiłam skupić się na…szczęściu. Zamierzam je praktykować CODZIENNIE, co wymagać będzie, abym o siebie zadbała, uaktywniła się i wzięła w garść po prostu. Niełatwy to będzie czas, gdyż łącząc wiele ról, nie chcę żadnej z nich zawalić, ale jednocześnie muszę dbać o siebie. Czemu muszę? Bo zauważyłam, że bez tego nic mi się nie udaje. Jestem oklapnięta, warczę na ludzi, a moja produktywność w pracy i domu sięga dna. Zatem dbanie o siebie nie jest jakimś wyjątkowym luksusem, a koniecznością. Moimi spostrzeżeniami na temat danego hasła na miesiąc będę się dzielić tutaj i w mediach społecznościowych, do śledzenia mnie w których zapraszam 🙂 Na początek czerwiec i temat WITALNOŚĆ.

Czemu witalność? Bo to podstawa! Dobry stan psychofizyczny to punkt wyjścia do wszelkich innych osiągnięć, rozwoju i aktywności. Dla mnie witalność to dobre zdrowie, aktywność fizyczna, której obecnie bardzo mi brakuje, uważność, dbanie o higienę psychiczną (wkrótce więcej na ten temat) i energia. Bez tego nie umiem czuć się dobrze ze sobą.

Co oznacza dbanie o witalność w Projekcie SZCZĘŚLIWA?

  • kładzenie się spać o godz. 23
  • codzienna (!) aktywność fizyczna
  • dbanie o dobre odżywianie
  • nadrobienie zaległości u dentysty i kosmetyczki

Niby nic, a łatwo nie będzie 🙂 To mój plan minimum, ale temat witalności badam z różnych stron cały czas, zatem spodziewajcie się aktualizacji 🙂

Przyłączysz się? Czujesz, że brak Ci energii, żeby z radością tworzyć własne życie? Chodź, będzie nam raźniej 🙂 Jeżeli chcesz się do mnie przyłączyć i też masz jakieś postanowienia lub po prostu chcesz bardziej skupić się teraz na swoim dobrostanie, wpadaj tutaj i na mój profil na FB regularnie – obiecuję dawać Ci kopa do działania i również przyjmować go od Ciebie. Wiesz, życie nie jest łatwe, ale i tak może być szczęśliwe 🙂


Podoba Ci się ten pomysł? Uważasz ten wpis za wartościowy? Udostępnij, skomentuj, pochwal…no zrób coś 🙂

Please follow and like us:
Audrey Cafe