Audrey Cafe

Influencerki polskie, czyli pięć kobiet, na które warto mieć oko

Choć Dzień Kobiet już za nami, biegnę z tym wpisem, żeby zmieścił się chociaż w marcu. Będę szczera – pomysłów na posty w tym miesiącu miałam mnóstwo, ale tak zwana bieżączka mnie nieco przytłoczyła. Więcej o tym w nadchodzącym podsumowaniu miesiąca, a już teraz przechodzę do tematu 🙂

Żyjemy w świecie zanurzonym w rzeczywistości wirtualnej. Te dwie sfery – real i wirtual – przeplatają się tak, że czasem ciężko odróżnić, co jest ważniejsze i co na co wpływa. Znane powszechnie zjawisko “influencerów”, czyli osób oddziałujących na inne, wpływających na podejmowane przez innych decyzje, jest witane z dużym aplauzem, a czasem z wielkim hejtem. Ja chciałabym to wypośrodkować i postawić tezę, że dobra influencerka nie jest zła 🙂 Nie da się uciec od faktu, że podejmując decyzję, rozważając wszystkie za i przeciw zastanawiamy się też, co zrobiłby ktoś inny na naszym miejscu. Ten “ktoś” to osoba pod jakimś względem do nas podobna i zazwyczaj jakoś przez nas podziwiana. Choć nie podążam ślepo za żadną z postaci znanych z polskiego Internetu, jest kilka kobiet – dokładnie pięć – które podziwiam szczególnie. Zapraszam więc do poznania influencerek polskich, czyli pięciu kobiet, na które warto mieć oko 🙂 (więcej…)

Jak czerpać siłę z życiowych trudności?

Życie jest trudne. Niezależnie od tego, jakimi optymistami jesteśmy, ile naszych szklanek jest do połowy pełnych, życie jest trudne. Co dzień przynosi nam nowe problemy, rzuca kłody pod nogi i wystawia na próbę. Co jakiś czas zadaje nam ciosy, po których bardzo ciężko wrócić do siebie. Poza tym to już nigdy nie jest to samo “ja”, co przed ciosem – zmieniamy się, zmieniają nas trudności, jakie pokonujemy. Rośniemy w siłę lub kurczymy się po każdym zadanym razie – od nas zależy, w którą stronę pójdziemy. (więcej…)

Dekalog nowoczesnej kobiety


Photo by freestocks.org on Unsplash

Ciężko jest być kobietą. Teraz, dzisiaj, ale wczoraj też tak było. Tyle wymagań, standardów, sprzecznych potrzeb i ogólnego chaosu. Dlatego dziś – w ten ponury lutowy poniedziałek – u mnie tłumaczenie krótkiego tekstu Natalie Patterson, dedykowane każdej kobiecie – bez wyjątku! Warto doceniać samą siebie i o siebie dbać, o czym pisałam tutaj, bo nikt inny o nas nie zadba, odgadując w sekundę nasze potrzeby. Możemy to zrobić tylko my same, czego uczę się wciąż na nowo. Jeżeli i Tobie zdarza się o sobie zapomnieć, weź ten krótki tekst i przypominaj go sobie zawsze, gdy do tego dojdzie. Dbaj o siebie! (więcej…)

5 rzeczy, które wywołały u mnie uśmiech w tym miesiącu (NOWY CYKL)


Photo by rawpixel on Unsplash

Po ostatnim wpisie dostałam sporo komentarzy, iż tekst jest smutny i czemu ja też jestem taka smutna itp. Otóż pragnę zdementować – NIE JESTEM SMUTNA! Bywam, to prawda, ale czy wszyscy musimy chodzić z przyklejonym uśmiechem? Choć napotykam ostatnio sporo trudności życiowych, w żaden sposób nie oznacza to, że nie doceniam tego, co mam, snuję się po kątach w czarnych ciuchach (choć głęboką czerń uwielbiam) i chlipię bezwładnie na szezlongu (ech, zawsze chciałam mieć szezlong, ale jakoś nie wyszło). Jest wprost przeciwnie – działam, pracuję, rehabilituję, jeżdżę, rozmawiam, czytam, bawię się – żyję po prostu. Doceniam to, co mam, ale żeby nie były to czcze słowa, wprowadzam od tej pory nowy cykl na blogu – wpis ostatniego dnia miesiąca na temat 5 rzeczy, które w tym miesiącu wywołały u mnie uśmiech. No to zaczynamy 🙂 (więcej…)

Jestem mamą chorego dziecka

Moje roczne dziecko ma nowotwór. Albo miało. W każdym razie guz wycięto, „została” rehabilitacja i kontrola. To już za 20 dni. Właściwie do tej pory nie miałam miejsca na refleksję na ten temat, a przecież nowotwór to diagnoza, która powala. Mojego dziecka nie powaliła i mam nadzieję, że tak pozostanie.

Ludzie mierzą się w życiu z różnymi trudnościami. Zazwyczaj są to drobne rzeczy, które urastają do rangi problemów życiowych. Brzydka pogoda, nudna praca, przeziębienie, korki – to wszystko są sprawy, które mogą uprzykrzyć życie, ale nie stawiają go na ostrzu noża. Sprawy trudne, ostateczne, jak poważna choroba, zdrada, przemoc, depresja, to nie są rzeczy medialne, o których można pisać w mediach społecznościowych. No chyba, że zrobi się z nich swój przymiot. Taka depresja jeszcze może być pociągająca – w sensie przyciągania obserwatorów. To jak z patrzeniem na auta po wypadku samochodowym, gdy się koło nich przejeżdża. Ciężko oprzeć się pokusie wojeryzmu. (więcej…)

Jak być dobrym – przewodnik naiwniaczki

photo by Nick Fewings

Ciemność nie może przezwyciężyć ciemności, uczyni to tylko światło. Nienawiść nie może przezwyciężyć nienawiści, Może to zrobić jedynie miłość.”

Martin Luther King

Dokładnie dziś mija rok odkąd urodziłam młodszego syna – tego, z którym życie każe nam się trochę natrudzić 😉 Z tej okazji miałam napisać tekst o czymś zupełnie innym, ale życie pisze własne scenariusze, więc tym razem podporządkuję się mu. Nasz kraj przechodzi teraz trudne chwile – brzmi to nieco górnolotnie, ale oddaje rzeczywistość, w jakiej się znajdujemy. Morderstwo wartościowego, cenionego lidera przez człowieka chorego, można by rzec ofiarę niewydolnego systemu więziennictwa i towarzysząca temu szopka polityczna, nieuzasadniony hejt (czy może być uzasadniony?), wszechobecny żal i smutek to okoliczności, z których może wyniknąć zarówno coś bardzo dobrego, jak i złego. Stawiam na dobro. (więcej…)

6 najchętniej czytanych wpisów na Audrey Cafe w roku 2018

Dawno, dawno temu, czyli w zeszłym roku, moje życie przewróciło się do góry nogami, a teraz niczym żuk gnojowy macha cienkimi odnóżami, żeby wrócić do jako takiej równowagi. O przyczynie tego stanu wspominałam na moim fan page’u na FB – mój drugi synek najpierw się urodził, a potem poważnie zachorował, wskutek czego musiałam wiele rzeczy poprzestawiać, żeby rzucić mu się na pomoc. Zabieram się powoli do napisania długaśnego wpisu na ten temat, ale zanim to uczynię, przedstawiam Wam 6 najchętniej czytanych i komentowanych wpisów na blogu w zeszłym roku. A nuż coś Wam umknęło i tak wartościowa zawartość pozostała niezauważona? 🙂 (więcej…)

Mobbing okiem prawnika – suplement do wywiadu

Niedawno na Audrey Cafe pojawił się wywiad z dziewczyną, która doświadczyła mobbingu. Wywołał spore zainteresowanie, co bardzo mnie cieszy, bo dzięki temu problem jest nagłaśniany, a nie zamiatany pod dywan. Dziś wracam do tematu, a to za sprawą mojego…męża. Nie znacie go jeszcze, ale mąż mój jest adwokatem, a do tego pisał pracę magisterską na temat mobbingu, więc i w teorii, i w praktyce wie, o czym mówi. Zapraszam więc do przeczytania o tym, co prawnik ma do powiedzenia o mobbingu. Oddaję głos Grzegorzowi 🙂

Mobbing – co to jest?

Niejako w ramach suplementu do wywiadu można zauważyć, że w istocie zjawisko mobbingu nie jest takie odosobnione. Przyzwyczajeni jesteśmy oczywiście do oczekiwania, że takie zjawisko jak mobbing musi przybrać rażące kształty przejawiające się wprost w psychicznym, oczywistym nękaniu pracownika, które trwa przez bardzo długi czas, nierzadko latami, i musi kończyć się zapaścią zdrowotną pracownika. Tymczasem, w istocie zjawisko to jest zdecydowanie bardziej rozpowszechnione i najczęściej nie przybiera takich oczywistych kształtów. Często nawet pracownik poddany działaniom mobbera nie uświadamia sobie występowania w jego przypadku tego zjawiska. Dlatego też, w niektórych większych firmach stosowane zgłoszenia anonimowe mają istotne znaczenie dla osiągnięcia podstawowego celu, jakim jest przeciwdziałanie pojawieniu się lub pogłębieniu zjawiska przy pierwszych symptomach jego pojawienia się. Mówimy tu o większych firmach, korporacjach, ale w większości przypadków zjawiska te występują na szeroką skalę w urzędach, jak również mniejszych firmach, gdzie w zasadzie pozbawione jest to jakiejkolwiek kontroli. Trudno jest osobie zatrudnionej w małej firmie nie tylko przekonać kogoś o istnieniu mobbingu, ale też często osoba poddana mobbingowi sama nie jest w stanie sobie tego uświadomić. Nie jest pomocne również otoczenie, które wysyła najczęściej sygnały bagatelizujące problem i wskazujące na rzekomą słabość psychiczną pracownika, który nie potrafi poradzić sobie w wymagającym otoczeniu poprzez słowa: „on/ona taki/taka już jest”, „jest bardzo wymagający/wymagająca”, „taka praca”, „nie przesadzaj, zawsze znajdzie się jakiś dziwny szef/szefowa” itp. W swojej ponad 10-letniej praktyce prawniczej spotykam się często właśnie z takim podejściem.

Nawet przy sprawach niezwiązanych z mobbingiem (dotyczących najczęściej wypowiedzenia umowy o pracę, godzin nadliczbowych itp.) dopiero po rozmowie z danym pracownikiem można było wysnuć wnioski o tym, że de facto wobec tego człowieka były stosowane działania mobbingowe i często nie zdawał on sobie z tego sprawy, a nawet odrzucał takie wnioski. Mobbing nie tyle musi oznaczać osiągnięcie końcowego rezultatu,  jakim jest rozstrój zdrowia, utrata pracy itp. (i dlatego też często jest niezauważany), ale z reguły przejawia się w zaniżeniu poczucia własnej wartości i przydatności danego pracownika, co jednak jest istotnym skutkiem mobbingu. Może to się odbić zauważalnie na jego zdrowiu (jak w przypadku opisanym w wywiadzie), ale może to również pozostawać ślady wpierw niezauważone w początkowym okresie, które jednak mogą o sobie dać znać w przyszłości (chociażby z powodu długotrwałego stresu).

Mobbing – jakie działania są niezbędne

Niezbędne jest zatem, aby otoczenie pracownika przestało bagatelizować jakiekolwiek niepokojące sygnały o zjawisku mobbingu i otwarte było na rzeczywistą pomoc danej osobie, która najczęściej w pierwszej fazie zjawiska nie uświadamia sobie istoty problemu i tego, że rzeczywiście może tej pomocy potrzebować, tłumacząc sobie to specyfiką danej branży, komórki, zespołu, szefa lub wprost własną osobą i niespełnianiem pokładanych w niej nadziei lub oczekiwań. Z drugiej zaś strony, wszyscy pracownicy powinni bardziej krytycznie podchodzić do zjawiska mobbingu i być bardziej wyczuleni na chłodną analizę swojej sytuacji oraz weryfikować ewentualne zarzuty do efektów swojej pracy, to jest czy są one merytoryczne i konkretne (ale wówczas istotna jest również forma stawiania tych zarzutów, czyli sposób ich wyrażenia – chodzi o dobór słów, gestów, siły głosu itp. oraz okoliczności ich wyrażenia – czy na przykład na szerszym forum w celu ośmieszenia pracownika), czy też zasadzają się wyłącznie lub również na innych aspektach takich jak osoba pracownika (też kwestie czysto fizyczne jak np. przysłowiowa blondynka, kobieta, tusza, wzrost, również wiek, wykształcenie, pochodzenie, sposób bycia, poglądy , ale też jej sfera prywatna, rodzinna itp.) Nadto warto pamiętać, że nie zawsze mobber wybiera sobie jedną ofiarę (co wówczas jest łatwiejsze do wykazania), ale często podobne zachowania mobbingowe stosuje wobec szerszego grona podwładnych lub współpracowników (mobbing nie zawsze objawia się w relacjach szef-pracownik, może występować również wśród pracowników tego samego szczebla), co oczywiście jest trudniejsze do ujawnienia i uświadomienia.

Mobbing – co jest najważniejsze?

Najistotniejsze jednak jest to, aby każdy będący pracownikiem dał sobie prawo do bycia ofiarą i pomimo, że dzisiejszy „świat” nakazuje być silnym, walczącym, pewnym siebie, to w istocie w takim właśnie świecie czymś odważnym jest uświadomienie sobie bycia ofiarą oraz konieczność skorzystania z pomocy innych osób w celu poradzenia sobie z problemem. Tym bardziej takie wywiady, opisywane historie jak wyżej zasługują na upowszechnienie i podkreślenie, że niczym złym jest skorzystanie wówczas z pomocy innych osób, jakkolwiek by ona nie była potrzebna i takie historie nie mówią nic o osobie, która ich doświadczyła, poza tym, że w istocie wymagało to odwagi od tej osoby, by poradzić sobie z problemem. Dlatego tym bardziej zachęcam do lektury i empatii, albowiem z przejawami mobbingu możemy mieć do czynienia sami lub prawie na pewno miał lub będzie mieć do czynienia ktoś z naszego najbliższego otoczenia i warto by wiedział, że nie jest w tym sam i ma możliwość zwrócenia się o pomoc.

To tyle – dziękuję mojemu mężowi za wypowiedź 🙂 Teraz zadanie dla Was – znacie kogoś, komu ten artykuł może się przydać? Udostępnijcie go! A może macie jakieś pytania do prawnika? Piszcie w komentarzach lub na priv – postaramy się pomóc, jak tylko potrafimy!

4 rzeczy, które z powodzeniem wymieniłam na wersję eko

Kiedy byłam mała, uwielbiałam oglądać kreskówkę “Kapitan Planeta”. Superbohater – Kapitan Planeta oczywiście – z pomocą grupy nastolatków i Gai – dobrego ducha Ziemi – ratował tam naszą planetę przed zniszczeniem. Sprowadzał zaśmiecaczy i niszczycieli Ziemi na dobrą drogę, uczył dbać o środowisko i w ogóle był niesamowicie cool. Być może ta bajka zryła mi psychikę, bo teraz nie potrafię przejść obojętnie obok śmieci w lesie czy w górach (ku rozpaczy towarzyszy zbieram te wszystkie butelki po wódce i torebki po chipsach, żeby je potem wyrzucić). Niby staram się być eko, ale czy mogę robić więcej?

Zero waste, less waste, much waste – świadomość ekologiczna rośnie, choć często na niej się kończy. Bombardowani zdjęciami żółwi zadławionych plastikiem czy konika morskiego nadzianego na patyczek do uszu często odwracamy wzrok, przekonując się, że my to przecież jesteśmy w porządku. Otóż niestety nie, nie jesteśmy w porządku i czas o tym powiedzieć głośno. Być może bardziej odczuwają to “dzieciaci”, bo raz, że siłą rzeczy produkują więcej śmieci, a dwa, że od czasu do czasu przez głowę im przemknie, jaką to planetę zostawią swoim dzieciom i wnukom, mimo to do zmian zachęcam KAŻDEGO i KAŻDĄ! Choć lektura książki “Jak zerwać z plastikiem” jeszcze przede mną, zrobiłam mały rachunek sumienia i postanowiłam działać już teraz. Nie jestem zwolenniczką wielkich rewolucji, bo wiem, że o wiele skuteczniejsza jest metoda kaizen, czyli małe kroki. Tak wybrałam 4 rzeczy, które z powodzeniem zamieniłam na wersję eko, a to dopiero początek.

1. Wielorazowe waciki

To był mój wielki wyrzut sumienia – waciki. Użyte raz i wyrzucane, a potem rozkładające się trylion lat. Miałam duży opór psychiczny przed wersją wielorazową – przede wszystkim z tytułu odpowiedniej higieny, wygody i wydajności stosowania. Okazało się, że nie ma żadnego problemu. Waciki, które kupiłam nie są może bombastycznie chłonne, ale im częściej prane, tym lepiej, a do tego mają wiele zalet:

  • są produkowane w Polsce,
  • uszyto je z antybakteryjnej dzianiny bambusowej, przez co są BARDZO miękkie i przyjazne dla skóry. Z jednej strony są gładkie – idealne do zmywania makijażu, a z drugiej nieco chropowate, dzięki czemu doskonale zastępują peelingi i inne złuszczacze,
  • bardzo szybko schną,
  • są większe niż zwykłe waciki, przez co wydajniejsze.

2. Wielorazowe wkładki laktacyjne

Wiem, że to towar niszowy, ale jeżeli kiedykolwiek będziecie potrzebować lub znacie kogoś, kto używa – polecam! Nie zliczę, ile jednorazówek zużyłam, dopóki nie odkryłam tej opcji wielorazowej, ale teraz używam praktycznie tylko ich i to naprawdę działa. Wkładki wykonane ze 100% poliestru nie przeciekają, nie podrażniają i szybko schną. Moje są kolorowe, co dodatkowo czasem poprawia mi humor 🙂 Dostępne są też jednak wersje w kolorze białym, także dla każdego coś miłego.

3. Ekologiczne podpaski jednorazowe

Okazuje się, że temat menstruacji w kontekście ekologii jest bardzo sporny. Zwykłe podpaski i tampony rozkładają się tysiące lat, w dodatku zdarza się, że podrażniają i są nieprzyjemne w użyciu. Jako że potrzeba matką wynalazku, powstało wiele różnych rozwiązań przyjaznych dla środowiska. Są więc podpaski wielorazowe, kubeczki menstruacyjne oraz ekologiczne podpaski i tampony jednorazowe. Ja wybrałam podpaski jednorazowe, które są biodegradowalne i hipoalergiczne, a dzięki wykonaniu z certyfikowanej bawełny organicznej, gwarantują spokój sumienia. Nie zawierają szkodliwych substancji chemicznych, pakowane są w biofolię ze skrobi kukurydzianej i…są naprawdę przyjemne w stosowaniu, co moim zdaniem jest istotne. Ich chłonność także nie pozostawia nic do życzenia, a cenowo są porównywalne z podpaskami nieekologicznymi z nieco wyższej półki, zatem dla mnie wszystko przemawia za ich stosowaniem. Nie żałuję tej zmiany i na pewno będę się jej trzymać.

4. Naturalna szczoteczka do zębów

Czy wiecie, że włókno “zwykłych” szczoteczek plastikowych bardzo często zawiera Bisfenol A? Ta substancja o udowodnionym działaniu karcenogennym, codziennie wcierana w dziąsła nie może pozostać bez wpływu na nasze zdrowie. Gdy sobie to uświadomiłam, zmieniłam szczoteczki wszystkim domownikom bez wyjątku na wersję naturalną. Najpierw bałam się, że efekt czyszczenia będzie dużo gorszy (wiem, że to nieracjonalna obawa ;)), ale przecież dla skuteczności mycia zębów ważna jest technika i częstotliwość, a nie tylko sprzęt, i ta zasada się sprawdza. Jedna rzecz – nie da się porównać efektu zapewne z tak zalecaną szczoteczką soniczną, ale że i tak nie mam w planach jej zakupu, opcja naturalna jest o wiele lepsza.

Szczoteczka jest biodegradowalna i pozbawiona BPA. Jej rączka wykonana jest z bambusa – jednej z najszybciej rosnących roślin na Ziemi, a włosie – biodegradowalne – z bio nylonu zrobionego z oleju rycynowego (magia!), dzięki czemu jest całkowicie bezpieczne i nieszkodliwe dla środowiska oraz zdrowia. W dodatku korzystanie z niej jest przyjemniejsze niż w przypadku plastiku i sprawdza się także przy dziecku – o wiele chętniej myje ząbki tą szczoteczką, zupełnie niekolorową i pozbawioną badziewnych obrazków z bajek niż kiedyś. Polecam!

Mówi się, że kropla drąży skałę. Jane Goodall powiedziała, że na świat trzeba patrzeć jak na puzzle – cały obrazek przytłacza i zniechęca, ale jeżeli każdy zajmie się jednym kawałkiem układanki, można odzyskać wiarę w sens działania i przyszłość. Zgadzam się z tym i ta myśl powstrzymuje mnie przed całkowitym ekologicznym pesymizmem. Wiem, że to dopiero początek mojej eko-drogi. Stosujemy w domu też ekologiczne środki czystości, których nie pokazałam, pieluchy wielorazowe dla malucha i eko-tabletki do zmywarki (w fazie testów). Niemniej jednak nadal produkujemy za dużo śmieci i śladu węglowego. Na szczęście wszystko przed nami, a jeżeli i Wy chcecie spróbować eko-drogi – polecam zacząć od małych kroków, choćby takich, jak ja wykonałam.

A może znacie jeszcze jakieś małe sposoby na wielkie zmiany? Dajcie znać w komentarzach!