Audrey Cafe

Jak czerpać siłę z życiowych trudności?

Życie jest trudne. Niezależnie od tego, jakimi optymistami jesteśmy, ile naszych szklanek jest do połowy pełnych, życie jest trudne. Co dzień przynosi nam nowe problemy, rzuca kłody pod nogi i wystawia na próbę. Co jakiś czas zadaje nam ciosy, po których bardzo ciężko wrócić do siebie. Poza tym to już nigdy nie jest to samo “ja”, co przed ciosem – zmieniamy się, zmieniają nas trudności, jakie pokonujemy. Rośniemy w siłę lub kurczymy się po każdym zadanym razie – od nas zależy, w którą stronę pójdziemy. (więcej…)

Dekalog nowoczesnej kobiety


Photo by freestocks.org on Unsplash

Ciężko jest być kobietą. Teraz, dzisiaj, ale wczoraj też tak było. Tyle wymagań, standardów, sprzecznych potrzeb i ogólnego chaosu. Dlatego dziś – w ten ponury lutowy poniedziałek – u mnie tłumaczenie krótkiego tekstu Natalie Patterson, dedykowane każdej kobiecie – bez wyjątku! Warto doceniać samą siebie i o siebie dbać, o czym pisałam tutaj, bo nikt inny o nas nie zadba, odgadując w sekundę nasze potrzeby. Możemy to zrobić tylko my same, czego uczę się wciąż na nowo. Jeżeli i Tobie zdarza się o sobie zapomnieć, weź ten krótki tekst i przypominaj go sobie zawsze, gdy do tego dojdzie. Dbaj o siebie! (więcej…)

5 rzeczy, które wywołały u mnie uśmiech w tym miesiącu (NOWY CYKL)


Photo by rawpixel on Unsplash

Po ostatnim wpisie dostałam sporo komentarzy, iż tekst jest smutny i czemu ja też jestem taka smutna itp. Otóż pragnę zdementować – NIE JESTEM SMUTNA! Bywam, to prawda, ale czy wszyscy musimy chodzić z przyklejonym uśmiechem? Choć napotykam ostatnio sporo trudności życiowych, w żaden sposób nie oznacza to, że nie doceniam tego, co mam, snuję się po kątach w czarnych ciuchach (choć głęboką czerń uwielbiam) i chlipię bezwładnie na szezlongu (ech, zawsze chciałam mieć szezlong, ale jakoś nie wyszło). Jest wprost przeciwnie – działam, pracuję, rehabilituję, jeżdżę, rozmawiam, czytam, bawię się – żyję po prostu. Doceniam to, co mam, ale żeby nie były to czcze słowa, wprowadzam od tej pory nowy cykl na blogu – wpis ostatniego dnia miesiąca na temat 5 rzeczy, które w tym miesiącu wywołały u mnie uśmiech. No to zaczynamy 🙂 (więcej…)

Jestem mamą chorego dziecka

Moje roczne dziecko ma nowotwór. Albo miało. W każdym razie guz wycięto, „została” rehabilitacja i kontrola. To już za 20 dni. Właściwie do tej pory nie miałam miejsca na refleksję na ten temat, a przecież nowotwór to diagnoza, która powala. Mojego dziecka nie powaliła i mam nadzieję, że tak pozostanie.

Ludzie mierzą się w życiu z różnymi trudnościami. Zazwyczaj są to drobne rzeczy, które urastają do rangi problemów życiowych. Brzydka pogoda, nudna praca, przeziębienie, korki – to wszystko są sprawy, które mogą uprzykrzyć życie, ale nie stawiają go na ostrzu noża. Sprawy trudne, ostateczne, jak poważna choroba, zdrada, przemoc, depresja, to nie są rzeczy medialne, o których można pisać w mediach społecznościowych. No chyba, że zrobi się z nich swój przymiot. Taka depresja jeszcze może być pociągająca – w sensie przyciągania obserwatorów. To jak z patrzeniem na auta po wypadku samochodowym, gdy się koło nich przejeżdża. Ciężko oprzeć się pokusie wojeryzmu. (więcej…)

Jak być dobrym – przewodnik naiwniaczki

photo by Nick Fewings

Ciemność nie może przezwyciężyć ciemności, uczyni to tylko światło. Nienawiść nie może przezwyciężyć nienawiści, Może to zrobić jedynie miłość.”

Martin Luther King

Dokładnie dziś mija rok odkąd urodziłam młodszego syna – tego, z którym życie każe nam się trochę natrudzić 😉 Z tej okazji miałam napisać tekst o czymś zupełnie innym, ale życie pisze własne scenariusze, więc tym razem podporządkuję się mu. Nasz kraj przechodzi teraz trudne chwile – brzmi to nieco górnolotnie, ale oddaje rzeczywistość, w jakiej się znajdujemy. Morderstwo wartościowego, cenionego lidera przez człowieka chorego, można by rzec ofiarę niewydolnego systemu więziennictwa i towarzysząca temu szopka polityczna, nieuzasadniony hejt (czy może być uzasadniony?), wszechobecny żal i smutek to okoliczności, z których może wyniknąć zarówno coś bardzo dobrego, jak i złego. Stawiam na dobro. (więcej…)

6 najchętniej czytanych wpisów na Audrey Cafe w roku 2018

Dawno, dawno temu, czyli w zeszłym roku, moje życie przewróciło się do góry nogami, a teraz niczym żuk gnojowy macha cienkimi odnóżami, żeby wrócić do jako takiej równowagi. O przyczynie tego stanu wspominałam na moim fan page’u na FB – mój drugi synek najpierw się urodził, a potem poważnie zachorował, wskutek czego musiałam wiele rzeczy poprzestawiać, żeby rzucić mu się na pomoc. Zabieram się powoli do napisania długaśnego wpisu na ten temat, ale zanim to uczynię, przedstawiam Wam 6 najchętniej czytanych i komentowanych wpisów na blogu w zeszłym roku. A nuż coś Wam umknęło i tak wartościowa zawartość pozostała niezauważona? 🙂 (więcej…)

Mobbing okiem prawnika – suplement do wywiadu

Niedawno na Audrey Cafe pojawił się wywiad z dziewczyną, która doświadczyła mobbingu. Wywołał spore zainteresowanie, co bardzo mnie cieszy, bo dzięki temu problem jest nagłaśniany, a nie zamiatany pod dywan. Dziś wracam do tematu, a to za sprawą mojego…męża. Nie znacie go jeszcze, ale mąż mój jest adwokatem, a do tego pisał pracę magisterską na temat mobbingu, więc i w teorii, i w praktyce wie, o czym mówi. Zapraszam więc do przeczytania o tym, co prawnik ma do powiedzenia o mobbingu. Oddaję głos Grzegorzowi 🙂

Mobbing – co to jest?

Niejako w ramach suplementu do wywiadu można zauważyć, że w istocie zjawisko mobbingu nie jest takie odosobnione. Przyzwyczajeni jesteśmy oczywiście do oczekiwania, że takie zjawisko jak mobbing musi przybrać rażące kształty przejawiające się wprost w psychicznym, oczywistym nękaniu pracownika, które trwa przez bardzo długi czas, nierzadko latami, i musi kończyć się zapaścią zdrowotną pracownika. Tymczasem, w istocie zjawisko to jest zdecydowanie bardziej rozpowszechnione i najczęściej nie przybiera takich oczywistych kształtów. Często nawet pracownik poddany działaniom mobbera nie uświadamia sobie występowania w jego przypadku tego zjawiska. Dlatego też, w niektórych większych firmach stosowane zgłoszenia anonimowe mają istotne znaczenie dla osiągnięcia podstawowego celu, jakim jest przeciwdziałanie pojawieniu się lub pogłębieniu zjawiska przy pierwszych symptomach jego pojawienia się. Mówimy tu o większych firmach, korporacjach, ale w większości przypadków zjawiska te występują na szeroką skalę w urzędach, jak również mniejszych firmach, gdzie w zasadzie pozbawione jest to jakiejkolwiek kontroli. Trudno jest osobie zatrudnionej w małej firmie nie tylko przekonać kogoś o istnieniu mobbingu, ale też często osoba poddana mobbingowi sama nie jest w stanie sobie tego uświadomić. Nie jest pomocne również otoczenie, które wysyła najczęściej sygnały bagatelizujące problem i wskazujące na rzekomą słabość psychiczną pracownika, który nie potrafi poradzić sobie w wymagającym otoczeniu poprzez słowa: „on/ona taki/taka już jest”, „jest bardzo wymagający/wymagająca”, „taka praca”, „nie przesadzaj, zawsze znajdzie się jakiś dziwny szef/szefowa” itp. W swojej ponad 10-letniej praktyce prawniczej spotykam się często właśnie z takim podejściem.

Nawet przy sprawach niezwiązanych z mobbingiem (dotyczących najczęściej wypowiedzenia umowy o pracę, godzin nadliczbowych itp.) dopiero po rozmowie z danym pracownikiem można było wysnuć wnioski o tym, że de facto wobec tego człowieka były stosowane działania mobbingowe i często nie zdawał on sobie z tego sprawy, a nawet odrzucał takie wnioski. Mobbing nie tyle musi oznaczać osiągnięcie końcowego rezultatu,  jakim jest rozstrój zdrowia, utrata pracy itp. (i dlatego też często jest niezauważany), ale z reguły przejawia się w zaniżeniu poczucia własnej wartości i przydatności danego pracownika, co jednak jest istotnym skutkiem mobbingu. Może to się odbić zauważalnie na jego zdrowiu (jak w przypadku opisanym w wywiadzie), ale może to również pozostawać ślady wpierw niezauważone w początkowym okresie, które jednak mogą o sobie dać znać w przyszłości (chociażby z powodu długotrwałego stresu).

Mobbing – jakie działania są niezbędne

Niezbędne jest zatem, aby otoczenie pracownika przestało bagatelizować jakiekolwiek niepokojące sygnały o zjawisku mobbingu i otwarte było na rzeczywistą pomoc danej osobie, która najczęściej w pierwszej fazie zjawiska nie uświadamia sobie istoty problemu i tego, że rzeczywiście może tej pomocy potrzebować, tłumacząc sobie to specyfiką danej branży, komórki, zespołu, szefa lub wprost własną osobą i niespełnianiem pokładanych w niej nadziei lub oczekiwań. Z drugiej zaś strony, wszyscy pracownicy powinni bardziej krytycznie podchodzić do zjawiska mobbingu i być bardziej wyczuleni na chłodną analizę swojej sytuacji oraz weryfikować ewentualne zarzuty do efektów swojej pracy, to jest czy są one merytoryczne i konkretne (ale wówczas istotna jest również forma stawiania tych zarzutów, czyli sposób ich wyrażenia – chodzi o dobór słów, gestów, siły głosu itp. oraz okoliczności ich wyrażenia – czy na przykład na szerszym forum w celu ośmieszenia pracownika), czy też zasadzają się wyłącznie lub również na innych aspektach takich jak osoba pracownika (też kwestie czysto fizyczne jak np. przysłowiowa blondynka, kobieta, tusza, wzrost, również wiek, wykształcenie, pochodzenie, sposób bycia, poglądy , ale też jej sfera prywatna, rodzinna itp.) Nadto warto pamiętać, że nie zawsze mobber wybiera sobie jedną ofiarę (co wówczas jest łatwiejsze do wykazania), ale często podobne zachowania mobbingowe stosuje wobec szerszego grona podwładnych lub współpracowników (mobbing nie zawsze objawia się w relacjach szef-pracownik, może występować również wśród pracowników tego samego szczebla), co oczywiście jest trudniejsze do ujawnienia i uświadomienia.

Mobbing – co jest najważniejsze?

Najistotniejsze jednak jest to, aby każdy będący pracownikiem dał sobie prawo do bycia ofiarą i pomimo, że dzisiejszy „świat” nakazuje być silnym, walczącym, pewnym siebie, to w istocie w takim właśnie świecie czymś odważnym jest uświadomienie sobie bycia ofiarą oraz konieczność skorzystania z pomocy innych osób w celu poradzenia sobie z problemem. Tym bardziej takie wywiady, opisywane historie jak wyżej zasługują na upowszechnienie i podkreślenie, że niczym złym jest skorzystanie wówczas z pomocy innych osób, jakkolwiek by ona nie była potrzebna i takie historie nie mówią nic o osobie, która ich doświadczyła, poza tym, że w istocie wymagało to odwagi od tej osoby, by poradzić sobie z problemem. Dlatego tym bardziej zachęcam do lektury i empatii, albowiem z przejawami mobbingu możemy mieć do czynienia sami lub prawie na pewno miał lub będzie mieć do czynienia ktoś z naszego najbliższego otoczenia i warto by wiedział, że nie jest w tym sam i ma możliwość zwrócenia się o pomoc.

To tyle – dziękuję mojemu mężowi za wypowiedź 🙂 Teraz zadanie dla Was – znacie kogoś, komu ten artykuł może się przydać? Udostępnijcie go! A może macie jakieś pytania do prawnika? Piszcie w komentarzach lub na priv – postaramy się pomóc, jak tylko potrafimy!

4 rzeczy, które z powodzeniem wymieniłam na wersję eko

Kiedy byłam mała, uwielbiałam oglądać kreskówkę “Kapitan Planeta”. Superbohater – Kapitan Planeta oczywiście – z pomocą grupy nastolatków i Gai – dobrego ducha Ziemi – ratował tam naszą planetę przed zniszczeniem. Sprowadzał zaśmiecaczy i niszczycieli Ziemi na dobrą drogę, uczył dbać o środowisko i w ogóle był niesamowicie cool. Być może ta bajka zryła mi psychikę, bo teraz nie potrafię przejść obojętnie obok śmieci w lesie czy w górach (ku rozpaczy towarzyszy zbieram te wszystkie butelki po wódce i torebki po chipsach, żeby je potem wyrzucić). Niby staram się być eko, ale czy mogę robić więcej?

Zero waste, less waste, much waste – świadomość ekologiczna rośnie, choć często na niej się kończy. Bombardowani zdjęciami żółwi zadławionych plastikiem czy konika morskiego nadzianego na patyczek do uszu często odwracamy wzrok, przekonując się, że my to przecież jesteśmy w porządku. Otóż niestety nie, nie jesteśmy w porządku i czas o tym powiedzieć głośno. Być może bardziej odczuwają to “dzieciaci”, bo raz, że siłą rzeczy produkują więcej śmieci, a dwa, że od czasu do czasu przez głowę im przemknie, jaką to planetę zostawią swoim dzieciom i wnukom, mimo to do zmian zachęcam KAŻDEGO i KAŻDĄ! Choć lektura książki “Jak zerwać z plastikiem” jeszcze przede mną, zrobiłam mały rachunek sumienia i postanowiłam działać już teraz. Nie jestem zwolenniczką wielkich rewolucji, bo wiem, że o wiele skuteczniejsza jest metoda kaizen, czyli małe kroki. Tak wybrałam 4 rzeczy, które z powodzeniem zamieniłam na wersję eko, a to dopiero początek.

1. Wielorazowe waciki

To był mój wielki wyrzut sumienia – waciki. Użyte raz i wyrzucane, a potem rozkładające się trylion lat. Miałam duży opór psychiczny przed wersją wielorazową – przede wszystkim z tytułu odpowiedniej higieny, wygody i wydajności stosowania. Okazało się, że nie ma żadnego problemu. Waciki, które kupiłam nie są może bombastycznie chłonne, ale im częściej prane, tym lepiej, a do tego mają wiele zalet:

  • są produkowane w Polsce,
  • uszyto je z antybakteryjnej dzianiny bambusowej, przez co są BARDZO miękkie i przyjazne dla skóry. Z jednej strony są gładkie – idealne do zmywania makijażu, a z drugiej nieco chropowate, dzięki czemu doskonale zastępują peelingi i inne złuszczacze,
  • bardzo szybko schną,
  • są większe niż zwykłe waciki, przez co wydajniejsze.

2. Wielorazowe wkładki laktacyjne

Wiem, że to towar niszowy, ale jeżeli kiedykolwiek będziecie potrzebować lub znacie kogoś, kto używa – polecam! Nie zliczę, ile jednorazówek zużyłam, dopóki nie odkryłam tej opcji wielorazowej, ale teraz używam praktycznie tylko ich i to naprawdę działa. Wkładki wykonane ze 100% poliestru nie przeciekają, nie podrażniają i szybko schną. Moje są kolorowe, co dodatkowo czasem poprawia mi humor 🙂 Dostępne są też jednak wersje w kolorze białym, także dla każdego coś miłego.

3. Ekologiczne podpaski jednorazowe

Okazuje się, że temat menstruacji w kontekście ekologii jest bardzo sporny. Zwykłe podpaski i tampony rozkładają się tysiące lat, w dodatku zdarza się, że podrażniają i są nieprzyjemne w użyciu. Jako że potrzeba matką wynalazku, powstało wiele różnych rozwiązań przyjaznych dla środowiska. Są więc podpaski wielorazowe, kubeczki menstruacyjne oraz ekologiczne podpaski i tampony jednorazowe. Ja wybrałam podpaski jednorazowe, które są biodegradowalne i hipoalergiczne, a dzięki wykonaniu z certyfikowanej bawełny organicznej, gwarantują spokój sumienia. Nie zawierają szkodliwych substancji chemicznych, pakowane są w biofolię ze skrobi kukurydzianej i…są naprawdę przyjemne w stosowaniu, co moim zdaniem jest istotne. Ich chłonność także nie pozostawia nic do życzenia, a cenowo są porównywalne z podpaskami nieekologicznymi z nieco wyższej półki, zatem dla mnie wszystko przemawia za ich stosowaniem. Nie żałuję tej zmiany i na pewno będę się jej trzymać.

4. Naturalna szczoteczka do zębów

Czy wiecie, że włókno “zwykłych” szczoteczek plastikowych bardzo często zawiera Bisfenol A? Ta substancja o udowodnionym działaniu karcenogennym, codziennie wcierana w dziąsła nie może pozostać bez wpływu na nasze zdrowie. Gdy sobie to uświadomiłam, zmieniłam szczoteczki wszystkim domownikom bez wyjątku na wersję naturalną. Najpierw bałam się, że efekt czyszczenia będzie dużo gorszy (wiem, że to nieracjonalna obawa ;)), ale przecież dla skuteczności mycia zębów ważna jest technika i częstotliwość, a nie tylko sprzęt, i ta zasada się sprawdza. Jedna rzecz – nie da się porównać efektu zapewne z tak zalecaną szczoteczką soniczną, ale że i tak nie mam w planach jej zakupu, opcja naturalna jest o wiele lepsza.

Szczoteczka jest biodegradowalna i pozbawiona BPA. Jej rączka wykonana jest z bambusa – jednej z najszybciej rosnących roślin na Ziemi, a włosie – biodegradowalne – z bio nylonu zrobionego z oleju rycynowego (magia!), dzięki czemu jest całkowicie bezpieczne i nieszkodliwe dla środowiska oraz zdrowia. W dodatku korzystanie z niej jest przyjemniejsze niż w przypadku plastiku i sprawdza się także przy dziecku – o wiele chętniej myje ząbki tą szczoteczką, zupełnie niekolorową i pozbawioną badziewnych obrazków z bajek niż kiedyś. Polecam!

Mówi się, że kropla drąży skałę. Jane Goodall powiedziała, że na świat trzeba patrzeć jak na puzzle – cały obrazek przytłacza i zniechęca, ale jeżeli każdy zajmie się jednym kawałkiem układanki, można odzyskać wiarę w sens działania i przyszłość. Zgadzam się z tym i ta myśl powstrzymuje mnie przed całkowitym ekologicznym pesymizmem. Wiem, że to dopiero początek mojej eko-drogi. Stosujemy w domu też ekologiczne środki czystości, których nie pokazałam, pieluchy wielorazowe dla malucha i eko-tabletki do zmywarki (w fazie testów). Niemniej jednak nadal produkujemy za dużo śmieci i śladu węglowego. Na szczęście wszystko przed nami, a jeżeli i Wy chcecie spróbować eko-drogi – polecam zacząć od małych kroków, choćby takich, jak ja wykonałam.

A może znacie jeszcze jakieś małe sposoby na wielkie zmiany? Dajcie znać w komentarzach!

Mobbing – co to jest? (wywiad)

Praca – przedmiot naszych ambicji, pasji, stresów i planów. Praca – nieodłączny element życia większości z nas. Co jednak, gdy praca staje się naszym przekleństwem?

Było raz piękne lato, które spędziłam w dzikiej, nieco mrocznej Szkocji. Właśnie otworzyły się dla nas granice Unii Europejskiej i można było wszystko. Jako studentka na dorobku postanowiłam dorobić trochę na „życie” i poznać od podszewki kulturę tego niesamowitego kraju. Nie wiedziałam jednak, że poznam też…nową formę przemocy psychicznej, jaką jest mobbing.

Mój szef był innej narodowości – ani Szkot, ani Polak – i okazał się niezłym rasistą, szowinistą i antyagistą. Żeby tego było mało, drażniło go też mówienie „mhm”, za co raz za razem zbierałam bury. W pracy było nerwowo, dynamicznie i bardzo emocjonalnie, ale to były tylko cztery miesiące. A co przeżywają osoby mające z mobbingiem do czynienia na co dzień?

Sprawa Stowarzyszenia „Wiosna” i jego szefa-księdza, organizatora wielkiej już teraz akcji „Szlachetna Paczka”, wybuchła niedawno – okazało się, że pod przykrywką szlachetnych pobudek dochodzi tam do mobbingu. Jednak gdy rozejrzymy się po swoich znajomych, okaże się, że ta forma przemocy psychicznej jest bardziej rozpowszechniona niż nam się wydaje. Jak to zjawisko wygląda od podszewki? Rozmawiam dziś z moją koleżanką Marysią, która zgodziła się opowiedzieć o swojej historii z mobbingiem w tle, rozgrywającej się w pewnej firmie informatycznej w Polsce.

Audrey Cafe: Na początku, Marysia, chciałam Ci bardzo podziękować za to, że zgodziłaś się na tę rozmowę. Wiem, że to niełatwe i doceniam Twoją odwagę. Opowiedz, proszę, od czego wszystko się zaczęło.

Marysia: Zaczęło się od docinków i przytyków ze strony szefa, które traktowałam jako zwykły przejaw dobrej atmosfery, luzu, braku dystansu, ale tak naprawdę, to dopiero post factum zauważyłam, z pomocą przyjaciółek, że od pewnego czasu jest mi w pracy źle i kompletnie „sflaczałam życiowo”.

AC: Jaki był mechanizm działania mobbingu w Twojej firmie?

M: Mechanizm był taki, że nie dostawałam konkretnych zadań do pracy, tylko ogólnie sformułowane cele, z których potem byłam rozliczana, wyszydzano publicznie moją pracę, obrażano mnie („tłumaczę Ci jak, krowie na rowie”, „Niemożliwe, że tylko tyle zrobiłaś w tydzień”). Dostawałyśmy także (takie traktowanie dotyczyło wszystkich w tym zespole) zadania idiotyczne albo spoza naszych kompetencji, np. polecenie poprawy  rocznego sprawozdania finansowego. Żadna z nas nie była księgową, nie do tego byłyśmy zatrudnione. Gdy koleżanka powiedziała, że tego nie zrobi, bo nie potrafi, to szef prychnął jej w twarz, że ma Google i każdy normalny pracownik cieszyłby się, że może zdobyć nowe doświadczenie w pracy.. Ja dostałam zadanie przetestowania kilku scenariuszy działania aplikacji, jednego z nich nie mogłam w ogóle ustawić, nie wychodziło mi za cholerę, miałam mdłości (chyba nawet poszłam zwymiotować w toalecie w firmie) na myśl, że miałabym się przed nim przyznać do porażki i znów słuchać obelg, w końcu nie miałam wyjścia. Usłyszałam: „O, myślałem, że wcześniej się zorientujesz, że dałem Ci specjalnie wadliwy scenariusz, który nie ma prawa zadziałać.” To takie konkretne przykłady, ale tam w ogóle kultura pracy była okropna. Szefem mojego szefa był właściciel, Hiszpan, który dostał firmę od rodziców i hołdował zasadzie, że nie po to przeniósł firmę do Polski, żeby kultywować zachodnią kulturę pracy… Byliśmy rozliczani ze spóźnień co do minuty, krzywo patrzono na korzystanie z kuchni, kawa/herbata, na jakieś rozmowy luźne. I to w zasadzie tylko w moim zespole, bo siedzący z nami w pokoju koledzy  innych zespołów legalnie czytali książki i rozmawiali, gdy akurat nie było nic pilnego do zrobienia.

AC: Jak reagowali Twoi współpracownicy na takie zachowania szefa?

M: Reakcji dawnych pracowników firmy, z dłuższym stażem, nie było. Raz, po tym, jak przed świętami zostałam zmieszana z błotem, publicznie, koleżanka pracująca kilka lat w firmie poradziła mi, żebym nie brała tego do siebie, że Mariusz (z którym ona nie miała zależności służbowej) już taki jest i to nic osobistego. Trzymałyśmy się razem we trzy w zespole Mariusza, po każdej przykrej akcji spotykałyśmy się na pokrzepiającej herbacie i pisałyśmy do siebie na Messengerze (co oczywiście było surowo tępione, więc tylko z komórki).

AC: Kiedy poczułaś, że nie masz już siły?

M: Pamiętam, że w połowie stycznia dzwoniłam w drodze z pracy do mojej przyjaciółki z życzeniami w dniu jej urodzin i nie byłam w stanie wydusić słowa, musiałam się zatrzymać i ryczałam jej w słuchawkę, zamiast rozmawiać. Krótko później, już gdy zaczęłam szukać pracy, zdecydowałam, że wystąpię o udzielenie dwóch półgodzinnych przerw na karmienie. Wciąż karmiłam synka, ale nie korzystałam z tego przywileju, bo radziliśmy sobie dobrze bez tego, a wydawało mi się uczciwe (hahaha), że skoro zatrudniłam się w firmie już jako matka (po macierzyńskim zmieniłam pracę i zaczęłam pracować w nowej firmie), to nie ma powodu, żeby nowy pracodawca mi udzielał takich przerw. Ale właśnie w lutym doszłam do ściany, wiedziałam, że nie chcę mieć z nimi więcej wspólnego (nasza sytuacja finansowa nie pozwalała po prostu na rzucenie pracy) i że skorzystam ze skrócenia dnia pracy. Przyszłam w poniedziałek z przygotowanym pismem tylko po to, żeby dowiedzieć się, że Mariusza nie ma w pracy i nie mam komu pisma przedłożyć. Tak mnie to zbiło z tropu, że nie mogłam jeść, piłam tego dnia tylko słodką kawę, żeby nie zemdleć. Nie mogłam opanować drżenia rąk, a o skupieniu na pracy nie było mowy. W drodze do domu zadzwoniłam do bliskiej koleżanki, psychoterapeutki. Zamieniła ze mną dwa zdania i wysłała SMS-em nr do swojej znajomej psychiatry i obiecała, że po trzech dniach do mnie zadzwoni zapytać, czy byłam na wizycie.

AC: Wtedy postanowiłaś działać?

M: Tak. Poszłam na wizytę i dopiero wtedy, opowiadając tę historię lekarzowi, nieznającemu realiów pracy biurowej, informatycznej, odbiłam się w lustrze jej opinii, że przebywam w złym, krzywdzącym środowisku i że szkoda moich sił na zmianę tego stanu rzeczy. Że decyzja o zmianie pracy i odcięciu kontaktu z tym człowiekiem natychmiast jest w istocie troską o swoje zdrowie psychiczne. Początkowo byłam na dwutygodniowym zwolnieniu, bo czekałam na wynik jednej rekrutacji. Liczyłam, że jeśli uda mi się dostać tę pracę, to złożę wymówienie i w okresie wypowiedzenia będę mogła wrócić do pracy z Mariuszem, nie przejmując się już relacjami z nim i jego opiniami na mój temat.

W rekrutacji jednak nie przeszłam. Moja psychiatra wystawiła mi kolejne zwolnienie i zasugerowała pobyt na dziennym oddziale psychiatrycznym, żebym mogła przejść kompleksową psychoterapię i zająć się sobą.

To było sześć wyjątkowych, rozwojowych i bardzo świadomie przeżytych tygodni, które postawiły mnie na nogi, dały duży wgląd w siebie i wyposażyły w umiejętności radzenia sobie z kłopotami. Na zakończenie pobytu dostałam pracę marzeń w innej firmie i literalnie każdego dnia jestem wdzięczna, że trafiłam na palanta Mariusza, który stał się zapalnikiem takich dobrych zmian.

AC: Jak z perspektywy oceniasz tę sytuację? Co Ci dała, a co zabrała?

M: Doceniam to, co mam  Patrząc wstecz zauważyłam, że przez niemal rok bycia w tamtej firmie osuwałam się w depresję, to było bardzo dyskretne i dlatego tym bardziej groźne. Na przykład straciłam umiejętność przeżywania zróżnicowanych emocji. Byłam zazwyczaj smutna, zmęczona albo entuzjastycznie radosna. Terapia w szpitalu przywróciła mi odczuwanie w skali odcieni szarości, wiesz, jaka to radość? Pamiętam, że się popłakałam, jak sobie z tego zdałam sprawę, że przecież ja tak kiedyś miałam, tylko się to zaprószyło.

Na pewno będę pamiętać, żeby się szanować, żeby podejmować działania i protestować wcześnie, gdy tylko mnie coś niepokoi. Albo zmieniać otoczenie, jeśli ono nie rokuje do zmiany.

Jeszcze z dobrych rzeczy – krótko po moim pójściu na zwolnienie, firmę opuściło także kilka innych osób. Jedna z nich także skorzystała z pomocy psychoterapeutycznej. Jeszcze takie długofalowe konsekwencje, to zdjęcie odium wariactwa z leczenia psychiatrycznego i psychoterapii, nawet na moim gruncie rodzinnym. Myślę, że to dobre i ważne, bo może ośmielić kiedyś kogoś, kto bałby się sięgnąć po pomoc, której potrzebuje, ze względu na to „co ludzie powiedzą”.

AC: Co radziłabyś kobietom, które obecnie doświadczają mobbingu w swoim miejscu pracy?

M: Przede wszystkim trzeba znaleźć kogoś, kto będzie wsparciem w tej sytuacji. Najlepiej kogoś, kto nie jest w zależności służbowej z prześladowcą i jednocześnie na tyle dobrze zna organizację, że będzie umiał zaproponować konkretne strategie poradzenia sobie. W dużych firmach funkcjonują anonimowe skrzynki, w których można zgłaszać przypadki nadużyć. Zazwyczaj wtedy udaje się zmienić otoczenie korporacyjne, przenieść się dyskretnie do równoległego zespołu, zostać objętym wsparciem rozwojowym podczas gdy firma wyciąga niezależnie konsekwencje wobec sprawcy przemocy psychicznej. Jeśli kultura organizacyjna firmy rokuje, że takie zmiany i zaadresowanie problemu jest możliwe, to warto się o to postarać. Ograniczamy w ten sposób koszty zmian dla siebie samych. Możemy uporać się z mobbingiem, oszczędzając sobie stresu związanego z samą zmianą pracy.

Jeśli, jak w opisywanym przeze mnie przypadku, nie ma na to szans, trzeba po prostu chronić siebie i zmienić otoczenie radykalnie. Warto też przyjrzeć się swojemu stylowi funkcjonowania w relacjach i organizacjach, czy jestem raczej wspierającym współpracownikiem lub szefem czy może blisko mi do biurowej despotii, która jest dla innych obciążająca.

AC: Dziękuję za rozmowę 🙂

A czy Ty doświadczyłaś kiedyś mobbingu? Może chcesz o tym opowiedzieć? Anonimowość gwarantowana! Daj znać!

 

10 sposobów na rozpoczęcie nowego roku…we wrześniu

Wpis inspirowany blogiem Simply Luxurious Life

Idzie jesień. Z faktem tym nie da się dyskutować (choć mój trzylatek próbuje, negocjując pominięcie jesieni na rzecz zimy…). Odkąd pamiętam, zawsze uwielbiałam wrzesień. Początek szkoły, nowe możliwości, pachnące zeszyty i długopisy gotowe do zapisywania notatek. Wiem, że strasznie to kujońskie, ale nic na to nie poradzę 🙂 Najczęściej już w październiku srogo żałowałam swojego entuzjazmu, ale teraz to się zmieniło. Jesień bowiem to idealny moment na rozpoczęcie…nowego roku. Początek szkoły, koniec wakacji, pogoda bardziej sprzyjająca skupieniu na działaniu i rozwoju. Czemu nie? Francuzi ukuli nawet frazę “La Rentree“, która oznacza właśnie powrót do szkoły, a w szerszym zakresie znaczeniowym – nowe jesienne początki. W końcu wieloma z nas kieruje chęć życia tak, jak naprawdę chcemy i jak potrzebujemy, czemu by więc nie zacząć od września?

10 sposobów na rozpoczęcie nowego roku we wrześniu

1. Posprzątaj

Wiem, nuda, ale za to jaka odświeżająca. Sprzątania jest dużo, ale skupmy się na tym, co najważniejsze:

  • szafa – garderoba jesienna wymaga cieplejszych tkanin, mięsistych swetrów i kolorów, które będą nam poprawiać humor w listopadową szarugę. Zanim zacznie się wrzesień, robię przegląd ciuchów – utylizuję te, które się już nie nadają, przekazuję dalej te, z których “wyrosłam” (no comment ;p) i przygotowuję listę, czego mi potrzeba. Jak nakazuje minimalizm i stan mojego portfela, staram się kupować raz, a dobrze, co wymaga nieco więcej zachodu.
  • biblioteczka – książki przeczytane idą dalej, książki nieprzeczytane są analizowane i układane tak, aby przypominały, że mam się za nie zabrać, a do tego powstaje planowana lista zakupów i wyjść do biblioteki. Tej jesieni mam zamiar oszczędzać, więc np. na wrzesień nie planuję ŻADNYCH zakupów książkowych (będzie bolało).
  • mieszkanie – w naszym nowym mieszkaniu jesteśmy od kwietnia, ale już wychodzą na jaw rzeczy do poprawy/zmiany/przeprojektowania. Do tego już się nieco zagraciliśmy (zabawki!) i miejsca jakby się robi mało, więc potrzebne będzie gruntowne sprzątanie z bezlitosnym wyrzucaniem wszystkich “przydasiów”. Do tego kuchnia – wymaga zmiany menu i po ustaniu upałów zachęca w końcu do gotowania, więc też muszę to uwzględnić. Poza tym jesień to czas hygge, więc warto zaopatrzyć się w kilka świeczek, ciepły koc i inne czasoumilacze 🙂

2. Przemyśl swój plan dnia

W naszej szerokości geograficznej jesień nieuchronnie wiąże się z szarymi, a potem ciemnymi porankami i szybciej zapadającymi wieczorami. Mimo mojej miłości do aktywnego spędzania czasu, nie ma się co oszukiwać, że jesienią zwalniam tempo i więcej jestem w domu. Już dawno przestałam się kopać z koniem i przestawiam się wtedy na nieco wolniejszy tryb życia. Książki, gry planszowe, spacery z termosem – witajcie! Z kolei ogromną przyjemnością są teraz wycieczki do parków, lasów i w góry – te kolory i zapachy! Jesienią czeka nas też zmiana czasu, więc wszystko to warto uwzględnić i pomyśleć, jak chcemy, aby wyglądały nasze dni. Kiedy jesteśmy aktywniejsi, a kiedy wolimy odpocząć. Bez spinania się, z uważnością na siebie.

3. Zajmij się swoim rozwojem

Lato jest szalone – gorące, szybkie, pełne soczystych smaków i wielu możliwości. Większość z nas jest wtedy w ruchu, urlopuje się i korzysta ze słońca. Jesień to z kolei świetny czas na rozwój. Zaczynają się kursy, szkolenia, jest większa motywacja do czytania. Dlaczego nie skorzystać? Dla zapracowanych i mających problem ze swobodnym wyjściem z domu jest bogata oferta kursów online. Są też podcasty, filmiki szkoleniowe, fora, grupy mastermind… Do wyboru, do koloru!

4. Zaplanuj budżet

Nie wiem jak u Was, ale u mnie lato to czas nieco bardziej nieskrępowanego wydawania pieniędzy. Lody, gofry, samochodziki, wstępy do różnych parków tematycznych, niezliczone koszulki i spodenki… Kasa wypływa, a z powodu urlopu pracy i wpływów mniej. Dlatego też jesień to czas podsumowania i zaplanowania na nowo budżetu domowego i osobistego. Dla mnie temat pieniędzy wiąże się ze stresem, więc żeby go odczarować uczę się planować. Przyjemności, obowiązki, niezbędne akcesoria, a potem przygotowania do…świąt. Do tego jakieś wyjazdy weekendowe (góry!), kurtki jesienno-zimowe… Uff, jest tego trochę, dlatego na początku września siadam i planuję. Nie ma, że boli.

5. Zadbaj o zdrowie

Niby nikomu nie trzeba tego powtarzać, ale jako zapracowane kobiety (i mężczyźni też) raczej jak ognia unikamy badań okresowych i wizyt kontrolnych u lekarza, zwłaszcza gdy “nic się nie dzieje”. Niestety trzeba trzymać rękę na pulsie (dosłownie) i pilnować zdrowia, aby uniknąć problemów. Tym bardziej, że jesień to czas ukochany przez farmaceutów wszelkiej maści – jak świeże bułeczki “idzie” wtedy multiwitamina, leki przeciwgorączkowe i inne preparaty na odporność. Dbajmy o siebie! Zaplanujmy na jesień wizytę kontrolną u ginekologa z cytologią, zbadajmy piersi (październik to miesiąc walki z rakiem piersi!), zróbmy badania krwi i idźmy do dentysty. Mówię to też do siebie, bo mam swoje za uszami w tym temacie. Jesień to dobry czas na zadbanie o zdrowie i złapanie jeszcze trochę odporności przed zimą.

6. Zmień menu

W Polsce jesień to prawdziwy czas obfitości. Jabłka, śliwki, cukinie, ziemniaki – słowem przeróżne owoce i warzywa uzyskują najlepszy smak i pełne są witamin. Choć nie mam czasu ani zacięcia do robienia przetworów i innych kiszonek wiem, że warto je jeść, żeby wzmacniać odporność. Poza tym na talerzu łatwiej teraz o kolory i pełne smaki, gotowane i pieczone, dla kontrastu z latem, w którym opychamy się głównie arbuzem. I choć żal mi malin i truskawek, zaraz pojawiają się grzyby i inne pyszności, które warto uwzględnić w diecie i dostosować menu do pory roku, żeby było zdrowiej – bez niepotrzebnego przetwarzania i przechowywania w transporcie.

7. Zaplanuj przyjemności dla ciała

Jesień jest trudna – robi się chłodniej, chce nam się spać, a poziom energii spada. Do tego dochodzą powakacyjne zniszczenia – wysuszona skóra, osłabione włosy i paznokcie zmęczone częstszym malowaniem. Dlatego też warto zadbać o jakieś przyjemności dla ciała, które bardzo poprawiają samopoczucie. Wizyta u kosmetyczki, fryzjera, skompletowanie swojego “home SPA” – wszystko to sprawi, że łatwiej będzie poradzić sobie ze zmianą pór roku.

8. …i dla ducha

Jesień to czas premier książkowych, filmowych i muzycznych. Teatry zmieniają repertuar, wszyscy zdają się odżywać po wakacyjnej sjeście. Jeżeli masz czas i ochotę, korzystaj z tego! Czytaj, oglądaj, słuchaj, chadzaj na koncerty. Żyj twórczo i kolorowo, a łatwiej poradzisz sobie z jesienną szarówką.

9. Nie narzekaj na pogodę

Ok, to chyba najtrudniejszy punkt do wykonania, szczególnie znając polską tendencję i niepomagającą w zmianie pogodę – choć cieszymy się złotą polską jesienią, nienawidzimy listopadowej maziugi, zimnych poranków i siąpiącego deszczu, które niechybnie przed nami. Nie dajmy się! Nie ma chyba nic mniej produktywnego i motywującego niż narzekanie na to, czego nie można zmienić – na pogodę. Osobiście staram się tego nie robić i bardzo mnie to irytuje u innych. Skandynawowie – którym pogody raczej pozazdrościć nie można – mówią, że nie ma złej pogody, jest tylko nieodpowiednie ubranie i ja się z tym zgadzam w całej rozciągłości! Uwielbiam ciepłe, miękkie szaliki i rękawiczki, mam kurtkę przeciwdeszczową i nie rezygnuję jesienią z roweru. Jeżeli zdarza Ci się narzekać na pogodę, staraj się być tego świadomym i spróbuj to zmienić – na początek po prostu powstrzymaj się od komentarza i – błagam! – nie zamieszczaj w mediach społecznościowych swoich epopei na temat beznadziejności deszczu i błota. Zapewniam, że Twoi znajomi mogą bez tego żyć.

10. Zaplanuj jesienny lub zimowy wyjazd na weekend lub dłużej

Nawet jak człowiek na tą pogodę już przestanie narzekać, to i tak wiadomo, że nie jest z niej do końca zadowolony. Pojawia się jesienna deprecha, nic nam się nie chce i psioczymy na wszystko. Warto poprawić sobie humor zaplanowanym wyjazdem – jesiennym lub zimowym, żeby było na co “czekać” i do czego się przygotować. Wypad w góry, tydzień na nartach, weekend w innym mieście – wszystko może się udać, jeżeli to zaplanujemy. Finanse, terminy, grafiki – wszystko to można przewidzieć dość dokładnie już na początku września, do czego zachęcam, bo nie ma nic fajniejszego niż wyjazd w inne miejsce i zmiana perspektywy choćby na chwilę.

Jesień czeka nas nieuchronnie, a że to czas pełen możliwości, warto się dobrze przygotować. Powodzenia!

Spodobał Ci się ten wpis? Daj znać! Napisz komentarz, udostępnij post, podziel się uwagami. Z góry dziękuję!