Mówi się, że jedyną pewną rzeczą w życiu jest zmiana. W naszym kraju zmian teraz nie brakuje, ale tych najgorszego sortu – szybkich, nieprzemyślanych, silących się na rewolucyjność i odbywających się bez konsultacji z kimkolwiek spoza pewnego kręgu. Ja na szczęście odkryłam niedawno świat całkiem innych zmian, o których naprawdę można powiedzieć, że są dobre, i to bez cudzysłowu.
Pewnego pięknego dnia oczom moim ukazał się nowy numer magazynu kobiecego, którego jeszcze nigdy w życiu nie czytałam (no może raz u fryzjera, ale to się nie liczy :P). Z ciekawości i akuratnej chwili wolnego sięgnęłam po niego i w środku odkryłam artykuł, który mnie zaciekawił, więc postanowiłam poszukać dalszych informacji. Artykuł ten dotyczył filozofii kaizen, w którą teraz chcąc nie chcąc wsiąkłam.
Sam termin “kaizen” może się korpoludko-podobnym kojarzyć z zarządzaniem i różnymi ple-ple właściwymi dla tego świata. Tym razem jednak nie o biznes chodzi, a o coś ważniejszego – samo życie.
W swojej książce “Filozofia kaizen” dr Robert Maurer, amerykański psycholog, opowiada o tej genialnej w swej prostocie koncepcji. Jej sens w zasadzie oddaje polski podtytuł książki: “Jak mały krok może zmienić Twoje życie”. A wszystko zaczęło się od Japonii…
Po zakończeniu drugiej wojny światowej Japonia musiała się jakoś pozbierać – poniosła porażkę militarną, a uzyskanie przez nią silnej pozycji gospodarczej miało być dla Amerykanów gwarancją obrony przed komunistyczną Koreą Północną. Stąd też postanowiono pożyczyć wywodzącą się w istocie z USA koncepcję małych kroków, której nadano japońską nazwę kaizen. Z powodu zniszczeń wojennych Japończycy i tak nie mieli możliwości wprowadzenia od razu ogólnej restrukturyzacji i rewolucji przemysłowej, więc postanowili iść powoli, małymi krokami, korzystając z już posiadanych zasobów. I to zadziałało. Zainspirowany tym Robert Maurer postanowił przenieść tę koncepcję na grunt psychologii i człowieczego życia codziennego i oto jest.
Autor wychodzi z założenia, że każda zmiana, nawet pozytywna, budzi lęk. Nasz mózg bowiem traktuje ją jako stresor i dobiera do niej reakcję “walka lub ucieczka”, więc jeżeli nie jesteśmy dość silni, by się jej przeciwstawić, rezygnujemy. Stąd miliony składanych postanowień noworocznych, których realizacja kończy się po trzech tygodniach nowego roku, tysiące niezrzuconych kilogramów, setki wypalonych papierosów itp. itd. Znamy to chyba wszyscy – coś sobie obiecujemy (od pierwszego, od poniedziałku, od urodzin…) i mamy ogromną wolę zmiany, ale… na tym się kończy. Mnie niestety też się to tyczy, więc teraz wezmę to na klatę i przechodzę na kaizen.
Jak w praktyce ma wyglądać zmiana w ujęciu kaizen? W skrócie: na robieniu możliwie najmniejszych kroków po to, aby mózg “nie zorientował się”, że powinien się bać. No dobrze, ale jak się do tego zabrać?
1. Zadawaj małe pytania – sobie samemu, żeby się dowiedzieć, jakie działania najlepiej byłoby podjąć. Jeżeli np. chcemy schudnąć, pytamy siebie: jak mogę wprowadzić więcej ćwiczeń w ciągu dnia? I tyle, czekamy co nam mózg podpowie. Do momentu uzyskania odpowiedzi od siebie samego zadajemy sobie to wybrane pytanie codziennie. (Uwaga: pytania autoagresywne typu “czemu jestem taka gruba?” wyrzucamy za burtę.) A potem – wdrażamy je w życie.
2. Kształtuj umysł – Maurer nazywa to “rzeźbieniem umysłu”. Wybieramy coś, co chcemy od dawna zrobić, ale brakuje nam odwagi/chęci/energii itp. Dajemy sobie miesiąc zanim rzeczywiście zaczniemy działać w tym kierunku. Przez ten czas TYLKO myślimy, ale codziennie – przez 30 sek., może minutę dziennie wyobrażamy sobie, że wykonujemy daną rzecz. Kiedy już czujemy się na siłach wziąć się do działania, robimy to zgodnie z zasadą:
3. Działaj metodą małych kroków – żadnych spektakularnych metamorfoz, rewolucji i innych takich. Powoli, ale do przodu – tak mamy większą gwarancję, że działanie doprowadzimy do końca, bez ucieczki, rezygnacji, a więc i poczucia porażki. Można zacząć nawet od działania trwającego minutę, ale wykonywanego codziennie. W ten sposób nasz apetyt na zmianę będzie rósł, a wraz z nim szanse na sukces.
Zgodnie z tą koncepcją można wszystko – rzucić nałóg, schudnąć, zdać egzamin, a nawet – podobno – znaleźć męża/żonę. Chodzi o to, żeby całość działań była doskonale przemyślana i przećwiczona “na sucho”, aby zminimalizować niechęć umysłu do zmian i wygrać ze sobą samym.
Maurer mówi też o jednej ciekawej rzeczy, jaką jest rozwiązywanie problemów w momencie, gdy są jeszcze małe. Nasze kłopoty zazwyczaj narastają przez jakiś czas, wysyłając sporo znaków ostrzegawczych, które z różnych powodów ignorujemy. Dotyczy to zarówno tak trywialnego zjawiska, jakim jest bałagan w domu, jak i poważnych kryzysów w firmach. Im szybciej zareagujemy, tym mniej energii i środków trzeba będzie poświęcić na ratunek. Dodaje też drugą rzecz – przyznawanie sobie małych nagród za małe działania-sukcesy. Każda wykonana przez nas czynność, którą sobie zaplanowaliśmy w drodze do celu powinna wiązać się z małą nagrodą. To może być zarówno kostka czekolady, jak i gorąca kąpiel czy wieczór filmowy. Wszystko, co jest dla nas przyjemne, a nie wymaga zadłużenia na karcie kredytowej, czyli jest małe 🙂
Filozofia kaizen jest spójna, przystępna i przejrzysta. Maurer przytacza w książce wiele przykładów z życia wziętych, w których przyniosła bardzo pozytywne rezultaty, a że właściwie nie ma tu nic do stracenia, to i ja zamierzam spróbować. Kto wie, może wkrótce będę mogła się czymś pochwalić?
Czego sobie i Państwu życzę 🙂

Please follow and like us:
Audrey Girl