Dawno, dawno temu, bo jeszcze w podstawówce brałam udział w konkursie matematycznym. Byłam wtedy młoda, ambitna i naiwna (co akurat trochę mi zostało). Razem z wieloma chłopakami z całej szkoły i jedną dziewczyną stanęliśmy w konkury, co by się dostać do etapu dzielnicowego. Okazało się, że świetnie mi poszło i razem z kolegą z innej klasy mieliśmy iść dalej. Niestety, nagle przyszła wiadomość, że dalej może przejść tylko jedno z nas, więc pani matematyczka podeszła do mnie i powiedziała, żebym zrezygnowała, bo i tak dalej nie zajdę, a chłopak jak to chłopak ma przecież predyspozycje do matematyki. PANI matematyczka! Okrutnie się wtedy zdenerwowałam, ale jedyne, co potrafiłam z tym zrobić, to wypłakać się do poduszki. Matematyki już nigdy potem nie pokochałam, do nauczycielki żywiłam najgorsze uczucia, a chłopak i tak poległ na kolejnym etapie konkursu.
Mój ostatni post o kobiecym przywództwie wywołał spore zainteresowanie i bardzo emocjonalne komentarze na moim profilu na FB. Zdziwiło mnie to głównie dlatego, że wydawało mi się, że temat jest już stary jak świat, przegadany, przekrzyczany i pielęgnujemy tak zwany status quo, więc nic się nie dzieje. Okazało się jednak, że – co akurat mnie cieszy – jestem w błędzie i nadal kwestie płci, równouprawnienia itp. wywołują kontrowersje. Dlaczego mnie to cieszy? Głównie dlatego, że uważam, iż jest jeszcze wiele do zrobienia w tych sprawach, a więc ważne, by ludzi to obchodziło. Poza tym są jeszcze inne dowody na aktualność tego tematu.
Źródło: un.org
1 stycznia br. w życie weszło 17 Celów Zrównoważonego Rozwoju ONZ, które w założeniu mają być osiągnięte do roku 2030 i znacznie poprawić kondycję naszego świata. Celem numer pięć jest równość płci (gender equality) co poświadcza moje przekonanie o istotności tej kwestii 🙂 W ramach realizacji tego celu powołano do życia kampanię HeForShe, której twarzą jest Emma Watson, a zadaniem – popularyzacja tematu równouprawnienia płci, a także konkretne działania na rzecz “dobrej zmiany” w tym zakresie. Jak można przeczytać na stronie ONZ dotyczącej tego celu, “zapewnienie kobietom i dziewczynkom równego dostępu do edukacji, opieki zdrowotnej, porządnej pracy i udziału w procesach podejmowania decyzji w zakresie polityki i gospodarki przyczyni się do zrównoważonego rozwoju i przyniesie wiele korzyści społeczeństwom i ludzkości w ogóle”. Czy jakikolwiek myślący człowiek może się z tym nie zgodzić? Moim zdaniem nie, gdyż nie ma w tym stwierdzeniu niczego, co nakazywałoby komukolwiek cokolwiek, a przecież przed tym najbardziej się bronimy. To raczej przypomnienie, że ludzie rodzą się równi i do takiego życia mają prawo. Znane już hasło “demokracja bez kobiet to pół demokracji” mówi o tym samym, choć pewnie bardziej kontrowersyjnie dla niektórych.
Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że to tylko szczytne założenia biurokratów, którzy na papierze snują wizje niewykonalne w codziennym życiu. Fakty jednak mówią same za siebie. Niedawno, bo 30 lipca obchodziliśmy Światowy Dzień Przeciwko Handlowi Ludźmi. Czy wiecie, że 80% osób będących “przedmiotem” handlu żywym towarem to kobiety? A czy wiecie, że w Polsce w ciągu tygodnia giną trzy kobiety z powodu przemocy domowej? To twarde liczby, które nawet kiepskim matematykom mogą powiedzieć, że coś jest nie tak.
W każdym tunelu na szczęście można znaleźć jakieś światełko, Nie dalej jak wczoraj na portalu wirtualnemedia.pl znalazłam informację o byłym już prezesie słynnej agencji reklamowej Saatchi&Saatchi, którego zwolniono z pracy za to, co powiedział na temat kobiet. Poszło o to, że w wywiadzie dla jednego z magazynów stwierdził, iż problem z równouprawnieniem płci w branży reklamowej wynika z braku ambicji kobiet, które same nie chcą podejmować funkcji kierowniczych, mimo że im się to proponuje. Na koniec bardzo elegancko stwierdził, że “ta pieprzona debata jest skończona”. Cóż, wychodzi na to, że wcale skończona nie jest, bo prezesa zwolniono po 19 (!) latach pracy, po tym, jak jego wypowiedź wywołała ogromne oburzenie i krytykę ze wszystkich możliwych stron. Sama agencja odżegnuje się od takich poglądów i chwali tym, że 60% jej zespołu to kobiety (co jednak, jak wiadomo, wiosny nie czyni).
Posądzono mnie ostatnio, że chcę wszystkie kobiety pchać na siłę do władzy, w górę, na wyższe stanowiska, żeby po prostu przejęły władzę nad światem. Jednocześnie zarzuca się mi, że ignoruję mężczyzn i cenę, jaką niejednokrotnie płacą za swoje sukcesy, choćby w sferze rodzinnej czy osobistej. Otóż nie, żadne z tych stwierdzeń nie jest prawdą. Uważam, że każdy ma wybór, jaką drogą chce iść. Jeżeli jednak jest na pozycji mniej uprzywilejowanej i ma obiektywne trudności w zdobyciu pozycji, jaką chce, w przypadku posiadania odpowiednich narzędzi należy mu pomóc. Tak działają ścieżki menedżerskie dla kobiet, ale też urlopy tacierzyńskie dla ojców. Dla wszystkich zainteresowanych podniesieniem alarmu, że “ta wojująca feministka znów gada, że kobiety mają gorzej, a przecież mają lepiej”, śpieszę poinformować, że feminizm to według wielu definicji przekonanie, że kobiety i mężczyźni są równi i działanie na tę rzecz, a ja z wielką przyjemnością będę nadal gadać na ten temat. Jak na razie nie ma równości między obiema płciami, ale pozostaje mieć nadzieję, że przy odrobinie wysiłku uda się to zmienić.
Please follow and like us:
Audrey Girl