Niektóre z nas długo o tym marzą, a każdy miesiąc traktują jak nową szansę, nadzieję na powiększenie rodziny. Inne z kolei zdają się zachodzić w ciążę ot, tak, od niechcenia, a jeszcze inne witają tę informację jak najbardziej hiobową wieść w życiu. Tak czy inaczej, sporo z nas staje się matkami, a z racji narodowości, ustroju i sprzyjającego klimatu – Matkami Polkami. Tak, tak. Jest to zaiste zjawisko zasługujące na pisanie wielką literą, bo w naszym kraju posiadanie potomstwa staje się kwestią polityczną i społeczną zanim jeszcze stanie się faktem…

Matka Polka Przezroczysta

Matka Polska Jest przezroczysta wtedy, gdy bardzo chce się tą mamą stać, ale nie może i całą kurację hormonalną pokrywa z własnej kieszeni. NFZ jej nie widzi, choć tak chętnie powita ją na porodówce.

Matka Polka jest przezroczysta wtedy, gdy dotyka ją dramat poronienia i leży na jednej sali z tzw. “patologią ciąży”, a łyżeczkowaniu macicy towarzyszą krzyki rodzącej z sali porodowej obok.

Matka Polka jest przezroczysta wtedy, gdy z wielkim brzuchem stoi w tramwaju i z nadzieją patrzy na zwalniające się miejsce siedzące, do którego jednak wyprzedza ją pani pod sześćdziesiątkę, mająca raczej okres rozrodczy za sobą.  Jest też przezroczysta w kolejce do kasy przychodni czy apteki, chyba że jest “bezczelna” i samowolnie przepycha się do przodu.

Matka Polka jest przezroczysta wtedy, gdy przychodzi czas decydowania o sposobie wydania dziecka na świat – dodajmy, że decyzja ta jest iluzoryczna, bo i tak Matka Polka ma niewiele do powiedzenia. Cokolwiek chce, zostanie uznane za kaprys i poddane autorytarnej analizie zmęczonego lekarza na 17. dyżurze, który – w zależności od swoich poglądów i upodobań – podejmie decyzję o porodzie naturalnym, cięciu cesarskim czy pozostawieniu kobiety samej sobie “do wyjaśnienia”, bo “zobaczymy, jak się sprawy potoczą, a na wszelki wypadek proszę nic nie jeść”.

Matka Polka jest przezroczysta podczas porodu, jej ból jest tylko jednym z wielu, a jak ma odrobinę pecha, staje się “ciekawym przypadkiem”. Zawsze też może się dowiedzieć, że właśnie cudem uniknęła śmierci przy porodzie, więc niech się cieszy, że mają ją jak teraz pozszywać. Matka Polka rodząca z podmiotu staje się przedmiotem, a liczy się tylko to, by dziecko z niej wyszło, po czym staje się już tylko kawałkiem mięsa do zaszycia. No chyba, że ma znajomości i pieniądze – wtedy ma też szansę na ocalenie swojej podmiotowości.

Matka Polka jest przezroczysta wtedy, gdy urodzi już dziecko, wyjdzie ze szpitala i zaczyna podróż przez blaski i cienie macierzyństwa, czyli – mówiąc potocznie – jest na urlopie macierzyńskim. Gdy pcha wózek z dzieckiem i próbuje otworzyć ciężkie drzwi do sklepu, gdy tuła się po galeriach handlowych, z nadzieją wypatrując towarzyszek niedoli i nieświadomie porównując się z nimi (ja się chociaż dzisiaj uczesałam, o, a ta ma nawet paznokcie zrobione). Gdy patrzy na przejeżdżające samochody i marzy, żeby wsiąść do któregoś z nich, trzasnąć drzwiami i zniknąć na chwilę. Gdy napisanie jednego mejla zajmuje jej pół godziny, bo co rusz niemowlak wzywa do karmienia, a i tak kończy się na chłeptaniu mleka z piersi podczas gdy jej właścicielka próbuje wcisnąć na klawiaturze Shift + a. W końcu wtedy, gdy z zazdrością spogląda na tatusiów prowadzących wózki i przywołuje w myślach statystyki, że sto razy więcej kobiet niż mężczyzn korzysta w Polsce z urlopu rodzicielskiego.

Matka Polka jest przezroczysta wtedy, gdy stoi na krawędzi i wie, że nieuchronnie zbliża się czas dokonania wyboru: praca, żłobek, niania, przedszkole, firma, rozwój… Teoretycznie opcji jest wiele, w praktyce każda wiąże się z małą żałobą, bo szybko rosnący smok z jednej strony przyciąga słodyczą i oddaniem, a z drugiej na widok pieluch mama doznaje swoistego ataku nerwicy.

Matka Polka jest przezroczysta wtedy, gdy próbuje powiedzieć partnerowi o swojej słodkiej, ale jednak frustracji, o dwuznaczności targających nią emocji, o jednoczesnej chęci walki i ucieczki z samą sobą i od siebie, od dziecka, domowych pieleszy, choć nie wiadomo dokąd. Przecież tak długo na nie czekała – jak to możliwe, że teraz ono jej “ciąży”? Jak to powiedzieć bez narażania się na łatkę “złej matki”?

Kiedy Matka Polka przestaje być przezroczysta?

Matka Polka przestaje być przezroczysta wtedy, gdy ma pieniądze i można ją namówić na kupno gazet i książek dla mam, tysiąca gadżetów do wczesnego macierzyństwa, które i tak nigdy się nie przydadzą, usług prywatnej położnej, rezerwację osobnej sali porodowej, stu suplementów i zabawek rzekomo wspierających rozwój dziecka*.

*niepotrzebne skreślić

Matka Polka przestaje być przezroczysta wtedy, gdy podejmuje kontrowersyjne decyzje – np. próbuje nakarmić dziecko w przestrzeni publicznej, pokazuje rozstępy lub używa pieluch wielorazowych. Przestaje też być przezroczysta wtedy, gdy można jej udzielić rad, strofować i niemalże ubezwłasnowolnić w zakresie decyzji dotyczących dziecka. Nie jest przezroczysta, gdy staje się MILF-em – sexy mamuśką, która i tak z tytułu wszystkich swoich zobowiązań nie będzie robić problemów “po”.

Matka Polka przestaje być przezroczysta, gdy okazuje się feministką i po kilku tygodniach spędzonych sam na sam z dzieckiem doznaje frustracji i zaczyna planować powrót do obowiązków zawodowych. Wtedy z dnia na dzień staje się po prostu wyrodną matką i sytuacja zmienia się o 180 stopni.

Odkąd kobiety pracują, macierzyństwo stało się kwestią polityczną, problemem społecznym. Nie dotyczy to tylko Polski oczywiście, ale u nas jest szczególnie widoczne. Od aborcji po adopcję, od zarodka do nastolatka – na każdym etapie matki są przezroczyste, a o ich losach decyduje ktoś inny – lekarz, ksiądz, polityk, urzędnik. Co można z tym zrobić? Poza wyborem mądrych ludzi na odpowiedzialne stanowiska nie dajmy się wpychać w przezroczystość. Słuchajmy swojej intuicji, dbajmy o siebie i o swoje dzieci tak jak chcemy, domagajmy się równości i partnerstwa. Już wiadomo, że nikt nam tego nie da, więc trzeba o to walczyć. Precz z przezroczystością! Niech żyją kolory!

Please follow and like us:
Audrey Cafe