Czasy mamy takie, że każdy szuka szczęścia. Jedni znajdują je w ciepłym kocyku i gorącej herbacie, inni w idealnie posprzątanym mieszkaniu, a jeszcze inni w liczbie polubień selfie na Instagramie… Duży nacisk kładzie się na samorealizację, życie szczęśliwe, czyli harmonijne, obfite, zdrowe i bogate. Takie, które dobrze wypada w mediach społecznościowych. Cóż, taki mamy klimat. W tej całej naszej gonitwie zapominamy o prawdzie znanej od zawsze – szczęście to nie finał, ale droga. Każda chwila może dawać nam szczęście, jeżeli tylko na to jej pozwolimy. Brzmi jak Paulo Coelho polskiej blogosfery? No to czas sięgnąć po klasyków.
Dawno, dawno temu, kiedy studiowałam filozofię, moi profesorowie ciągle powtarzali, żebyśmy nie szukali w tym przedmiocie odpowiedzi na to, jak żyć, a problemów teoretycznych, myślowych, nad którymi dobrze się pogłowić. Śmieszne jest to, że wraz ze skończeniem studiów spora część absolwentów musiała dość szybko odpowiedzieć sobie na pytanie “jak żyć?”. Z całym szacunkiem dla moich profesorów, ale w obliczu ogólnej pogoni za szczęściem nadszedł czas, aby spojrzeć na filozofię okiem praktyka.
Tu z pomocą przychodzą nam…stoicy – żyjący ponad dwa tysiące lat temu faceci (wtedy nie mogło być inaczej), rzucający bon motami i metaforami na prawo i lewo, którzy jednak zdawali się rzeczywiście wiedzieć, jak żyć. Swoje nauki zawarli w mądrych pismach, ale że teraz już pewnie nikomu nie chce się do nich sięgać, Piotr Stankiewicz zebrał ich esencję w bardzo dobrej książce “Sztuka życia według stoików” i opatrzył obszernym komentarzem. Wyszedł z tego świetny poradnik-nieporadnik, spora garść bardzo praktycznych uwag i zaleceń na temat tego, jak zostać stoikiem i osiągnąć dzięki temu szczęście bez względu na okoliczności. A zatem jak zostać stoikiem?
Po pierwsze, trzeba się zastanowić, dlaczego mielibyśmy w ogóle nimi zostawać. Otóż, jak przekonuje Stankiewicz (i ja mu wierzę), warto, bo dzięki temu można żyć mądrze, dobrze i szczęśliwie. Stoik bowiem to osoba, która wie, że wszystko, co ma to teraźniejszość, chwila obecna. Nie popada jednak z tego powodu w hedonizm, szaleńczo rzucając się w wir przyjemności, ale każdego dnia stara się budować jak najlepsze życie, umożliwiając temu, co jutro, by jak najbardziej sprzyjało. Rezygnuje z wyobrażeń na rzecz tego, co rzeczywiste, nie buja w obłokach, ale patrzy na każdą chwilę jak na okazję, by stawać się wciąż lepszym. Wie, co od niego zależy, a co nie i pracuje nad tym, nad czym może, resztę pozostawiając swojemu biegowi. Konkrety?
JAK ZOSTAĆ STOIKIEM?
1. Wybieraj odpowiednie wyobrażenia.
Stoicy byli na tyle mądrzy, by wiedzieć, że to, co nas otacza jest takie, jak to widzimy, czyli o tym, jak patrzymy na świat i co w nim dostrzegamy, decydujemy my sami. Jeżeli więc chcemy być szczęśliwi, musimy wybierać odpowiednie wyobrażenia. Przykład praktyczny? Patrzymy na brudne, zagracone mieszkanie i czujemy niechęć do sprzątania i przebywania w nim. Co zrobi stoik? Pomyśli: mieszkanie jest brudne, bo są w nim ludzie – mam tyle szczęścia, że nie jestem sam i żyję z rodziną – mam tyle szczęścia, że mam mieszkanie, a są tacy, co nie mają dachu nad głową – mam dużo szczęścia, bo wystarczy, że wezmę się do roboty, a za godzinę będę miał czyste mieszkanie, w którym mieszka aktywna rodzina.
Czasem to bardzo cenna umiejętność.
Musimy też umieć odróżniać wyobrażenia fałszywe od prawdziwych. Jeżeli więc pismo kobiece mówi nam, że szczupłość oznacza szczęście – odrzućmy to wyobrażenie jako fałszywe, bo szczęście wcale od obwodu w pasie nie zależy i każdy o tym tak naprawdę wie.
2. Odróżniaj to, co od ciebie zależy od tego, co nie zależy.
Gdy na świecie niepokoje, wojny, konflikty, mamy tendencję do dołowania się tym i spuszczania nosa na kwintę. Stoik w takiej sytuacji przyjdzie i powie, że to, co się dzieje na świecie nie zależy ani ode mnie, ani od ciebie, a co więcej twój smutek z tego powodu niczego dobrego nie przyniesie. To, na co naprawdę mamy wpływ, to to, czego chcemy, co myślimy i jaką postawę wobec świata przyjmujemy. W tym sensie nasz wpływ na nasze poczucie szczęścia jest ogromny, bo wszystko dzieje się w naszej głowie. Okoliczności zewnętrzne się zmieniają – raz pogoda jest piękna, a raz taka, że mamy ochotę schować się pod kołdrą. Raz politycy są mądrzy, a raz głupsi nawet od naszego psa. Jeżeli jednak od tych okoliczności będziemy uzależniać nasze szczęście, może być tak, że nigdy go nie poczujemy. Zawsze coś może być nie tak, nawet jeżeli nie w naszym otoczeniu, to choćby w Afryce czy Syrii. Trzeba więc zapytać siebie, czy mogę coś zrobić w danej sprawie (mądrze głosować, podpisać petycję, mówić, co na jakiś temat myślę itp.) i to robić, a resztą się po prostu nie przejmować. Zdrowe podejście.
3. Żyj chwilą obecną i skoncentruj się na tym, co robisz teraz.
Tu przyda nam się Kubuś Puchatek, który miał w zwyczaju wstawać rano i pytać siebie “ciekawe, co dobrego się dziś zdarzy?”. Każdy dzień stoik traktuje jako osobną całość i w tym sensie koncentruje się na tym, co robi w danej chwili. Przeszłość już nie istnieje – warto o niej pamiętać, ale nie dręczyć się nią – a przyszłość jeszcze nie nadeszła. Nie zależy od nas, trzeba się zatem skupić na tym, co od nas zależy, a więc na tym, co robimy teraz.
Czyżbym słyszała mindfulness w oddali? I to dwa tysiące lat temu.
4. Pracuj nad sobą – w każdej chwili możesz się zmienić.
W przeciwieństwie do doktora House’a, który uważał, że ludzie się nie zmieniają, stoicy są zdania, że owszem tak. Zmieniamy się cały czas w zależności od wieku, doświadczeń i okoliczności. Najlepsze jest jednak to, że mamy wpływ na nasz charakter, usposobienie – to my w każdej chwili decydujemy, co myślimy. Zawsze też możemy być lepsi (w odróżnieniu od bycia dobrymi – kto bowiem wie, co to znaczy?) i wierniejsi naszym wartościom. W tym celu musimy jednak dobrze znać samych siebie, aby wiedzieć, czego naprawdę chcemy i co trzeba zrobić, żeby to osiągnąć. Najważniejsze jest w naszej głowie – i tego stoicy się trzymają.
5. Pamiętaj, że zawsze jest jakaś alternatywa.
Epiktet – jeden ze stoików – powiedział:

…nie czyń niczego z postękiwaniem ani z udręką, ani z przekonaniem, że jesteś w nieszczęściu […] – Kurno w twojej chacie? Jeżeli możesz wytrzymać, pozostań. Jeżeli dławisz się dymem, wyjdź na dwór!

 Oznacza to ni mniej ni więcej, że wobec każdego problemu powinniśmy przyjmować taką postawę: albo stwierdzamy, że trzeba go rozwiązać i podejmujemy w tym celu określone działania, albo akceptujemy to, co jest i przestajemy patrzeć na tę sytuację jako przykrą. Każde inne podejście będzie stratą czasu i energii – po co dręczyć się czymś, czego wcale nie chcemy zmienić? Takich męczenników jest wielu – marudzą, że coś im się nie podoba, zamartwiają się tym, co może się wydarzyć, choć nie robią nic, by to zmienić lub temu zapobiec. Stoik w takiej sytuacji powie, że zawsze jest jakieś wyjście, rozwiązanie alternatywne. Dobrze obrazuje to metafora przytoczona przez Stankiewicza w książce – to jak z oglądaniem nudnego filmu w kinie. Możemy wyjść w połowie i przestać się nudzić, albo zostać i wtedy nie narzekać, że zostaliśmy. Dokonaliśmy wyboru, który miał swoje konsekwencje, a więc taka była nasza wola. Teraz trzeba iść dalej, bo każda kolejna chwila się liczy.
Stoicy żyli dawno temu, ale ich zasady są uniwersalne, a co dla mnie cenne – nie trącą wcale Paulo Coelho 🙂 Starożytni filozofowie mieli bowiem to do siebie, że uprawiali filozofię dla niej samej, a nie dla poklasku czy pieniędzy. Nie szli na kompromisy, stąd mam pewność, że to, co mówili jest przemyślane, mądre i – co najważniejsze – sensowne. Wkraczam więc na ścieżkę stoicyzmu, żeby ratować swoją psyche od frustracji, do czego również Was zachęcam. Może będzie łatwiej?
Please follow and like us:
Audrey Girl