Szczęście. Czym jest? To temat na wieeele postów, ale dziś popatrzę na niego od strony…lokalizacji. Od roku 2012 Sustainable Development Solutions Network (SDSN) oraz Earth Institute Uniwersytetu Columbia przygotowują raport szczęścia, szeregujący 156 krajów świata według poziomu zadowolenia ich obywateli. Wynika z niego niezbicie, że jak powtarzają nam od dawna pieniądze szczęścia nie dają, a robi to…równość społeczna, zaufanie do państwa i ogólnie silne więzi społeczne. Dlatego też w tym roku na pierwszym miejscu jest Dania. To może się wydawać zagadkowy wybór – pogoda okropna, wieczory przydługie, a podatki najwyższe na świecie. O co więc chodzi?
Nigdy nie byłam w Danii ani nawet nigdy nie pomyślałam, żeby tam pojechać. Poza tym, że jak widać jest to kraj ludzi szczęśliwych, jest w nim coś jeszcze, o czym przeczytałam niedawno na stronie The Guardian, a co stanowi klucz do poczucia szczęścia tego narodu. Jest to coś, co od dawna do mnie przemawiało, choć nie wiedziałam, że w takim języku. Zawsze myślałam, że to słabość do pewnej znanej firmy meblarskiej, ale teraz już wiem, że chodzi o coś więcej, a na imię mu hygge.
Hygge to w wolnym tłumaczeniu miła atmosfera, co w dużej mierze oddaje sens tego pojęcia. Jest to zasada, którą – podobno – kieruje się większość Duńczyków: ma być miło i przytulnie, niezależnie od okazji i okoliczności. Jak pisze w książce “The Little Book of Hygge” Meik Wiking, hygge to coś więcej niż przedmioty, którymi się otaczamy (choć ponoć bez świec jest to trudne) – atmosfera i doświadczenie, bycie z ludźmi, których się kocha, poczucie bezpieczeństwa i “bycia u siebie w domu”. Hygge to bardziej styl życia niż przedmioty.
Teraz bardzo na czasie jest minimalizm. W warstwie duchowej – chcieć mniej, w warstwie materialnej – surowsze wnętrza, sporo kolorów podstawowych, mało dodatków, czyli “less is more”. Hygge jest niejako w opozycji do tego trendu, pokazując, że to w dodatkach właśnie tkwi siła. W warstwie duchowej – w cieszeniu się małymi rzeczami, drobnymi chwilami, gestami. Wiking tłumaczy hygge jako “sztukę tworzenia atmosfery intymności”, czyli tak naprawdę poszukiwania  – lub kreowania okazji do – szczęścia w każdej chwili,
Polska jest dla wielu krajem zimnym, o długich, jesienno-zimowych wieczorach. Dlaczego więc u nas nie rozwinęła się taka koncepcja? No cóż. Jedni powiedzą, że dlatego, iż Polacy od lat walczyli o siebie, o kraj, wolność, godność, życie, a nie siedzieli pozawijani w koce przy świeczkach z gorącym kakao w dłoniach. Drudzy powiedzą, że to dobre dla mięczaków, a Polska to od zawsze kraj twardzieli, co to herbatę, świeczki i bycie miłym mają w głębokim poważaniu. Właśnie bycie miłym może się tu okazać kluczowe. W Danii więzy społeczne są bardzo silne. Ludzie ufają sobie nawzajem, jak też swojemu państwu. Mają opiekę społeczną na wysokim poziomie, dbają o ekologię i zdrową demokrację. Wynika to oczywiście jak niemal zawsze z uwarunkowań historyczno-geopolitycznych, no ale ile można ubolewać nad polską historią? Jej już nie zmienimy, ale nasze społeczeństwo niestety z traumy historycznej wyjść nie umie i zaufać mało komu potrafi.
Czy można zmieścić więcej świeczek na zdjęciu? 🙂
Jak podaje Wiking, przeciętny Duńczyk zużywa sześć kilo świec rocznie i to – uwaga! – nie zapachowych, bo takie uważa za sztuczne, a naturalnych i organicznych. Siedzą więc w domach, knajpach o ciepłym oświetleniu, popijają różne dobre rzeczy i rozmawiają z przyjaciółmi o tym, jakie życie jest piękne. Chciałabym to jakoś znielubić, ale nie mogę. Za każdym razem, gdy wchodzę do najsłynniejszego szwedzkiego sklepu meblowego ogarnia mnie błogie uczucie (tak, wiem, że to marketingowa iluzja), któremu chętnie się poddaję. Nie robię tego często i nie jestem zakupoholiczką, ale idea sprawiania, żeby każda chwila była najmilsza, jak to tylko możliwe, przemawia do mnie. Picie kawy w surowym wnętrzu a picie kawy w miłej atmosferze, podkręconej przydymionym światłem świec to zupełnie inne rzeczy i chyba jednak w tym drugim klimacie odnajdę się lepiej. Czy to się rzeczywiście tak bardzo kłóci z minimalizmem?
Please follow and like us:
Audrey Girl