Przeżyłam traumę. Przyznaję. Najpierw myślałam, że dojście do “siebie” przyjdzie szybko. Codzienność, rutyna, praca, rodzina – to wszystko miało przynieść ulgę i równowagę, ale jedynie dolało oliwy do ognia. Blog zamarł, ja zamarłam, funkcjonując jak automat. Przyznaję też, że zaczęłam popadać w użalanie się nad sobą, aż poczułam, że doszłam do ściany i jeżeli ja czegoś nie zrobię, to nic się nie zmieni na lepsze. Zwróciłam się więc do najlepszego źródła wiedzy i inspiracji, jakie znam – do książki. Nazwisko Rachel Hollis zupełnie nic mi nie mówiło. Nie znam jej portalu internetowego ani niczego, co robi. Jej książka trafiła do mnie przypadkiem i kolejny raz okazało się, że przypadków to jednak nie ma – tak po prostu musiało być.

Kłamstwa, którymi żyjemy

Życie kobiety nie jest łatwe. Mężczyzny oczywiście też, ale to my jesteśmy obiektem manipulacji mediów, polityków i ogólnie pojętej władzy. Kanony mody i urody, diety, krzywdzące przekazy reklamowe, ograniczanie praw reprodukcyjnych, dyskryminacja w pracy i w rodzinie – między innymi tego doświadczamy na różnych etapach życia. Rodzimy dzieci – źle, bo za dużo/za mało/za późno/za wcześnie/zbyt sztucznie/zbyt naturalnie. Nie rodzimy dzieci – w ogóle poza krytyką. Czasem ciężko się w tym odnaleźć, usłyszeć własny głos pośród zgiełku mądrali, którzy mówią nam, jakie mamy być i jak żyć. Stąd biorą się kłamstwa, jakie kobiety zaczynają sobie powtarzać. Kłamstwa krzywdzące, niszczące nasze poczucie własnej wartości i niebezpieczne. Kłamstwa, że inni mają lepiej albo są lepsi w danej roli. Kłamstwa, że naszą wartość determinuje to, jak wyglądamy, gdzie i jak często jeździmy wakacje i co jemy. Wszystkie to znamy. Wszystkie wiemy, jak łatwo się zdołować samym tylko przeglądaniem mediów społecznościowych pełnych pięknych, przebojowych, popularnych celebrytów codzienności.

W swojej książce “Dziewczyno, ogarnij się” Rachel Hollis mówi wprost – prawda na temat naszego życia jest tylko jedna, a jest nią fakt, że to my sprawujemy kontrolę nad swoim życiem i jesteśmy odpowiedzialne za swoje szczęście. Czasem łatwiej jest uciekać w kłamstwa i babrać się w poczuciu krzywdy niż stanąć oko w oko ze swoim życiem i po prostu się za nie wziąć. A wierzcie mi, że wiem, co mówię.

Po stwierdzeniu u mojego młodszego synka choroby nowotworowej i półtoramiesięcznym pobycie w szpitalu zakończonym zwycięstwem z guzem żyłam na automacie. Przez ponad rok nie spytałam samej siebie, o czym marzę i czego potrzebuję, bo moje życie wypełniała praca, rehabilitacja i zarządzanie rodziną. Dobrze widzicie – zarządzanie, bo tak na to patrzyłam. Właściwie nie odczuwałam przyjemności, kontakty z wieloma bliskimi osobami się rozmyły, a ja czułam się coraz bardziej samotna i sfrustrowana. Nawet mi to pasowało – nie musiałam stawiać sobie wyzwań poza przetrwaniem, za to babrałam się w swym udręczeniu. Z resztą bycie mamą niepełnosprawnego dziecka brzmi wystarczająco ciężko, żeby pożegnać się z radością życia. I to jest właśnie to kłamstwo, które sobie powtarzałam.

Znajdź swoją prawdę

“Prawda nas wyzwoli”, powiedział raz mądry człowiek i miał rację. Zmierzenie się ze swoją sytuacją życiową, spojrzenie na nią z pewnego dystansu, a przede wszystkim docenienie, że nie jest tragiczna, a jedynie trudna przynosi wolność decyzji, co z nią zrobić. Ciągła ucieczka przed prawdą daje złudzenie ulgi, ale nie pozwala na dokonanie zmiany życiowej.

Jaka jest prawda? Taka, jaką powtarza autorka w książce – przestań się chować, uciekać, zasłaniać nieszczęściem. Weź się za bary ze swoim życiem, staw mu czoła, bo innego nie dostaniesz. Proste? Ale jakże trudno to przyznać!

Szczerze mówiąc, dla mnie to również było bardzo trudne – najpierw przyjęcie nowej roli z dzieckiem o specjalnych potrzebach w tle, a teraz przyznanie, że to, że mój synek przeszedł to, co przeszedł, nie zwalnia mnie z życia pełnią. Czego go nauczę? Jak będzie patrzył na siebie i swoją chorobę, jeżeli pozwolę jej zdeterminować również moje życie? Czy pokażę mu, jak być szczęśliwym? Czy ja będę szczęśliwa? No pewnie, że nie. A czy jestem warta, żeby być szczęśliwą? Każdy jest!

Do tego trzeba dojść. Trzeba trochę poczytać (polecam “Dziewczyno, ogarnij się!”), trochę pomyśleć, trochę pogadać i trochę popłakać. Trzeba pogodzić się ze swoją traumą i pozwolić jej zostać tam, gdzie jej miejsce – w przeszłości, za nami. Trzeba – warto – wyjść do ludzi, zrobić coś dla innych i powoli odnajdywać drogę do siebie. To jest proces, który trwa całe życie – pisałam o tym też tutaj. Każdy dzień to nowa szansa, nowe możliwości tworzenia swojego życia bez kłamstw. Trzeba tylko chcieć i być gotowym na wysiłek.

Rachel Hollis mówi na kartach swojej książki:

Przestań czekać, aż ktoś inny naprawi Twoje życie! Przestań zakładać, że któregoś dnia w magiczny sposób wszystko się samo ułoży. Przestań powtarzać sobie, że gdybyś tylko miała odpowiednią pracę, odpowiedniego faceta, odpowiedni dom, odpowiedni samochód, odpowiednie cokolwiek, to twoje życie w końcu stałoby się takie, jak sobie wymarzyłaś. Bądź szczera w tym, kim jesteś i jakich zmian potrzebujesz.

Jak sobie pomóc?

Na koniec to, co lubię najbardziej – konkrety. Autorka nie tylko opowiada, jakie kłamstwa zdeterminowały jej życie, ale też jak sobie z nimi poradziła. Część tych elementów jest na tyle uniwersalna, że może zainspirować również Was. Oto siedem najlepszych rad od Rachel Hollis:

  1. Przestań się porównywać. Jak mówi autorka, “porównywanie oznacza śmierć dla radości“. Jedyną osobą, od której powinniśmy być lepsi, to wczorajsza wersja nas samych!
  2. Odkryj, co sprawia Ci frajdę i rób to. Tylko my decydujemy, co świadomie wpuszczamy do swojego życia. Przestańmy tłumaczyć się okolicznościami i zróbmy to, co możemy dla siebie, choćby początki miały być bardzo skromne.
  3. Bądź szczera wobec siebie. Innych możesz oszukać – siebie nie. Przyznaj się przed sobą, kiedy coś zawalisz albo znów postąpisz według starego, szkodliwego nawyku. Wstań, otrzep się z kurzu i walcz dalej. W trudnych chwilach miej świadomość tego, co przeżywasz, żeby uniknąć wyżywania się na innych i odważnie stawiaj temu czoła. Zapewniaj sobie wsparcie innych osób i idź krok po kroku przez wydarzenia. Dasz radę!
  4. Nie osądzaj innych, skupiaj się na tym, co pozytywne. Bez komentarza 🙂
  5. Miej cele i skupiaj się na nich. Niezależnie od sytuacji życiowej, musimy wiedzieć, gdzie chcemy iść. Inaczej pójdziemy tam, dokąd zaprowadzą nas okoliczności. Konieczność wyznaczenia sobie celów sprawiła, że musiałam mocno pomyśleć nad swoim życiem, dzięki czemu sporo rzeczy się wyklarowało, a ja nawet w chwilach zwątpienia wiem, jaki jest kierunek. A, zapisz swoje cele na kartce – to zwiększa szansę na ich realizację o 42%!
  6. Rozmawiaj, nawiązuj relacje i dbaj o nie. Potrzebujemy ludzi, nawet jeżeli powtarzamy sobie coś innego. Potrzebujemy wymiany myśli, kogoś, komu możemy pomarudzić lub opowiedzieć o ekscytujących planach. Potrzebujemy siebie nawzajem – dobrych, zdrowych relacji z rodziną, przyjaciółmi, znajomymi, ludźmi dookoła.
  7. W każdej sytuacji – tak jak w ludziach – szukaj pozytywów. Gdyby nie ta zasada, dawno już popadłabym w depresję. Umiejętność dostrzegania dobrych aspektów nawet najtrudniejszych momentów to rzecz, której można się nauczyć. Dopóki nasze życie jest proste, łatwe i przyjemne, możemy się bez tego obyć. Jednak wystarczy pierwsza zgryzota i jest problem. Warto ćwiczyć każdego dnia. Do kompletu polecam jeszcze wdzięczność – nie ma lepszego lekarstwa!

Kłamstwo ma krótkie nogi i unieszczęśliwia. Bądźmy szczere wobec siebie i innych, nie umniejszajmy siebie i starajmy się żyć pełnią, niezależnie od okoliczności. One i tak nigdy nie będą idealne – my jesteśmy zawsze 🙂

Please follow and like us:
Audrey Cafe