Całkiem niedawno pisałam o książce, która zrobiła na mnie niesamowite wrażenie i wywołała wiele refleksji – było to „Zjadanie zwierząt” Jonathana S. Foera, a wpis można znaleźć tutaj. Niestety na razie pozostaję mięsożercą, ale zmiany są już raczej nieuchronne, więc postanowiłam o opinię i chwilę zwierzeń poprosić kogoś o wiele bardziej doświadczonego w „tych” sprawach niż ja. Poznajcie więc Małgosię Kubicę – autorkę bloga Dobre Zielsko i wegankę z przekonania. Zapytałam ją o to, jaka była jej droga do weganizmu i z czym się on dla niej wiążę. Zapraszam na opowieść Małgosi i dziękuję jej, że zechciała się nią podzielić 🙂

Audrey Girl pyta, Marguerite odpowiada

Dlaczego wegetarianizm, a potem weganizm?

Gotowanie i zdrowe odżywianie to pasja, która towarzyszy mi już prawie 20 lat (ależ ten czas leci!). Pamiętam, że od zawsze rwało mnie do garów, a moim hitem był murzynek, kotlety ziemniaczane i pierogi ruskie. Gotowanie było dla mnie przyjemnością, zwłaszcza że lubiłam wykonywać prace manualne, a lepienie pierogów czy formowanie kotletów to robótki ręczne. Na drutach i na szydełku też kiedyś lubiłam szyć 😉 To, co robiłam w kuchni praktycznie zawsze było wegetariańskie. Za mięsem, rybami, ani nawet jajkami nie przepadałam za bardzo i w domu jadło się tego raczej niewiele. A surowe mięso mnie wręcz obrzydzało i nie wyobrażałam sobie, jakbym mogła zrobić na przykład kotleta mielonego. W zasadzie nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek przyrządziła potrawę składającą się z mięsa. To, co robiłam, było wegetariańskie, miało być pyszne i zdrowe, takie „inne” niż tradycyjne potrawy.

Szukałam więc przepisów w czasopismach kulinarnych i kombinowałam. A kombinowanie uwielbiałam i uwielbiam do dziś. Kiedy miałam 14 lat – pod koniec lat 90-tych – w sklepach zaczęły pojawiać się regały z tzw. zdrową żywnością, które zaczęły mnie ciekawić i przykuwały moją uwagę. Osiedlowy market był całkiem dobrze zaopatrzony w takie „inne” produkty i często kupowałam soczewicę czy produkty sojowe, które uchodziły niegdyś za sztampową „zdrową żywność”. Wtedy też zaczęłam jadać produkty pełnoziarniste, odkryłam otręby i forsowałam, aby w domu była używana mąka razowa, a nie biała. Przestałam słodzić herbatę, zaczęłam pić zieloną i napary owocowe. I tak zaczęłam interesować się zdrowym odżywianiem. Dostęp do publikacji nie był taki łatwy, jak dziś, więc szukałam książek dietetycznych i kulinarnych w miejskich bibliotekach, czytałam czasopisma poświęcone zdrowiu etc. W domu również było kilka publikacji dietetycznych, więc i po nie sięgnęłam.

Muszę stwierdzić, że w wieku 15 lat miałam sporą wiedzę, której teraz chyba czasem mi brakuje. Byłam naprawdę oblatana w liczeniu kalorii, obliczaniu zawartości składników odżywczych etc. Nauczyłam się czytać etykiety, unikać konserwantów i wybierać to, co dla zdrowia korzystne. Po około roku takiej edukacji własnej doszłam do wniosku, że najlepszym pożywieniem są dla nas warzywa, owoce, produkty pełnoziarniste, orzechy i pestki. Stwierdziłam, że mięso nie jest nam tak potrzebne, jakby się wydawało i że wszystkie składniki odżywcze i mineralne oraz witaminy możemy znaleźć we wszystkich innych produktach. Poza tym pozyskiwanie mięsa to zabijanie zwierząt, trzymanie ich w klatkach i sztuczne tuczenie – w tym zakresie również zaczęłam trochę czytać, chociaż dostęp do materiałów przedstawiających taką sytuację był raczej ograniczony. Do tego dowiedziałam się, jak nieekologiczna jest hodowla zwierząt, a już wtedy ochrona środowiska i wyrabianie codziennych nawyków proekologicznych było dla mnie ważne.

I tak 20 lipca 1999 r. stwierdziłam, że zjadam w swoim życiu ostatni kawałek szynki… Było to spowodowane mieszanką pobudek zdrowotnych, ekologicznych i etycznych, ale także próbą buntu nastoletniego – to była moja taka pierwsza własna decyzja. Jak się potem okazało, jedna z lepszych w moim życiu. Oczywiście rodzina nie dowierzała i słyszałam, że za miesiąc mi przejdzie. Podobno były próby przemycania mięsa, ale ani razu nie dałam się nabrać. W zasadzie nie pamiętam. Mijały miesiące, a mi dalej nie przechodziło… Zaczęłam sama przyrządzać sporo potraw, odkrywałam nowe smaki, chociaż z dzisiejszej perspektywy mogę stwierdzić, że były to dosyć monotonne dania. O dziwo, przestałam mieć anemię, zaczęłam mniej chorować i lepiej się czuć.

W tamtym czasie moja dieta była laktowegetariańska – jadałam kefiry, jogurty i sery. Ale już wtedy zaczęłam myśleć o weganizmie jako naturalnej kolei rzeczy – prędzej, czy później wiedziałam, że weganizm jest moim celem, ale lubiłam nabiał. Do tego stopnia, że to przechodzenie na weganizm trwało kilka dobrych lat, za to ostateczną decyzję podjęłam bardzo spontanicznie. Było to w końcu spowodowane kwestiami zdrowotnymi – od lat cierpię na migreny i jak się okazało w moim przypadku, są one wywoływane nieodpowiednią dietą, w tym spożywaniem serów. Kiedy odkryłam tę zależność, z dnia na dzień przestałam spożywać nabiał. Z produktów niewegańskich spożywam jedynie miód, który lubię i który kupuję od lokalnych producentów. Jestem zdania, że jest to w zgodzie z moimi wartościami (zdrowie, ekologia, etyka).

Od tamtego czasu nadal jestem weganką. Czuję, że dieta roślinna mi służy – czuję się dobrze, mam dobre wyniki. Moją dietę mogę nazwać również niskoglutenową – stawiam na stare, nieprzetworzone odmiany zbóż. Ale odpowiednio dietę bilansuję, wiem, co z czym łączyć oraz czego potrzeba dla zdrowia i gdzie to znaleźć. Suplementuję witaminę D oraz B12, które są niedoborowe przy diecie roślinnej, chociaż witaminę D wszyscy powinni  suplementować, niezależnie od stosowanej diety.

Od zeszłego roku prowadzę blog wegański Dobre Zielsko, który stawia na aktywny, zdrowy tryb życia w zgodzie z naturą. Promuję także wartościową i naturalną żywność. Oprócz gotowania uwielbiam fotografować i jeździć na rowerze – najchętniej w górach.

Zapraszam serdecznie na moją stronę http://dobrezielsko.pl/ oraz profil FB bloga https://www.facebook.com/dobrezielsko.

 Jeżeli chcecie się dowiedzieć więcej na temat Małgosi i jej wegańskich początków, zapraszam na jej bloga na stronę http://dobrezielsko.pl/na-dobry-poczatek/. Tymczasem dziękuję Jej za ten wpis gościnny i mam nadzieję, że nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa w tym temacie 😉 

Author

2 komentarze

  1. admin Reply

    Fingers crossed 🙂 To nadal nisza wydaje mi się, więc pole do popisu ogromne 🙂

  2. Ja również dziękuję za rozmowę i ostatniego słowa na pewno jeszcze nie powiedziałam. 🙂 W najbliższej przyszłości planuję skończyć studia w zakresie dietetyki i zająć się fachowo dietami roślinnymi. 🙂

Write A Comment