Wakacje, lato, upały. Kurz, pot i dużo ruchu. Słońce, woda, relaks. Z tym zazwyczaj kojarzy się lipiec, który dla mnie w tym roku był jednym z najbardziej pracowitych miesiąców w roku, ale przyniósł dobre efekty. Jako że pracowałam bardzo intensywnie, mając jednocześnie pod opieką dwa maluchy, które zaliczyły dwie infekcje i psa, który zaliczył jedną, a do tego cały czas karmię piersią, mogę powiedzieć, że się zmęczyłam, no i oczywiście w tym wszystkim zapomniałam o tym, o czym na co dzień zapomina wiele z nas. O najważniejszym przykazaniu miłości – DBAJ O SIEBIE. Dlatego, kiedy wpadła mi w ręce książka pod takim tytułem, ochoczo poświęciłam jej tak zwany “międzyczas” i dobrze mi to zrobiło.

Dlaczego nie dbamy o siebie?

Z moich obserwacji wynika, że kobiety dzielą się na dwie grupy – te, które chwalą się tym, jak o siebie dbają i te, które starają się ukryć, że o siebie nie dbają. Sporo w tym psychologii i zaszłości z okresu dzieciństwa, kiedy to, albo jesteśmy oceniane jako te, które się “pindrzą”, albo “chłopaczary”. Społeczeństwo w postaci naszych matek i koleżanek stanowi swoisty organ kontrolny, który zamiast nauczyć nas, czym jest naprawdę dbanie o siebie, stara się zadbać o to, żebyśmy nie były zbyt egoistyczne/przeczulone/wypielęgnowane/”zrobione”. Kiedy spytałam na moim fan page‘u o to, dlaczego o siebie nie dbamy, odpowiedzi jakoś specjalnie mnie nie zaskoczyły – brak czasu i brak przestrzeni. Choć tak naprawdę, gdyby nam zależało na tym bardziej, to wiadomo, że ten czas i przestrzeń by się znalazły.

Niektóre/niektórzy z nas zdają się czerpać pewną satysfakcję ze swojego “zaniedbania”. Pewnie, że nie chodzimy brudni i śmierdzący, ale często darujemy sobie przemyślane stylizacje (np. siedząc w domu z dziećmi) czy makijaż (to samo), pięciominutowe sesje ćwiczeń (nie mam siły) czy choćby umycie włosów co drugi dzień (been there, done that). Wygoda, lenistwo, chęć okazania się “ponad to” (zarobiona jestem), znajdowanie cnoty w braku myślenia o sobie…To wszystko dość fałszywe przesłanki, bo o wiele szlachetniej jednak jest dbać o siebie i pokazywać światu przysłowiową już “najlepszą wersję siebie” danego dnia, niż mieć wszystko gdzieś.

Niemal cały lipiec przechodziłam bez makijażu, pół dnia w okularach, pół dnia w soczewkach, z bladym spojrzeniem i podkrążonymi oczami. Co więcej, uznałam, że ten swoiście pojęty minimalizm wcale mi nie przeszkadza, ale gdzieś w głębi duszy, oglądając różnorakie profile na Instagramie stwierdziłam, że może da się inaczej? Da się połączyć dbanie o siebie i intensywne życie? Bo jeżeli nie teraz, to kiedy? Prawda jest taka, że nasze życie zazwyczaj zawiera wiele list rzeczy do zrobienia, nieoczekiwanych zdarzeń i naglących deadline’ów, więc jeżeli wtedy się o siebie nie dba, to co, jeżeli potem będzie za późno? No i wtedy właśnie wpadła mi w ręce książka sióstr, Nadii Narrain i Katii Narrain Phillips. Na szczęście!

Dbaj o siebie!

Książka pod tym tytułem jest podobno kultowa. Poleca ją Kate Moss, Reese Whiterspoon i Sienna Miller, więc w takim gronie trudno przegrać. Założenie tego błyskawicznie czytającego się poradnika jest jedno:

Jeżeli jesteś najlepszą wersją siebie, możesz dać więcej ludziom i światu.

Mogę o tym zaświadczyć nogami i rękami – dobrze wiem, że zapracowana, niewyspana i niezadbana jestem mocno sfrustrowana, zaczynam na wszystkich warczeć, czego bardzo nie lubię i wtedy dochodzi do mnie, że nadszedł “mój” czas. O tym też piszą autorki – w codziennej gonitwie zapominamy, że jeżeli ciągle o kogoś dbamy, pomijając siebie, w końcu nasze zasoby się wyczerpią i nic dobrego z tego nie będzie. Tymczasem mamy wobec siebie obowiązek…miłości, o którym często zapominamy. Kochając siebie, łatwiej przychodzi nam kochanie innych i wszyscy na tym korzystają.

“Dbaj o siebie” prowadzi nas przez różne aspekty okazywania sobie miłości, pomijając proste rady pod tytułem “zmywaj makijaż” i “nawilżaj cerę”. Rozdziały noszą tu nazwy związane z najważniejszymi sferami naszego życia – jest więc miłość, nadzieja, spokój, radość i światło i duuuuużo drobnych elementów, które można wdrażać każdego dnia. Zacząć trzeba oczywiście od początku – od zastanowienia się nad tym, co lubimy, jak najlepiej odpoczywamy, czego nie chcemy w życiu, kiedy czujemy się najbardziej komfortowo. Ta pochwała pozytywnego egoizmu, o którym też pisałam tutaj, a którego wciąż mamy za mało moim zdaniem. To namowa, żeby nie tracić siebie z oczu niezależnie od wydarzeń, również tych przykrych. Autorki poruszają bowiem też trudne tematy, jak rozstanie, żałoba, choroba – dzięki temu nie jest to zwykły, lekki poradnik, ale raczej przypominajka na lepsze i gorsze czasy, aby ZAWSZE PAMIĘTAĆ O SOBIE. A konkrety?

5 najważniejszych rad autorek książki “Dbaj o siebie”

Co by Was na czas mojego urlopu nie zostawić w niepewności – oto pięć moich ulubionych wskazówek w książce “Dbaj o siebie”, które niniejszym również staram się wdrażać i dobrze mi to robi na duszy i ciele 🙂

Zacząć należy od prostej informacji – dbanie o siebie to nasz obowiązek!

Chodzi nam o to, być zaakceptowała, że jesteś człowiekiem, w całym swym pięknie i ze wszystkimi wadami, że zasługujesz na szczęście i dobre samopoczucie. I żebyś zrobiła wszystko, co możesz i kiedy możesz, by do tego dojść.

1. Zwracaj na siebie uwagę.

No banał, wiem, ale jak wiele z nas o tym zapomina? Jak wiele z nas słucha swojego ciała i daje mu to, czego potrzebuje, a nie to, co go ucisza? Jak wiele z nas wypoczywa w taki sposób i tak długo, jak naprawdę lubi? Autorki każą nam więc słuchać siebie, nie ignorować tego, co ciało do nas mówi, relaksować się, żeby miało nam kiedy o tym powiedzieć i szanować siebie. Warto zrobić sobie listę tego, co pomaga nam dbać o siebie (u mnie np. joga, taniec, wieczór z książką), a co nie, i co jakiś czas sprawdzać, jak nam idzie. Czy robimy to, czego rzeczywiście potrzebujemy, czy pozwalamy sobie samym zakrzyczeć własne potrzeby?

2. Myśl o sobie dobrze

Kolejny banał, ale jak patrzę po swoim otoczeniu, bardzo trudno jest myśleć o sobie dobrze. Część z nas ma wdrukowane negatywne przekonania jeszcze z czasów dzieciństwa, inni “po drodze” zaczęli się obwiniać za różne błędy (a trzeba pamiętać, że błądzić jest rzeczą ludzką ;)) i pełni są negatywnych emocji. Autorki każą nam rozprawić się z tym i nauczyć sobie radzić z negatywnymi myślami, aby nie katować się swoimi błędami i budować pozytywny obraz siebie. Prawdą jest bowiem, że jeżeli my nie myślimy o sobie dobrze, to kto będzie? Trzeba też nauczyć się żyć z tym, czego się w sobie nie lubi (moje uda!), a doceniać się za to, co się lubi (moje oczy!) – proste i trudne zarazem.

Co się dzieje, gdy naprawdę wierzysz, że z tobą wszystko w porządku? Coś cudownego. Bardziej lubisz siebie i to widać. Ludzie to zauważają. Dobrze się czujesz w swojej skórze i ze swoimi myślami, a to niezwykle atrakcyjna cecha. Niedoskonałość to nie słabość.

3. Zadbaj o swój pokarm

Dosłownie i w przenośni. Jedz to, po czym się dobrze czujesz, czego potrzebuje Twoje ciało. Podawaj ładnie do stołu, nawet jeżeli to tylko zwykłe kanapki. Wyłącz telewizor, włóż kwiaty do wazonu, delektuj się smakiem i obecnością bliskich – lub swoją własną. Nie jedz przy komputerze (ech…), nie opychaj się, staraj się jeść zdrowo. Dbaj o pokarm duszy – czytaj, oglądaj to, co wartościowe, słuchaj tego, co sprawia ci przyjemność. Bądź estetką swojego życia (Audrey Coelho ;)).

4. Nie porównuj, a jeżeli już porównujesz się z innymi, stosuj antidotum – WDZIĘCZNOŚĆ

Kiedyś łapałam się na tym, że po większości sesji przeglądania Facebooka czy Instagrama czułam się zdołowana. Wszystkie blogerki miały więcej followersów i piękniejsze życie, znajomi jeździli na wspaniałe wakacje, a ja siedziałam przed kompem i zastanawiałam się, gdzie w tym wszystkim jestem? Na szczęście przyszło otrzeźwienie, kilka sesji detoksu cyfrowego i spora dawka poczucia własnej wartości i teraz już podchodzę do tematu zupełni inaczej. Jeżeli zdarza Ci się porównywać do innych (a wszystkim nam się zdarza, nie oszukujmy się), stosuj doskonałe antidotum – wdzięczność. Co dzień licz swoje błogosławieństwa, dziękuj za to, co masz i delektuj się tym, bo nigdy nie wiadomo, kiedy może przyjść zmiana, której wcale nie chcemy i zabrać nam to, co tak cenimy.

5. Dbaj o więzi

Najlepiej dbasz o siebie, jeśli wszystkie twoje relacje są oparte na wzajemnej miłości i życzliwości i mają jasno wytyczone granice. Więzi rodzinne trudniej poukładać, ale również do nich stosuje się zasada dobrej przyjaźni: jeśli nie pozwalasz na coś przyjacielowi, to nie pozwalaj też członkowi rodziny.

Fakt, rodziny się nie wybiera i niektóre z nas potrzebują porządnej psychoterapii, żeby wygrzebać się z mroków własnego dzieciństwa. Nasi rodzice wyszli z czasów, które poraniły ich też psychicznie i niestety w wielu przypadkach swoje traumy i frustracje przelali na nas. Pytanie, co z tym zrobimy. Ważne, żeby się chronić przed złymi relacjami, manipulacjami, graniem na emocjach, nawet za cenę oddalenia od bliskie osoby. Po to dano nam życie, żebyśmy je przeżywali, a nie egzystowali po cichu, starając się nie ranić czyichś uczuć. Ważne jest też dbanie o relacje z innymi ludźmi – przyjaciółmi, znajomymi, którzy tworzą nasze tzw. “plemię” – grupę, w której czujemy się dobrze i od której zawsze możemy uzyskać wsparcie. A jeżeli jesteście rodzicami – dbajcie nie tylko o szczęście swoich dzieci (tak, a nie o przyszłość, bo ona jest niepewna, a to, co tu i teraz, namacalne), ale i swoje, żeby nie pogrzebać siebie samych w górze zabawek i innych dziecięcych gadżetów. Nieśmiertelna metafora: w samolocie rodzic ma założyć maskę tlenową najpierw sobie, a dopiero potem dziecku, bo martwy nikomu nie pomoże…

Jeżeli zaciekawiła Was książka, to gorąco polecam, bo warto mieć przy sobie taką przypominajkę, aby o siebie dbać, gdyż wciąż za mało w nas pozytywnego egoizmu. Makijaż to jedno – piękne wnętrze to drugie 🙂

Please follow and like us:
Audrey Cafe