Kiedy byłam mała, uwielbiałam oglądać kreskówkę “Kapitan Planeta”. Superbohater – Kapitan Planeta oczywiście – z pomocą grupy nastolatków i Gai – dobrego ducha Ziemi – ratował tam naszą planetę przed zniszczeniem. Sprowadzał zaśmiecaczy i niszczycieli Ziemi na dobrą drogę, uczył dbać o środowisko i w ogóle był niesamowicie cool. Być może ta bajka zryła mi psychikę, bo teraz nie potrafię przejść obojętnie obok śmieci w lesie czy w górach (ku rozpaczy towarzyszy zbieram te wszystkie butelki po wódce i torebki po chipsach, żeby je potem wyrzucić). Niby staram się być eko, ale czy mogę robić więcej?

Zero waste, less waste, much waste – świadomość ekologiczna rośnie, choć często na niej się kończy. Bombardowani zdjęciami żółwi zadławionych plastikiem czy konika morskiego nadzianego na patyczek do uszu często odwracamy wzrok, przekonując się, że my to przecież jesteśmy w porządku. Otóż niestety nie, nie jesteśmy w porządku i czas o tym powiedzieć głośno. Być może bardziej odczuwają to “dzieciaci”, bo raz, że siłą rzeczy produkują więcej śmieci, a dwa, że od czasu do czasu przez głowę im przemknie, jaką to planetę zostawią swoim dzieciom i wnukom, mimo to do zmian zachęcam KAŻDEGO i KAŻDĄ! Choć lektura książki “Jak zerwać z plastikiem” jeszcze przede mną, zrobiłam mały rachunek sumienia i postanowiłam działać już teraz. Nie jestem zwolenniczką wielkich rewolucji, bo wiem, że o wiele skuteczniejsza jest metoda kaizen, czyli małe kroki. Tak wybrałam 4 rzeczy, które z powodzeniem zamieniłam na wersję eko, a to dopiero początek.

1. Wielorazowe waciki

To był mój wielki wyrzut sumienia – waciki. Użyte raz i wyrzucane, a potem rozkładające się trylion lat. Miałam duży opór psychiczny przed wersją wielorazową – przede wszystkim z tytułu odpowiedniej higieny, wygody i wydajności stosowania. Okazało się, że nie ma żadnego problemu. Waciki, które kupiłam nie są może bombastycznie chłonne, ale im częściej prane, tym lepiej, a do tego mają wiele zalet:

  • są produkowane w Polsce,
  • uszyto je z antybakteryjnej dzianiny bambusowej, przez co są BARDZO miękkie i przyjazne dla skóry. Z jednej strony są gładkie – idealne do zmywania makijażu, a z drugiej nieco chropowate, dzięki czemu doskonale zastępują peelingi i inne złuszczacze,
  • bardzo szybko schną,
  • są większe niż zwykłe waciki, przez co wydajniejsze.

2. Wielorazowe wkładki laktacyjne

Wiem, że to towar niszowy, ale jeżeli kiedykolwiek będziecie potrzebować lub znacie kogoś, kto używa – polecam! Nie zliczę, ile jednorazówek zużyłam, dopóki nie odkryłam tej opcji wielorazowej, ale teraz używam praktycznie tylko ich i to naprawdę działa. Wkładki wykonane ze 100% poliestru nie przeciekają, nie podrażniają i szybko schną. Moje są kolorowe, co dodatkowo czasem poprawia mi humor 🙂 Dostępne są też jednak wersje w kolorze białym, także dla każdego coś miłego.

3. Ekologiczne podpaski jednorazowe

Okazuje się, że temat menstruacji w kontekście ekologii jest bardzo sporny. Zwykłe podpaski i tampony rozkładają się tysiące lat, w dodatku zdarza się, że podrażniają i są nieprzyjemne w użyciu. Jako że potrzeba matką wynalazku, powstało wiele różnych rozwiązań przyjaznych dla środowiska. Są więc podpaski wielorazowe, kubeczki menstruacyjne oraz ekologiczne podpaski i tampony jednorazowe. Ja wybrałam podpaski jednorazowe, które są biodegradowalne i hipoalergiczne, a dzięki wykonaniu z certyfikowanej bawełny organicznej, gwarantują spokój sumienia. Nie zawierają szkodliwych substancji chemicznych, pakowane są w biofolię ze skrobi kukurydzianej i…są naprawdę przyjemne w stosowaniu, co moim zdaniem jest istotne. Ich chłonność także nie pozostawia nic do życzenia, a cenowo są porównywalne z podpaskami nieekologicznymi z nieco wyższej półki, zatem dla mnie wszystko przemawia za ich stosowaniem. Nie żałuję tej zmiany i na pewno będę się jej trzymać.

4. Naturalna szczoteczka do zębów

Czy wiecie, że włókno “zwykłych” szczoteczek plastikowych bardzo często zawiera Bisfenol A? Ta substancja o udowodnionym działaniu karcenogennym, codziennie wcierana w dziąsła nie może pozostać bez wpływu na nasze zdrowie. Gdy sobie to uświadomiłam, zmieniłam szczoteczki wszystkim domownikom bez wyjątku na wersję naturalną. Najpierw bałam się, że efekt czyszczenia będzie dużo gorszy (wiem, że to nieracjonalna obawa ;)), ale przecież dla skuteczności mycia zębów ważna jest technika i częstotliwość, a nie tylko sprzęt, i ta zasada się sprawdza. Jedna rzecz – nie da się porównać efektu zapewne z tak zalecaną szczoteczką soniczną, ale że i tak nie mam w planach jej zakupu, opcja naturalna jest o wiele lepsza.

Szczoteczka jest biodegradowalna i pozbawiona BPA. Jej rączka wykonana jest z bambusa – jednej z najszybciej rosnących roślin na Ziemi, a włosie – biodegradowalne – z bio nylonu zrobionego z oleju rycynowego (magia!), dzięki czemu jest całkowicie bezpieczne i nieszkodliwe dla środowiska oraz zdrowia. W dodatku korzystanie z niej jest przyjemniejsze niż w przypadku plastiku i sprawdza się także przy dziecku – o wiele chętniej myje ząbki tą szczoteczką, zupełnie niekolorową i pozbawioną badziewnych obrazków z bajek niż kiedyś. Polecam!

Mówi się, że kropla drąży skałę. Jane Goodall powiedziała, że na świat trzeba patrzeć jak na puzzle – cały obrazek przytłacza i zniechęca, ale jeżeli każdy zajmie się jednym kawałkiem układanki, można odzyskać wiarę w sens działania i przyszłość. Zgadzam się z tym i ta myśl powstrzymuje mnie przed całkowitym ekologicznym pesymizmem. Wiem, że to dopiero początek mojej eko-drogi. Stosujemy w domu też ekologiczne środki czystości, których nie pokazałam, pieluchy wielorazowe dla malucha i eko-tabletki do zmywarki (w fazie testów). Niemniej jednak nadal produkujemy za dużo śmieci i śladu węglowego. Na szczęście wszystko przed nami, a jeżeli i Wy chcecie spróbować eko-drogi – polecam zacząć od małych kroków, choćby takich, jak ja wykonałam.

A może znacie jeszcze jakieś małe sposoby na wielkie zmiany? Dajcie znać w komentarzach!

Please follow and like us:
Audrey Cafe